Ocena brak

Blokersi

Autor /CYNCRUIPLOPPY Dodano /21.07.2005

Spis treści

1. Kto to jest blokers? Wyjaśnienie pojęcia
2. Ludzie z Wielkiej Płyty
3. Życie na osiedlu z wielkiej płyt
4. Incydenty z udziałem blokersów
4.1 Blokersi zaatakowali policjantów
4.2 Blokersi oskarżeni
4.3 Blokersi - kolejny incydent
5. Policja chce walczyc z blokersami
6. Film „ Blokersi”
7. Zdjęcia
7.1 Warszawskie osiedle Targówek
7.2 Katowickie osiedle Giszowiec
7.3 Katowickie osiedle Gwiazdy
7.4 Grafiti
7.5 Blokersi
8. Bibliografia









































1. Blokersi
To grupa ludzi zamieszkująca blokowiska.Jest to jedna z polskich kontrkultur Jest to zróżnicowane środowisko pod względem wieku i wykształcenia, przeważnie są to ludzie bezrobotni. Charakteryzują się oni własną, odrębną "kulturą osiedlową". Blokersi najczęściej spędzają czas na osiedlowych podwórkach, gdzie nadużywaja alkoholu. Są nastawieni agresywnie do otaczajacej rzeczywistości, używają wulgarnego języka i mają częste konflikty z prawem.Utożsamiani z muzyką rap lub techno. Ich główne zajęcie to: grafitti, breakdance i muzyka rap (przynajmniej z założenia).Kultywują siłę fizyczną, lubią napadać na słabszych, często ze znaczną przewagą liczebną. Blokersi interesują się sportem, zwłaszcza piłką nożną, również jazdą na rowerze, kulturystyką. Twierdzą, że każdy ma swój styl. Ubierają się w luźne stroje sportowe, często w dresy. Ten sam styl jest preferowany niezależnie od ich sytuacji życiowej i aspiracji. Wydają pieniądze przede wszystkim na zabawę, na drobne wydatki jak piwo czy papierosy. Młodsi blokersi (16-18 lat) dość rzadko chodzą do pubów, głównie z braku pieniędzy. Raczej odwiedzają jakiś hipermarket, gdzie jest tanie piwo, i potem bawią się na osiedlach. Ich wolny czas wypełniają spotkania z kolegami, najczęściej na ławkach. Młodsi blokersi jako wymarzony zawód najczęściej wymieniają kierowcę rajdowego i piłkarza. Są również tacy, którzy widzieliby się w roli menedżera klubu sportowego, dziennikarza telewizyjnego lub właściciela siłowni.
(Sylwetka na podstawie wyników badań przeprowadzonych w 2001 roku na bemowskich blokowskach)


