Ocena brak

Brak kapłanów i zakonnic

Autor /Romekppp Dodano /02.05.2013

W 1978 r. w Stanach Zjednoczonych Ameryki było ok. 130 tys. zakonnic całkowicieoddanych służbie Kościołowi. W 2005 r. ich liczba zmniejszyła się do 75 tys. W tym samymokresie można było zaobserwować spadek liczby księży, bardziej powolny, ale istotny, z ok.58 tys. do 43 tys. Podczas gdy spadała liczebność, rosła średnia wieku zakonnic (która wchwili obecnej wynosi ok. 70 lat) i księży (która obecnie wynosi 61 lat).

Wiele zakonówżeńskich ma niewiele czy nawet nie mają w ogóle żadnej młodej kobiety w nowicjacie, aśrednia wieku wyświęcanych księży wynosi ponad 36 lat. Czterdzieści lat temu wynosiła ona28 lat. Fakt, że święcenia kapłańskie mają miejsce pomiędzy 30. a 40. tokiem życia,odzwierciedla tendencję społeczeństwa amerykańskiego, w którym wchodzi się w związkimałżeńskie, zmienia się pracę i obiera się drogę życiową później, niż miało to miejsce wprzypadku wcześniejszych pokoleń. Oczywiście Amerykanie żyją teraz dłużej,prawdopodobnie więc księża będą aktywni w swej posłudze również po przekroczeniu 65 latżycia, czyli po wejściu w wiek emerytalny.

Niemniej kapłani i zakonnice starzeją się corazbardziej i zauważalny wzrost średniej ich wieku jest przedmiotem troski ludzi świeckich,zakonników i księży. Ta bardzo trudna sytuacja sprawiła, że socjologowie przewidująwkrótce koniec istnienia wielu żeńskich zakonów religijnych.Kościół mierzy się z problemem braku księży na różne sposoby, ale żaden z nich nierozwiązał kryzysu. Pierwsza próba polegała na budowaniu większych kościołów, minikatedrna peryferiach. Zgromadzenie setek parafian podczas jednej mszy niedzielnej eliminujekonieczność odprawiania wielu mszy, a jest to obowiązek, którego 50- czy 60-letni księża,już przeciążeni, nie są w stanie znosić ani fizycznie, ani mentalnie.Mniej mszy z większą ilością wiernych eliminuje potrzebę większej ilości księży.

Drugi sposób rozwiązania problemu sięga XIX w. i początków XX w.: polega on na sprowadzaniuksięży z innych krajów. Irlandzkie seminarium All Hallows przez dziesięciolecia regularniedostarczało księży Kościołowi amerykańskiemu. Dziś w Irlandii nie ma już nadmiaru księży,ale zamiast niej są inne kraje. Coraz częściej msze w katolickich kościołach w USAodprawiają księża z Filipin czy różnych części Afryki. Jedno z czterech regionalnychseminariów Nigerii ma ponad 700 seminarzystów. Chociaż pochodzą oni z innej kultury imają wykształcenie pod pewnymi względami inne niż seminarzyści amerykańscy, jednak wielu z nich pragnie pełnić swą posługę kapłańską wAmeryce. Problem polega na tym, że najpierw potrzebują oni trochę czasu, żeby zadomowićsię w kulturze i Kościele amerykańskim. Niektóre diecezje postanowiły zdwoić wysiłki narzecz rekrutacji oraz nowych powołań. Kilku biskupów wzięło na siebie odpowiedzialność zatę rekrutację, zachęcając młodych ludzi, by zastanowili się nad wyborem kapłaństwa, orazosobiście pomagając potencjalnym kandydatom.

Oprócz tego Kościół akceptuje teraz jako kandydatów ludzi, których w żadnym wypadku nie przyjąłby 40 lat temu: starszych wiekiem,wdowców i księży Kościołów episkopalnych, którzy nawrócili się na katolicyzm.Te wysiłki nie przyniosły jeszcze wystarczających plonów. Seminaria zbudowanepomiędzy latami 40. a początkiem lat 60., w złotym okresie powołań, a w latach 90. tylkoczęściowo wykorzystywane przez niewielką liczbę seminarzystów, zostały sprzedane alboprzekształcone do innych celów, na ośrodki duchowego odnowienia albo biura diecezjalne.Średnia wieku seminarzystów, którzy uczęszczali do szkół teologicznych w latach 50. i 60.wynosiła ok. 24 lat.

