Ocena brak

Bitwa pod Grunwaldem (1410) - Grunwald

Autor /Kalikst Dodano /08.11.2011

Po przejściu 15 km osiągnięto południowy brzeg jeziora Łubień. To w tym miejscu zarządzono postój, podczas którego król Władysław mógłby wysłuchać mszy, conajmniej dwóch mszy św, w których miał zwyczaj codziennie brać udział. Gdy miało to nastąpić gońcy, którzy patrowali okolicę przynieśli wiadomość, że Krzyżacy są bardzo blisko i nadchodzą od północnego zachodu. Król zarządził alarm. Również na jego rozkaz Zbigniew z Brzezia na czele "czterech lub sześciu" chorągwi wyruszył naprzeciw Krzyżakom, miał on prawdopodobnie przechwycić krawędź zalesień i stworzyć wojskom czas na zajęcie pozycji bojowych. Było to w tamtym terenie bardzo trudne do wykonania, Krzyżacy właśnie wtedy mogli zaatakować, czego na szczęście nie uczynili i Polacy mogli się prawidłowo rozlokować. Król zdawał sobie sprawę z tego, że jego pozycja była lepsza od pozycji Zakonu, którego rycerze "wygrzewali" się na słońcu stojąc na środku Pól Grunwaldu.

Wojska Unii były ukryte w lesie, a król wysłuchał wtedy swoich mszy. Następnie podał walczącym zawołania bojowe: Kraków! i Wilno!, rozkazał też nałożenie słomianych powrósł, które miały rozróżniać sprzymierzonych od Krzyżaków, barwy obu wojsk były bowiem bardzo podobne. Potem król sam pasował na rycerzy dużą ilość żołnierzy. Następnie przystąpił do spowiedzi i dopiero po niej zmienił swojego konia na bojowego rumaka o kasztanowej barwie. Wtedy to do obozu polskiego przybyli dwaj heroldowie, którzy "podarowali" Jagielle dwa miecze mające być zachętą do walki i do tego, aby wojska Unii nie "kryły" się w lesie. Mieli też zaproponować cofnięcie własnych wojsk aby sprzymierzeni mieli miejsce na polu. Był to najlepszy przykład krzyżackiej pychy, pychy, która w Europie uchodziła za najcięższy grzech. Król polski nie dał oczywiście wyprowadzić się z równowagi i "podarunek" przyjął jako zapowiedź zwycięstwa, gdyż tylko pokonani składają broń.

Po ustawieniu się wojsk w szyku bojowym front ciągnął się na odległość trzech kilometrów. Walczący byli rozstawieni w liniach kolumn chorągwianych w kilku rzutach.

Na lewym skrzydle wojsk litewskich znajdowały się trzy chorągwie smoleńskie, prawe-wewnętrzne skrzydło wojsk koronnych stanowiły wojska zaciężne czesko-morawske i chorągiew "gończa". Za nią z prawej znajdowała się "wielka" chorągiew krakowska, sandomierska, halicka oraz wieluńska. Nie są to jednak wszystkie chorągwie biorące udział w walce, ale tylko te, które możemy zlokalizować na pewno. Sam król został otoczony doborową obstawą, gdyż "osoba władcy jest warta 10 tysięcy rycerzy" a następnie zajął miejsce, z którego mógł obserwować całą bitwę i sprawować dowodzenie.

Krzyżacy zastosowali ten sam sposób ustawienia (kolumnowo-klinowy), ich front był tak samo długi, jednak na pewno nie był tak "głęboki" jak front polski.Zakonnicy użyli artylerii, nie wyrządzając jednak żadnej krzywdy wojskom Unii.

Po około trzech godzinach od pierwszego kontaktu wojska były gotowe do walki, rozdzielał je pas ziemi szerokości 300 metrów.

W końcu w szeregach wojsk sprzymierzonych zabrzmiał sygnał do ataku, to właśnie wtedy wojsko koronne odśpiewało "Bogurodzicę" a zaraz potem ruszyło do natarcia.