2. Ludzie z Wielkiej Płyty

Co drugi mężczyzna w wieku 18-25 lat nie potrafi się włączyć w życie tradycyjnego społeczeństwa
Ulica Białostocka to całe nasze życie, jest tu sklep nocny i ch... wie co jeszcze" - obwieszczają w Internecie Kanon, Miodzik, Sejmik i Kleszcz, mieszkańcy Zagórza, jednej z biedniejszych dzielnic Sosnowca. - Budzę się rano, matka znowu zrzędzi, żebym wziął się do roboty. Jem jakieś śniadanie i wychodzę pod sklep postać z kumplami. Czasem ktoś stwierdzi, że jest robota: można zarobić kasę, lub połamać komuś kopytka - opisuje swój dzień dwudziestoletni Qba z Lublina, mieszkaniec dzielnicy Tatary, którą kiedyś utrzymywała fabryka produkująca Żuka. - Studiuję, ale kolega z parteru nie skończył nawet podstawówki. Często sprawdza, czy nadal trzymam "z niewykształconymi". Raz nie powiedziałem mu "cześć", więc trochę oberwałem i już się nie zamyślam, idąc przez osiedle - opowiada Rafał K. z łódzkich Bałut.
Warszawskie osiedla Górce (na Bemowie) i Targówek, elbląskie osiedle Nad Jarem, poznańska Wilda, krakowska Nowa Huta, wrocławski "trójkąt bermudzki" (ulice Traugutta, Pułaskiego i Kościuszki), gdańskie Przymorze i Żabianka czy wspomniane już lubelskie Tatary i sosnowieckie Zagórze - to getta blokersów, ludzi takich, jak Sejmik i Kleszcz, Qba czy kolega Rafała K. Blokersi ożywiają się, gdy mogą dołożyć kibicom znienawidzonej przez siebie drużyny - jak w lipcu na stadionie ŁKS. Gdy skopią lub "popieszczą" utłuczoną butelką "paździerza", czyli osobę wyglądającą zbyt drobnomieszczańsko - jak podczas niedawnego Pikniku Country w Mrągowie. Kiedy ktoś uzurpuje sobie prawo słuchania ich muzyki - jak kilkanaście dni temu w centrum Poznania. Gdy apeluje się, by nie niszczyli sprzętu i zachowali spokój - jak podczas krakowskiego koncertu grupy Scorpions.
Przeważnie mieszkają w blokach z wielkiej płyty, wielu pracuje na czarno, na przykład handlują pirackimi płytami kompaktowymi, przemycanymi częściami komputerowymi lub kradzionymi akcesoriami samochodowymi. Ich "miejscem pracy" jest warszawska giełda na ul. Grzybowskiej, targ lub toaleta w dyskotece. "Biurem" jest pokój w rodzinnym mieszkaniu. - Sprzedaję skórzane kurtki za pięć setek, buty sportowe po stówie, czapeczki po dysze. Mogę zaoferować też laptopa czy motocykl, te ostatnie jednak schodzą dość szybko. Teraz mam problem z oplem corsą. W pokoju pod łóżkiem go nie schowam, a przed blokiem może zwrócić uwagę - opowiada Rafał K.
Kim jest blokers? - Człowiekiem, który urodził się w bloku, żyje tam nadal z rodzicami, a jego jedyną perspektywą jest widok tej samej klatki schodowej przez najbliższe kilkadziesiąt lat - mówi 22-letni Banan z Sochaczewa. Socjologowie uważają, że co drugi mężczyzna w wieku 18-25 lat nie będzie w stanie włączyć się w życie tradycyjnego społeczeństwa, prowadząc wegetację "na niby" w jednym z wielkich blokowisk.
Wbrew pozorom blokersi są dość konserwatywni i bezwzględnie trzymają się kilku fundamentalnych zasad:
"Bądź solidarny!"
"Jeśli z kumplem wychodzisz na miasto, wróć z nim, nawet jeśli będzie miał nóż w plecach"
"Nie kapuj!"
"Nie obrabiaj mieszkań na własnym osiedlu!"
"Nie podrywaj dziewczyny kolegi!"
Za żonę chcą mieć kobietę "nie używaną", czyli dziewicę, po ślubie posłuszną mężowi, oddaną matkę jego dzieci.
Więzienie i poprawczak oznaczają dla nich darmowy wikt i szkołę przetrwania. Często szkołę złodziejskiego fachu. - Prowadziłam własną hurtownię kosmetyków. Spotykaliśmy się często z kolegami w jednej z knajp na poznańskim Dębcu. Łączyło nas nie tylko upodobanie do piwa, ale i wspólne interesy. Udając zakochaną parę, kupowaliśmy z kolegą wieże stereo, telewizory, sprzęt gospodarstwa domowego. Fałszywy dowód osobisty nie był żadnym problemem, podobnie jak zaświadczenie o zarobkach - opowiada dwudziestotrzyletnia Magda P., jedna z niewielu kobiet wśród blokersów, odsiadująca wyrok za wyłudzanie kredytów (obecnie na przepustce). Kupiony na raty sprzęt sprzedawała za pół ceny i z tego żyła przez kilka miesięcy. Gdy kończyły się pieniądze, wychodziła na "akcję". Włamała się nawet do sklepu z dewocjonaliami, skąd wyniosła mszalne wino.