Dziś seminaria regularnie przyjmują studentów, dla których kapłaństwoto drugie powołanie albo którzy po prostu decydują się wstąpić do seminarium później, niżmiało to miejsce w przeszłości. Liczba księży spada, a ich wiek rośnie.Dziś Kościół amerykański potrzebuje mniejszej ilości seminariów. W każdym razie wkulturze Kościoła amerykańskiego zakorzenił się pewien „terytorializm". Biskupi, którzymają seminaria w swoich diecezjach, zwykle chcą, żeby uczęszczali do nich seminarzyści zdanej diecezji - z dwóch względów: to sprawia, że liczba studentów jest wysoka, i pozwalauważnie monitorować kształcenie i odpowiednie przygotowanie kandydatów do kapłaństwa.Jednakże większość biskupów nie ma tego szczęścia (czy ciężaru?), by posiadać seminariumdiecezjalne, i wysyła swych kandydatów do seminariów regionalnych, narodowych lubmiędzynarodowych.

Niektóre seminaria, np. w Mundelein, w archidiecezji Chicago, pełniąfunkcję seminarium regionalnego, kształcąc księży dla archidiecezji Chicago, ale pełniąrównież funkcję seminarium narodowego, dla innych diecezji amerykańskich, orazseminarium międzynarodowego, przyjmując kandydatów Z innych krajów.Inny skutek braku duchowieństwa to narastające zjawisko parafii bez księży. Na wieluobszarach Stanów Zjednoczonych diecezje po prostu nie mają wystarczającej liczby księży,żeby móc przydzielić proboszcza każdej parafii. Tak więc administratorzy duszpasterscy,którymi często są zakonnice, mają obowiązek zarządzania parafiami pozbawionymiproboszcza. Księża regularnie nawiedzają parafie, ale codzienna troska o nie i nadzór nadnimi pozostawiana jest innym.

Parafie pozbawione księży nie stanowią normy w Ameryce, ale jest ich wystarczającodużo, żeby domagać się od Kościoła, aby opracował rytuał do odprawiania tam, gdziebrakuje księży. Księga rytów, zatytułowana odpowiednio Celebrowanie mszy niedzielnej podnieobecność księdza, dokładnie przedstawia, co wspólnota może robić, a czego jej nie wolnow obchodzeniu dnia Pańskiego. Pewien badacz liturgii wysłał 20-stronicowy kwestionariuszdo katolickich biskupów Stanów Zjednoczonych Ameryki i Kanady, aby sprawdzić, co dziejew przypadkach, gdy ksiądz jest nieobecny. Jeden z kapłanów, który odpowiadał w imieniuswojego biskupa, napisał w komentarzu:

W ciągu ostatnich 10 lat nasz senat księży zachęcał biskupów, żeby określili relacjepierwszeństwa pomiędzy różnymi parafiami, w taki sposób, by określić te, które jakopierwsze mogły stracić swojego duszpasterza. Zostało to dokonane dopiero w zeszłymroku. Wcześniej nasz biskup miał zwyczaj odpowiadać: „Módlcie się o powołania. Bóg jeześle". Ale lata mijały, a Kościoły, które miały jednego czy dwóch wikariuszy, straciłyich. Pomogli nam księża w starszym wieku, zakonnicy. Rozproszyliśmy się, żeby pokryćjak największe terytorium. W zeszłym roku jeden z naszych księży odszedł na emeryturę.Proboszczowi najbliższej parafii została powierzona parafia księdza-pensjonariusza.Teraz mamy jednego księdza odpowiedzialnego za dwie parafie oraz 3 misje. [...] Mamytylko czterech seminarzystów, w większości w starszym wieku. Nie staram się byćpesymistą, ale jedynie trzeźwo spoglądać na rzeczywistość.

