Ocena brak

Bolesław Leśmian - Ballada bezludna

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,

W swym bezpieczu szmaragdowym zakwitła w bezmiar łąka,

Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,

A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato.

Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,

I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,

A dech łąki wrzal od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,

I nie było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rekami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Zabótwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu,

A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,

I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,

Raz warkoczem się zazłościć, raz piersiami się zabielić –

I czuć było, jak się zmaga z zdyszanego męką łona,

Aż na wieki sił jaj zbrakło – i spoczęła niezjawiona!

Jedno miejscw, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szummiało,

Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,

Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,

Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia,

Żuki grały jej potrupne, świerszcze – pieśni powitalne,

Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!

Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie,

Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

(Łąka, 1920)

Podobne prace

Do góry