Nocne eskapady to nie jedyna "aktywność kulturalna" blokersów. Do popularnych rozrywek należą także ćwiczenia na siłowni i uliczne rajdy starymi, zachodnimi samochodami. - Kilka lat temu blokersi szaleli w zdezelowanych maluchach, teraz kupują kilkunastoletnie golfy, BMW i audi. Obowiązkowym wyposażeniem samochodu jest sprzęt audio, którego wartość często przekracza cenę samochodu . Najbardziej atrakcyjnym punktem wieczoru jest spotkanie na stacjach benzynowych, podczas których często omawia się planowane napady - mówi inspektor Dariusz Nowak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Blokersi są za słabi na konfrontację, cechuje ich raczej "pełzająca agresja", która znajduje ujście przy lada okazji. Może nią być odmowa wpuszczenia na koncert ulubionego zespołu czy prowokacyjna obecność "obcych" (jak w wypadku napadu na krakowski ośrodek buddyjski). - Agresja jest dla blokersów zaspokojeniem potrzeby godności. Są swego rodzaju wampirami: mają poczucie własnej wartości przez to, że odbierają je innym - mówi prof. Marek Kosewski, psycholog. - Wybierają drogę na skróty: jeśli zrobię z kogoś zero, kopiąc go na śmierć, sam staję się wielkim panem. Takie poczucie mieli chuligani z Legionowa, którzy podpalili śpiącego, pijanego mężczyznę.
- Wzrost agresji wśród tych młodych ludzi jest prostą konsekwencją braku zajęcia. W dużych miastach nie mają pracy, więc nie stać ich na kupno, a nawet wynajmowanie choćby bardzo skromnego mieszkania. Czują się osaczeni i nienawidzą wszystkich i wszystkiego - mówi nadkomisarz Paweł Biedziak, rzecznik komendanta głównego policji. W Radomiu siedemnastolatek, zniechęcony wszechogarniającą beznadzieją, zabił swojego sąsiada na oczach jego syna. - W naszym mieście bezrobocie sięga 14 proc. Beznadziejna sytuacja materialna rodzi bunt i agresję - tłumaczy Tadeusz Kaczmarek, rzecznik radomskiej policji.
- Nie ma przesady w twierdzeniu, że są już w Polsce podwórka, z których wszędzie jest daleko: do dobrej pracy, edukacji, do osobistego rozwoju - mówi Piotr Ławacz, psycholog społeczny. - To może zabrzmieć jak herezja, ale z psychologicznego punktu widzenia korzystniejsze jest, gdy ktoś aktywnie walczy o przetrwanie, choćby naginając prawo, niż gdy biernie poddaje się wyrokowi losu. Wtedy przynajmniej następne pokolenie ma szanse na lepsze życie. Jeden z przywódców przestępczego światka powiedział mi, że wcale nie marzy, by dzieci przejęły po nim schedę. Chce zafundować im własną i uczciwie prowadzoną firmę - dodaje Ławacz. Świat, w którym rosną i żyją blokersi opisuje na własnej internetowej stronie Mirka Zybura, mieszkanka kaliskiego Manhattanu, czyli osiedli Dobrzec i Widok: "Beton zabija umysły. Ludzie zamknięci w takim osiedlu zaczynają wariować. Młodych ogarnia nuda, dorosłych zjada telewizor".
- Blokersi nie są zdemoralizowani - wyznają te same wartości, co przeciętni ludzie. Są uczciwi, ale dla nich oznacza to uczciwość wobec kolegów z bloku. Ich piekło nie ma dna, z kimkolwiek się porównają, wypadają gorzej. To pokolenie ludzi upokorzonych, którzy cokolwiek wybiorą, i tak zostaną ukarani - mówi Marek Kosewski. Blokersów łączy pytanie: "co zrobić ze swoim życiem?" i odpowiedź: "nic nie mogę z nim zrobić, bo nie mam zasobnego domu, lekceważy mnie pracownik społeczny, nauczyciel i minister".
- Bezwzględną wartością stają się dla nich podstawowe emocje, które czują, będąc w grupie. Aż 80 proc. czternastolatków wierzy, że uda im się żyć po bożemu, ale gdy mają lat szesnaście, ta wiara się załamuje. Co drugi chłopak w wieku 18-25 lat jest uzależniony od alkoholu lub narkotyków, a więc znajduje się na skraju porządku społecznego. Podczas gdy dziewczyna ma nadzieję, że może znajdzie niezłego męża, mężczyzna pogrąża się w beznadziei - tłumaczy prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. Prof. Barbara Fatyga uważa, że w Polsce można już mówić o grupie nieudaczników, którzy stosują strategię wycofywania się z życia społecznego, strategię kapitulacji. Pochodzą oni z rodzin ubożejących, są dziećmi niezaradnej inteligencji, pracowników budżetówki i mieszkańców wsi.
- Nastolatki cierpią na prawdziwy głód kontaktu z innymi. Nie ma dla nich znaczenia, czy poczucie przynależności uzyskują przez wysyłanie SMS-ów, czy też walkę z inną grupą. Te publiczne wyładowania tłumionych emocji to efekt deficytu ojca. Mężczyźni, z którymi ma do czynienia na co dzień, wydają mu się jednak bardzo bezradni. Ta bezradność jest ostatnim pogłosem komunizmu - mówi psycholog Jacek Santorski. Na Zachodzie pozbawionymi szans nastolatkami zajmują się tzw. street workerzy i wyspecjalizowane, choć może nazbyt opiekuńcze instytucje. U nas to rzadkość. Tymczasem - jak stwierdziła prof. Mirosława Marody, socjolog - "społeczeństwo, które pozwala sobie na rozrzutność, czyli pozostawianie dużej części młodego pokolenia poza mechanizmem włączającym je do instytucji społecznych, funduje sobie kłopoty". W Polsce kłopotów z tego powodu przybywa w zastraszającym tempie.