Ryt stosowany w parafiach bez księży nie jest szczególnie oryginalny ani twórczy.Zasadniczo naśladuje ryt mszy, zastępując „dziękczynieniem" modlitwę eucharystyczną, a dokomunii stosując konsekrowany wcześniej chleb. Tym rytom może przewodniczyćzakonnica, zakonnik albo człowiek świecki. Reakcje parafian są zróżnicowane. W badaniuprzeprowadzonym w pewnej diecezji południowo-zachodniej, badacz wyróżnił różne stopnieakceptacji liturgii bez księży.

W swojej ankiecie socjolog Cornelius Hughes zapytałkatolików ze swojej diecezji, spośród których połowa miała hiszpańskie pochodzenie: „Cobyś zrobił, gdyby twoja parafia nie była w stanie zapewnić celebracji mszy niedzielnej?" 34%„wzięłoby udział w rytuale, który zastępuje mszę"; 52% „poszukałoby sobie innego kościołakatolickiego, nawet gdyby było to bardzo uciążliwe"; 10% „nie poszłoby na niedzielną mszęświętą"; 4% „uczestniczyłoby w niekatolickiej niedzielnej posłudze liturgicznej". Z faktu, że2/3 ankietowanych wybrałoby alternatywę dla mszy bez księdza, Hughes wyciągnął wniosek,że istnieje silna niechęć wobec niedzieli bez księdza. Inne rezultaty jego badań wskazują nato, że wątpliwości dotyczą raczej braku celebracji

Eucharystii niż nieobecności księdza. Na pytanie, kto w ich opinii powinien przewodniczyćliturgii niedzielnej pod nieobecność księdza, 79% ankietowanych odpowiada, żezaakceptowaliby albo przyjęli zakonnika, 73% - diakona, 63% - człowieka świeckiego.Kluczową kwestią nie jest więc osoba kitująca rytuałem, ale to, czym ona kieruje (oczywiściepreferowanym wyborem jest Eucharystia, a nie modlitwa eucharystyczna).Przed Soborem Watykańskim II powołania kapłańskie były bardzo liczne z różnychwzględów. Rodziny były wtedy liczniejsze. Nie było nic niezwykłego w tym, że rodzinakatolicka miała pięciu czy sześciu synów. Rodzicom mającym wielu synów łatwiej byłozachęcać jednego czy dwóch z nich do przyjęcia stanu duchownego, od chwili gdy przetrwanienazwiska rodzinnego było zapewnione przez innego syna, który zamierzał się ożenić.Pokolenie wyrosłe po Soborze Watykańskim II składa się z mniejszych rodzin.

Dziś licznarodzina ma troje dzieci, gdy średnio w rodzinie jest dwoje dzieci, a coraz częściej w rodziniejest tylko jedno dziecko. Dziś to wielkie poświęcenie ze strony rodziców - oddać Kościołowiswe jedyne dziecko płci męskiej, a czasem nawet jedyne dziecko w ogóle. To prawda, że wprzeszłości rodziny tak czyniły. Jednakże wielu spośród dzisiejszych księży to jedynisynowie albo jedyne dzieci w rodzinie, chociaż fascynacja kapłaństwem nie jest już dziś takajak 40 czy 50 lat temu. Współczesne społeczeństwo amerykańskie kładzie nacisk na „jakośćżycia" a, jak to dobitnie wyjaśnił kard. Francis Stafford, niegdyś arcybiskup Denver: „Ta«jakość życia» [...] to często własny samochód, własny dom, własny sprzęt stereofoniczny"14.Ten konsumpcjonizm czy też materializm zdławił wśród młodych ludzi pragnienie, by wieśćżycie oparte na posłuszeństwie, celibacie, a w przypadku wielu księży należących dozakonów religijnych - również na ubóstwie.