Jako pierwsze do walki wyruszyły hufce litewskie wsparte z prawej strony oddziałem "gończym" koronnym. Krzyżacy na natarcie odpowiedzieli natarciem ale nie powstrzymali szarży polsko-litewskiej i zostali "odrzuceni" na około 800 metrów od linii swoich dział. Godzinę trwała walka na całym froncie kiedy nastąpił kryzys w szeregach litewskich, zaczęły one bowiem uciekać bez ładu i mimo wysiłków Witolda, który nimi dowodził, nie wszyscy Litwini zawrócili na pole bitwy. Kryzys wdarł się również w szeregi polskich chorągwi walczących wraz z Witoldem. Z walki zostali też "zepchnięci" zaciężnicy, którzy znaleźli się aż w obozie polskim! Był tam na szczęście Mikołaj Trąba, który odpowiednio wyraził się o nich i sprawił, że zawstydzeni wrócili do kotłującego się środka grunwaldzkiego pola. Krzyżacy jednak zbyt wcześnie poczuli się zwycięzcami - ruszyli w pogoń za Litwinami zapominając, że nie wszyscy ulegli tam panice. Właśnie ci, którzy byli opanowani zawrócili i tym razem gnębili oddziały wroga, który zupenie "zapomniał" o utrzymaniu szyków.

Walki na tym obszarze były jednak bardzo ciężkie, świadczy o tym fakt, że podczas jednego z natarć Krzyżaków padła główna polska chorągiew z białym, ukoronowanym orłem na czerwonym tle - najwyższy znak polskiego królestwa. I tym razem Krzyżacy cieszyli się za wcześnie - chorągiew została podniesiona! Od tego momentu wojska Unii poczęły brać górę na wojskami zakonu. Około godzniny piętnastej tj. trzy godziny po rozpczęciu walki rycerze zakonni zaczynali słabnąć. Wielki mistrz podjął próbę odwrócenia szali zwycięstwa na swoją stronę, stanął na czele "15 lub 16 chorągwi" i ruszył w kierunku wojsk polskich. Traf chciał, że zataczając łuk wokół walczących Ulryk znalazł się w pobliżu niewielkiej grupki rycerzy polskich. Był w niej sam król i jego eskorta.

Natychmiast zwinięto proporzec z orłem, który wskazywał, że w pobliżu jest polski monarcha. Ulryk nie miał zamiaru "zajmować" się tą małą grupką, jednak jeden z rycerzy oddziału mistrza pozwolił sobie na brawurę i odłączył się. Następnie pchylił kopię i skierował ją w kierunku króla Władysława. Był to niemiecki rycerz Dypold von Kockritz. Jagiełło, człowiek już sześćdziesięcioletni nie dał się jednak wyręczyć żadnemu ze swych obrońców celnie raniąc Niemca w twarz, rannego dobił późniejszy kardynał Zbigniew Oleśnicki. Natomiast atak Ulryka nie powiódł się. Przebiegał bowiem zbyt wolno aby zaskoczyć wojska sprzymierzone. Już w pierwszym starciu padł mistrz i marszałek zakonny. Sytuacja Zakonu stała się bardzo ciężka.

W tej właśnie chwili na pole bitwy powrócili Litwini, którzy wcześniej uciekali przed natarciem krzyżackim. Nie starcili jednak odwagi, zawrócili, rozbili goniące ich oddziały zakonne i teraz szykowały się do uderzenia na oddział dowodzony przez wielkiego mistrza zmieniając jego sytuację z ciężkiej w zupełnie beznadziejną... Ci którzy przeżyli uderzenie Litwinów mogli już tylko rzucić się do ucieczki, co zresztą zrobili. Ale i tych przeżyło niewielu, zostali bowiem dogonieni przez rycerzy Unii i zabici. Zdobyto również tabor krzyżacki, gdzie na polecenie króla rozbito wszystkie beczki z winem aby po wygranej bitwie rycerze nie świętowali jeszcze zbyt hucznie.

Król udał się na wzgórze, skąd dziękował Bogu za zwycięstwo a następnie wyznaczył brzeg jeziora Mielno na obóz.

Zanim walczący położyli się spać woźny Boguta ogłosił rozkaz królewski, aby wszyscy następnego dnia zjawili się przed namiotem króla i wzięli udział w nabożeństwie dziękczynnym.

Na pobojowisku zostało wielu rannych, nie udzielono im jeszcze pomocy, ich sytuację pogorszył jeszcze deszcz, który rozpadał się w nocy...

Podobne prace

Do góry