3. Życie na osiedlu z wielkiej płyty

Agnieszka jest blokersem. Jej świat to osiedle z wielkiej płyty. - Jestem zjawiskiem socjologicznym - mówi o sobie

Blokersi byli zawsze, tylko inaczej się nazywali - mówi z przekonaniem Krzysztof "BL4DY". 21-latek, mieszka w Katowicach Załężu na osiedlu przy ul. Janasa. Szczupły, wysoki, w luźnych dżinsach i krzykliwej pomarańczowej koszulce nie wygląda na blokersa. - Kiedyś na młodych, którzy mieszkają w blokach, mówiło się, że są punkami, skinami, metalami. Teraz wszyscy są w jednym worku: nazywają nas blokersami - mówi chłopak. Kim są blokersi? "BL4DY" ma własną definicję. Zamieścił ją nawet na swojej stronie internetowej pod adresem www.blokersi.z.pl "Blokers to człowiek, który mieszka najczęściej na osiedlu, na którym znajdują się bloki. Większość swojego czasu spędza na klatce schodowej bloku lub na ławce wraz ze swoimi kolegami. Kultura blokersów najczęściej jest oparta na muzyce hip hop, bo właśnie ta muzyka nawiązuje do ich życia i problemów". Dalej pisze, że blokersi są dobrze znani na swoich osiedlach. Sąsiedzi się ich boją, bo gazety i telewizja zrobiły z blokersów ćpunów, alkoholików i złodziei.

Tyle internetowa filozofia.

Swoją stronę "BL4DY" założył z nudów. To wersja nieoficjalna. Oficjalna jest równie prosta: chłopak uczy się w studium informatycznym. Strona to praktyczna nauka zawodu.

- Blokersi pojawili się niedawno. Na osiedlach zamiera życie. Likwidują boiska, place zabaw i nie ma co robić - opowiada. Młodzi siedzą więc "na bloku", czyli na schodach przed wejściem do wieżowca i gadają o życiu. Jest jeszcze jedno miejsce dla blokersa - ławka przy zdewastowanym boisku. Tam spotykają się kumple z okolicznych bloków.

Idziemy z Krzyśkiem na ławkę. Po drodze opowiada o swoim życiu. Wstaje o godz. 10, idzie na zakupy, je śniadanie, potem obiad i siedzi "na bloku". To wszystko. No i jeszcze komputer. Na necie, czyli w internecie, potrafi przesiedzieć całą noc. - Jesteśmy dziećmi nudy osiedlowej - mówi.