Jednakże to nie brak dóbr materialnych oddalamłodych ludzi od kapłaństwa. W rzeczywistości wielu księży diecezjalnych jeździ drogimisamochodami, żyje w domach większych niż sąsiadów (choćby były kanoniczne) i posiadasprzęt stereofoniczny i inne nowoczesne udogodnienia. Przyczyny leżą głębiej. Kapłaństwonie jest już jedyną drogą, żeby otrzymać wykształcenie, status i odpowiedzialną rolę, tak jakto miało miejsce w przypadku emigrantów w pierwszej połowie XX w. Rodziny emigrantównależały do wiernych wyznawców Kościoła, szanowały, a często czciły duchowieństwo, ibyły ubogie, czyli nie były w stanie ponieść kosztów wykształcenia swoich dzieci. Ten natomiast, kto szedł do seminarium, miał zagwarantowane wykształcenie wyższego rzędu(gwarantowanego w zakresie określonych norm akademickich) na koszt diecezji czy jakiejśkongregacji teligijnej. Wielu księży z pokolenia przed Soborem Watykańskim II było wswych rodzinach pierwszymi dziećmi, które mogły studiować na uniwersytecie.

Dziś wyższe wykształcenie jest dostępne i nawet gdy rosną jego koszty, jest w zasięguwiększości katolików, którzy są Amerykanami od trzech czy czterech pokoleń. Pozostajenieosiągalne dla wielu nowych imigrantów oraz ich dzieci, ale ta sytuacja zmieni się wraz Zich integracją w społeczeństwie amerykańskim i wkrótce uniwersytety będą mogłyzaoferować tej części populacji edukację za rozsądną cenę.

Tak więc wykształcenie nie jestjuż pobudką do powołań, jak to miało miejsce w przeszłości. Nie jest nią również awansspołeczny. Dla pokoleń katolików w przeszłości zostanie księdzem oznaczało awans whierarchii społecznej, szczególnie w środowiskach katolickich, lecz również niekatolickich,kapłaństwo cieszyło się prestiżem (nawet nieco trudnym do wyjaśnienia, a czasemniezrozumiałym).„Człowiek w sukni", „padre", był znany i szanowany wewnątrz swejwspólnoty.Kapłaństwo straciło wiele ze swej „magii" z powodu zachowania samych księży, które,jak się podejrzewa, przez dziesięciolecia było ukrywane w milczeniu i w zawodowejsolidarności. Ojciec Robert Bullock, pastor w Sharon, w stanie Massachussetts, twierdzi, żeujawnienie skandali nadużyć seksualnych popełnianych przez księży w latach 80. i 90.stworzyło „serię nowych obrazów i opowieści", i kontynuuje: „ten skandal już niesie ze sobąstraszliwe konsekwencje dla przyszłości kapłaństwa, pod względem wyświęcenia, celibatu ipłci".

Kapłaństwo reprezentowało nienaganny styl życia. Te skandale mają więc głębokiwpływ na psychikę Amerykanów.Rezultat olbrzymiego rozgłosu nadawanego tym faktom jest taki, że wszyscy księża sąuznawani za winnych i starają się uwolnić od podejrzeń. Ojciec Virgil Elizondo, jeden zliderów hiszpańskiej społeczności katolickiej, opowiada: „Staram się przynajmniej częściowounikać ryzyka, spotykając się z moimi wiernymi w miejscach publicznych". Richard Sipe wswojej książce A Secret World: Sexuality and the Search for Celibacy przeprowadził szerokiestudium na temat stosunku księży do ślubu czystości16. Sipe porównuje karykatury, zapomocą których Hollywood ukazuje księży:

Księża katoliccy wyświęceni przed 1960 r. byli zasadniczo postrzegani jako publiczneikony siły, odwagi, uczciwości i oddania. Śledząc tę koncepcję od jej szczytowegopunktu w ujęciu hollywoodzkim, zwłaszcza w latach 40., aż do lat 80., jesteśmyświadkami zmiany w przeciwnym kierunku. Dzisiejszy ksiądz jawi się najczęściej jakoczłowiek słaby, o wątpliwej męskości, zupełnie niekompetentny. W najlepszym wypadkuwydaje się człowiekiem mało uczciwym, w najgorszym - hipokrytą, i otacza go auramonumentalnej irrelewancji.