Blokers nie lubi swoich sąsiadów. I to nie koniecznie za to, że się go boją. Gorsze jest gadanie. Wystarczy, że ktoś na klatce zobaczy pękniętą szybę albo nowe graffiti. Od razu wszyscy wiedzą, kto to zrobił. Nieważne, że drzwiami mógł np. trzasnąć pijany sąsiad czy wiatr.

"Cielak", 21-letni kumpel Krzyśka, fan metalu, blokers, bezrobotny student zaoczny, kasę na wydatki sępi od starych: - Obgadują nas strasznie. Też z nudów. Stracili robotę i tak jak my nie mają co robić.

Mariusz, 19-latek po dziewięciomiesięcznej odsiadce w więzieniu: - Mogliby przestać kłapać. Nie jesteśmy tacy źli.

Mariusz wyszedł z więzienia w grudniu. Razem z kumplami napadł na jednego gościa. Pobili go, ukradli samochód, pieniądze. - Chciałem zrobić sobie osiemnastkę. W sumie niczego mi nie udowodniono. Ludzie i tak gadali, że kogoś zabiłem - tłumaczy.

Krzysiek pewnie by nikogo nie napadł. Woli siedzieć "na bloku" niż kraść. Zresztą o zarobek nie byłoby trudno. Przykład - nowe kino na Gliwickiej w Katowicach. Pracuje tam 100 osób, a drugie tyle ma zarobek pod kinem. Wystarczy obejrzeć, ile samochodów ma powybijane szyby i wyrwane radia.

"Cielak" swoje: - Nie wiem, dlaczego ludzie się nas boją. Przecież tak samo robimy zakupy, wychodzimy z psem. Mówimy im dzień dobry. Odpowiadają tylko dopóki się nie ściemni. Razem z nimi siedzę tu przez całe zasrane wakacje.

Agnieszka jest jedyną dziewczyną wśród blokersów z ul. Janasa. Silny makijaż podkreśla kształt jej oczu i ust. Biała krótka sukienka i stringi podkreślają kształty ciała. Od kumpli nauczyła się, na co się narzeka i o czym się mówi. O nudzie, nudzie i kasie, a właściwie o jej braku.

- Potrzeba pieniędzy na zabawę. Dyskoteka, piwo kosztują. Na szczęście kosmetyki kupuje mi mama - mówi Agnieszka. "Na bloku" spędza więcej czasu niż z rodzicami. Pewnie dlatego, że każde z nich ma własne rodziny i mieszkają osobno. Agnieszka ma marzenia. Chłopcy zresztą też. Mariusz chce pracować na legalu, czyli na umowie o pracę jako kierowca. "Cielak" planuje skończyć studia. "BL4DY" niedługo skończy studium i idzie do wojska. Agnieszka chce być pedagogiem albo kimś innym. Może socjologiem. - Sama jestem przecież zjawiskiem socjologicznym. Mam doświadczenie w tych rzeczach - mówi.

Tylko "Jaco" nie wie, co robić. We wrześniu zaczyna czwarte w swoim życiu liceum. Z trzech wyleciał. Nie powie za co. Małomówny "Jaco" zdradził nam za to swoje marzenie: - Myślimy na razie jak załatwić nową ławkę, potem przyjdzie czas na założenie rodziny.




4. Incydenty z udziałem blokersów


4.1 Blokersi zaatakowali policjantów

Blokersi z nowohuckich osiedli zaatakowali dwukrotnie policyjne patrole, aby odbić zatrzymanych kolegów. Policja pokonała napastników dopiero, gdy użyła broni i ściągnęła posiłki.
Podczas zajść niegroźne obrażenia odniosło kilku policjantów. Pierwszy patrol przyjechał w nocy z 11 na 12 listopada na wezwanie mieszkańców, których spokój zakłócała grupa pijanych mężczyzn. Funkcjonariusze zatrzymali dwóch najbardziej agresywnych uczestników libacji. Gdy prowadzili ich do radiowozu, nagle zostali zaatakowani przez znajomych zatrzymanych. Napastnicy zadawali ciosy rękami i nogami. Rozbiegli się, gdy jeden z policjantów w ostatniej chwili zdołał wyciągnąć pistolet i wystrzelić dwukrotnie w powietrze. Mimo napaści, policja zdołała ująć dwóch młodych ludzi, którym w piątek zarzucono czynną napaść na funkcjonariuszy policji.

Tego samego dnia zaatakowano drugi patrol na os. Złotej Jesieni. Funkcjonariusze interweniowali najpierw w jednym z bloków. W drodze powrotnej w ich kierunku posypały się kamienie. Do pierwszego starcia doszło, gdy usiłowali wylegitymować sześciu podejrzewanych mężczyzn. Po kilku minutach policjanci założyli im kajdanki. Wtedy jednak pojawiła się nowa, 10-osobowa grupa. Wezwano natychmiast posiłki. Ostatecznie do izby wytrzeźwień, a następnie do aresztów, trafiło dwóch pijanych blokersów. Następni są poszukiwani.


4.2 Blokersi oskarżeni

Pięciu uczniów olsztyńskich szkół średnich stanie przed sądem za udział w bijatyce, do której doszło na Jarotach. Obrażenia odniosło wówczas dziewięć osób, w tym policjanci

Oskarżeni, choć mają dobrą opinię w szkołach, identyfikują się z subkulturą blokersów. - Wszczęli awanturę z grupką młodzieży z innego osiedla, bo nie spodobało im się, że obcy wchodzą na ich terytorium - mówią policjanci.

Do bijatyki, w której brało udział kilkanaście osób, doszło na początku października ub. roku. Idąca ulicą grupa mieszkańców Jarot, wśród której byli oskarżeni, zaczepiła pięciu nieznajomych rówieśników.

O interwencję i rozdzielenie młodzieży poprosili policję mieszkańcy pobliskich bloków przy ul. Okulickiego. Wcześniej bijących się mężczyzn próbowali rozdzielić ochroniarze z jednego ze sklepów. Bezskutecznie.

Kłopoty z uspokojeniem walczących mieli także policjanci. Czterosobowy patrol, którzy przyjechał na wezwanie, został zaatakowany przez blokersów. Jednemu z funkcjonariuszy napastnicy odebrali policyjną pałkę - tzw. tonfę. Policjant, uderzony tonfą w głowę, sięgnął po pistolet i oddał strzał ostrzegawczy w powietrze. - Dopiero wtedy napastnicy się uspokoili - opowiada prowadzący sprawę prokurator.

Akt oskarżenia w sprawie bitwy na Jarotach prokuratura przesłała wczoraj do olsztyńskiego sądu okręgowego. Według śledczych bójkę sprowokowali Jarosław W., Krzysztof B., Łukasz Z. i Paweł K. To również oni zaatakowali interweniujących policjantów. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Piąty z oskarżonych - Arkadiusz K., odpowie jedynie za uczestnictwo w bójce.


4.3 Blokersi - kolejny incydent


Grupki wyrostków zaczepiających dzieci i przechodniów to problem wszystkich kieleckich osiedli. Mieszkańcy z niepokojem myślą o wiośnie. - Naprawdę jest niebezpiecznie. Gdzie szkoła, gdzie policja - mówią.

- Dzień robi się coraz dłuższy, jest coraz cieplej. Młodzi ludzie znów będą wystawać do późnego wieczora. Czasami strach koło nich przejść, zaczepiają, są wulgarni - mówi mieszkanka Świętokrzyskiego, która prosi nas o interwencję. Opowiada, że w piątek późnym popołudniem tuż koło Szkoły Podstawowej nr 30 grupa wyrostków pobiła dwie dziewczyny. - Wiele osób to widziało, także moja córka. Obawiamy się o bezpieczeństwo naszych dzieci - alarmuje.