Ten opis, jak wszystkie karykatury, zawiera w sobie część prawdy. W każdym razie niejest to wierny portret (sam autor nie chce, by takim on był) wielu księży, którzy ciężkopracują, głęboko i skutecznie wpływając na życie swoich parafian, jako jedni z nielicznychstawiając czoła tym samym problemom i starając się żyć, na ile pozwala im na to naszespołeczeństwo, ze współczuciem i humanitaryzmem.Troska o moralność księży nie umknęła uwadze biskupów amerykańskich. Komisja ds.życia kapłańskiego narodowej konferencji episkopatów zredagowała w 1988 r. dokument,który rozpoczyna się pozytywną nutą, ale natychmiast zwraca uwagę na istniejący problem:Jakkolwiek mamy obecnie nadzwyczajne przykłady kapłańskiej posługi przeżywanej wsposób twórczy i stymulujący, w łączności z posługą i misją Kościoła, wyraźnie widaćdziś, że istnieje również poważny i podstawowy problem dotyczący moralności księży.Stały proces porzucania kapłaństwa przez wielu księży po Soborze Watykańskim IIzmniejszył się w ciągu ostatnich 10 lat, ale cena tego jest wysoka.

To samo można powiedziećo zakonnicach, w których przypadku straty są jednak znacznie większe, a ich skutkitak silne, że wiele zakonów nie przetrwa i dziesięciolecia czy stulecia służby Kościołowiamerykańskiemu zakończą się, by użyć wyrażenia T. S. Elliota, „nie krzykiem, ale słabymkwileniem".Samotność, która dokucza niektórym ze względu na celibat, staje się trudniejsza, gdyspołeczność kapłanów czy zakonnic topnieje z powodu porzucania posługi i braku powołań.Kanonie budowane dla czterech czy pięciu księży, którzy mogli stworzyć razem małą,wspierającą się wspólnotę, teraz są domami dla pojedynczych księży, pod warunkiem, że niezostały sprzedane albo przekształcone w centra parafialne.

Domy generalne żeńskichkongregacji religijnych są w istocie domami opieki dla starszych wiekiem zakonnic albozostały sprzedane, żeby zapewnić środki potrzebne utrzymanie. Dziś każde przejście naemeryturę stanowi problem, nie dlatego, że księża czy zakonnice nie mają prawa doemerytury, ale dlatego, że ci, którzy jeszcze pracują, mają o wiele więcej do zrobienia. Wniektórych diecezjach i w niektórych kongregacjach religijnych słowo emerytura stało sięeufemizmem na oznaczenie śmierci. Nieważne, w jakim są wieku, ich praca jest potrzebna.Wielu księży uczciwych i zaangażowanych, którzy ciężko pracują, nadal wypełnia swojąposługę.

Wielu z nich z zadowoleniem dzieli się duszpasterską odpowiedzialnością z ludźmiświeckimi. Nie widzą zagrożenia w zaangażowaniu ani we władzy laików, ale chętnie ichprzyjmują. Im więcej odpowiedzialnych ról w parafii przejmują ludzie świeccy, tymsilniejsza jest parafia. Księża i zakonnice coraz bardziej uznają ich rolę jako wychowawców i współpracowników. Ich projekty duszpasterskie przewidują powierzanieludziom świeckim takich sektorów, jak np. finansowy, większości funkcji administracyjnych,utrzymania obiektów - co wymaga wiele czasu, a ma znaczenie poboczne w stosunku dozasadniczej posługi głoszenia Ewangelii. Ponadto są oni gotowi dzielić z księżmi zadaniakapłańskie bardziej bezpośrednio związane z duszpasterstwem.

Zasadniczo pozostająodpowiedzialni za nadzór nad wszystkimi wymiarami życia parafii, ale nie muszą troszczyćsię o każdy najmniejszy aspekt swej egzystencji. Wcielając w życie tę zasadę subsydiarności,mogą swobodnie skoncentrować się aspektach posługi kapłańskiej, co pozwala im służyćwiernym w sposób bezpośredni i osobisty. Ponadto mają możliwość, by czytać, modlić się,rozważać i odpoczywać - aspekty ważne i często poświęcane w obliczu tak wielu innych konieczności.

Podobne prace

Do góry