Według naszej czytelniczki na osiedlach Na Stoku i Świętokrzyskim problem tzw. blokersów jest bardzo uciążliwy. Tłumaczy, że są różne grupy, niektóre spokojne. - Ale są i tacy, którzy tylko czekają, aby kogoś pobić i okraść. Z rozmów z sąsiadami i rodzicami innych dzieci wiem, że wiele było takich przypadków - dodaje. Apeluje, aby sprawą zainteresowała się szkoła i policja: - Przecież niedaleko jest komisariat. Wystarczyłoby nieco więcej patroli.

Sławomir Lasota, komendant I Komisariatu Policji na osiedlu Słoneczne Wzgórze, wie o piątkowym zdarzeniu na osiedlu Świętokrzyskim. - Poszkodowaną była niespełna 16-letnia dziewczyna, zgłosiła się do nas z matką. Była też w szpitalu - mówi. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zdarzenie wyglądało raczej na porachunki w grupie znajomych. - Prowadzimy postępowanie w tej sprawie - wyjaśnia. Potwierdza, że na kieleckich osiedlach coraz większym problemem staje się młodzież wystająca wieczorami przy klatkach schodowych i na skwerach.

Barbara Braun, dyrektor SP 30, przyznaje, że osiedla Świętokrzyskie i Na Stoku do najbezpieczniejszych nie należą. - Ja oczywiście mogę mówić tylko o tym, co się słyszy. Na terenie szkoły nie dochodzi do żadnych rozbojów - mówi. O piątkowym zdarzeniu nie słyszała. Według niej najwięcej problemów stwarza młodzież, do której nie można trafić w żaden sposób. - Dla młodych ludzi, którzy są zainteresowani dodatkowymi zajęciami, jest wiele ciekawych propozycji. Ale nie wszyscy chcą z nich korzystać. Wolą wystawać na ulicach, popijać piwo - dodaje.

Komendant Lasota apeluje, aby mieszkańcy informowali policję o uciążliwych grupach młodzieży. - Prosimy o każdy sygnał. Takie informacje umożliwią nam lokalizowanie miejsc szczególnie niebezpiecznych, ułatwią nam pracę i pozwolą wyeliminować zagrożenia - podkreśla.

5. Policja chce walczyć z blokersami


Krakowska policja postanowiła spacyfikować blokersów. Będą naloty na osiedla i legitymowanie "uciążliwej młodzieży". Pomysł wzbudza jednak kontrowersje.

Co chce zrobić policja z blokersami? "Będziemy w bezwzględny sposób egzekwowali od wszystkich przebywających na osiedlach osób przestrzeganie prawa" - napisano w komunikacie wysłanym do mediów. Podinspektor Orlicki tłumaczy: - Będziemy legitymować blokersów. To pozbawi ich anonimowości. Wtedy to już nie będzie jakaś grupa, ale Kowalski, Iksiński i Krakowski.

Policjanci z komisariatów dzielnicowych, wspieranych przez oddziały prewencji, ruchu drogowego i funkcjonariuszy operacyjnych, mają pojawiać się niespodziewanie na osiedlach.
Blokersi to grupy, które kojarzone są przez mieszkańców Krakowa z włamaniami do samochodów, piwnic, pijaństwem, narkotykami i chuligańskimi wybrykami - twierdzi podinspektor Orlicki. - Dla wszystkich są uciążliwi. Nie da się spokojnie przejść obok nich. Oni utrudniają życie mieszkańcom, a my utrudnimy im - dodaje.

Zdaniem Sylwestra Latkowskiego, reżysera głośnego filmu "Blokersi", będzie to "zwykła pokazówka, która przyniesie więcej szkody niż pożytku". - Blokersi to przecież dzieciaki, które są razem, bo nikt ich nie chce. Rodzice mają ich gdzieś, szkoła też - mówi Latkowski. Jego zdaniem pomysł legitymowania bez powodu "spowoduje jeszcze większą nienawiść do policji". - Już w tej chwili ich ulubione hasło wypisywane na murach to "CHWDP" (Ch... w dupę policji). Represja tu nic nie da, bo popchnie ich jeszcze bardziej w stronę przestępczości - twierdzi reżyser.

Pomysł policji nie podoba się też ks. Andrzejowi Augustyńskiemu, wychowawcy młodzieży i założycielowi ośrodków U Siemachy. - Zjawisko blokersów jest uciążliwe. Jednak i instytucje państwowe, i my sami coraz bardziej patologicznie na nie reagujemy. Ostre działania represyjne to błąd, bo w ten sposób nie likwidujemy przyczyn - mówi. - Jeśli na osiedlach nie będzie miejsc, gdzie młodzi ludzie mogą się spotykać, to problem zacznie narastać - dodaje.

Sami blokersi o policyjnej pacyfikacji mówią krótko: "Niech przyjadą, będzie wojna". Tak odpowiedział 16-letni Michał z Kurdwanowa.



Z badań, jakie przeprowadzono na zlecenie miasta, wynika, że chuligaństwo, niszczenie mienia i agresywne grupy młodzieżowe to zagrożenia wymieniane na pierwszym miejscu w hierarchii niebezpieczeństw. Blokersów boi się prawie 70 proc. mieszkańców Krakowa.

6. Film „Blokersi”

Dokument o polskim hip hopie, grafficiarzach i breakdancerach. Montaż wypowiedzi bohaterów i weteranów tego ruchu oraz jego animatorów i komentatorów. Na ścieżce dźwiękowej (i na ekranie) "leci" krajowa czołówka polskiego rapu. Ale nie jest to tzw. film muzyczny, tylko przede wszystkim ważny dokument socjologiczny. Z wypowiedzi bohaterów filmu wyłaniają się bowiem ich poglądy na życie i krytyczny stosunek do dzisiejszej rzeczywistości społecznej. Stosunek, który wydaje się być reprezentatywną postawą wielkomiejskiej młodzieży wywodzącej się z ubogich rodzin zamieszkujących blokowiska i stare kamienice Warszawy, Trójmiasta, Poznania czy Krakowa. Dokładniej mówiąc, tej części młodego pokolenia, która pozostaje w opozycji wobec z jednej strony "dzieci z tzw. dobrych domów", które już niedługo zabiorą się do robienia karier i zgarniania "kasy", z drugiej zaś wobec młodzieżowych środowisk kryminogennych ("dresiarze"). Dokument ciekawy nie tylko z uwagi na warstwę muzyczną i informacyjną, lecz także dlatego, że rozbija stereotypy na temat rzekomo patologicznego charakteru tego fragmentu życia społecznego. Jest pod koniec znakomita scena: dwóch hiphopowców z Krakowa czyta i recenzuje artykuł Mirosława Pęczaka w "Polityce" i demaskuje przekonująco serwowane przez niego nieprawdy i stereotypy na temat polskiego hip hopu; wraz z całą salą płakałem ze śmiechu. Nie zmieniłem niektórych swoich poglądów. Nadal uważam, że graffiti jest zanieczyszczaniem środowiska wizualnego, a nie najwłaściwszą formą wyrażania indywidualnej wolności. Szybko też nudzi mnie wybijany przez automatyczną perkusję monotonny rytm rapu. Ale film oglądałem z wzrastającym zainteresowaniem, bo wiele się z niego dowiedziałem i nauczyłem. I polecam go gorąco wszystkim, którzy chcą lepiej zrozumieć ważne zjawisko artystyczno-społeczne współczesnej Polski.

8. BIBLIOGRAFIA

1. Gazeta wyborcza (2003-03-02)
2. Tygodnik "Wprost", Nr 928 (10 września 2000)
3. Artykuł z Gazety Wyborczej „Życie na osiedlu z wielkiej płyty”
Przemysław Jedlecki 2002-08-30
4. Artykuł z Gazety Wyborczej „Blokersi zaatakowali policjantów”
Ireneusz Dańko 2004-11-12
5. Artykuł z Gazety Wyborczej „Blokersi - kolejny incydent”
Maciej Banachowski 2004-03-15
6. Artykuł z Gazety Wyborczej „ Policja chce walczyc z blokersami”
Małgorzata Skowrońska 2002-09-29
7. Internet http://film.onet.pl/8288,,Blokersi,film.html

Podobne prace

Do góry