Ocena brak

Biblia a Filozofia i Humanizm

Autor /lala Dodano /01.06.2014

 

W słynnej książce pod znamiennym tytułem „Życie po życiu” dr R. Mooda badającego wiele przypadków życia po śmierci klinicznej pacjentów, którzy wrócili z „tamtego świata” ze stanu uznanego przez lekarzy za zgon najczęściej powtarzającym się motywem było wspominanie chwil szczęścia i niedokończonych relacji międzyludzkich i niezakończonych spraw na ziemi i nie wiążących się z dobrami materialnymi tylko z relacjami międzyludzkimi opartymi właśnie na odniesieniu do wielkich i ważnych wartości ogólnoludzkich. Ludzie ci wracali do życia zmienieni. Ciężko ranne ofiary wypadków drogowych, kataklizmów czy innych nieszczęść  , którym wywrócił się cały świat do góry nogami utatowane od śmierci wracały ze zmienionym spojrzeniem na świat -z przewartościowanym światem wartości właśnie. I właśnie to jest przedmiotem rozważań niniejszego esseju.

Dr R. Moody w swojej książce „Źycie po życiu” zauważył kiedyś, że opisy stanów ducha ludzi którzy wrócili do życia po stanie śmierci klinicznej podobne są do opisów podobnych zdarzeń przytaczanych już w starożytności w dziełach Platona ,E.Swedenborga czy Tybetańskiej Księdze Umarłych ,co w kontekście faktu ,iż śmierć kliniczna zdarzała się od zarania ludzkości (choć tak nie nazywana wtedy) potwierdza  wspólne intuicje ludzi którzy ją przeżyli.  Przecież nic dziwnego też ,że w czasie licznych rzezi na polach bitew starożytności żołnierzom też zdarzało się ją przeżyć i tak już Platon w ‘Państwie” opisuje takie stany żołnierza ,który w ostatniej chwili wrócił do życia na gotowym do podpalenia stosie trupów- sam uznany za zmarłego.
Pojęcia biblijne „Światłości Świata” czy ukazywanie się duchów zmarłych przodków i pojęcie innego świata w zaświatach wcale nie obce były również pozabiblijnym cywilizacjom i źródłom literackim- jeśli zważyć ,że opisy zmarłych klinicznie i przywróconych do życia były w przeszłości i są obecnie również pod wieloma względami podobne do siebie. Pewnie to też wpłynęło na idealizm Platona i preegzystencję dusz w jego filozofii.
Dla Platona to ten świat ducha ludzkiego jest nawet bardziej istotny niż cieni jego światła odbijających się jak w jaskini naszego materialnego ciała, w którym czasowo uwięziona jest dusza -ograniczona jego słabościami . Dusza i odwieczne Idee –jak odwieczne 2+2 co równa się 4 , były dla niego bardziej prawdziwe i realne niż materia.
Ludzie opisujący swoje stany w  czasie  śmierci  lepiej i inaczej wszystko widywali -unosząc się duchem nad własnym ciałem widzianym z boku lub z góry,ale nawet  rozumieli  i odczytywali myśli innych –w tym opisywali  lekarzom ich gesty i nawet myśli , czego nie mogli ani widzieć ani słyszeć- leżąc przykryci prześcieradłami na salach operacyjnych lub leżąc pod zmasakrowanymi autami w wypadkach.
I nie opisał to tylko dr Mood w relacji ze swoich badań śmierci klinicznej ,ale również inni lekarze ( np.dr Elizabeth K.Ross i inni) i potwierdzali to w najnowszych badaniach lekarze w poważnym programie satelitarnym TV „Discavery-Scjence” – jako dowód nie mieszczących się logicznie zjawisk w ramach obecnej Psychologii i Neurologii. I nie daje się tego już wyjaśnić „chemią” , niedotlenieniem mózgu ani halucynacjami narkozy- bo jak ktoś zgaduje zdumionym lekarzom nawet ich własne  myśli i gesty na sali operacyjnej a nawet wydarzenia z sąsiednich pomieszczeń , które normalnie nie mógł widzieć przykryty prześcieradłem - to jest już ostateczny dowód na istnienie innej- duchowej formy życia po śmierci. Pojęcie Ducha oznacza tu- inny stan Energii Kwantowej i wcale nie jest sprzeczny z nowoczesną fizyką a fizyka kwantowa podważa pojęcie materializmu bo nawet elektrony są polami energii a nie twardymi kuleczkami materialistów -Demokryta lub niefizyka K.Marksa.
Fal radiowych i telewizyjnych i ich energii też nie widzisz Pacanku -a istnieją i docierają do twojego telewizora ,radia  i telefonu komórkowego z ważnymi informacjami (na tych niewidzianych falach  opartego) -to dlaczego w XXI wieku miałyby nagle nie istnieć energie jakimi są duchy i ich informacje jakie przekazują. A ludzie którzy wrócili do życia po śmierci klinicznej przekazują też ,że widywali po drugiej stronie równoległych światów inne też istnienia-istoty bliskie zmarłe lub istoty mądrzejsze od nich ,zgadujące myśli ,które nawet nigdy nie były ludźmi -określane mianem przewodników-aniołów lub inteligentne istnienia jakby zmarłych z innych cywilizacji i innych światów. Dodam również ,iż po analizie różnych przypadków śmierci klinicznej pod pojęciem "bliscy" niekoniecznie występowali bliscy zmarli z rodziny, tylko ludzie zmarli -bliscy poglądami lub kręgiem wyznawanych wartości lub antywartości -tworzących jakby samodzielne kręgi uwspólnionego Zbiorowego Umysłu podobnie myślących Dobrych, nijakich Szarych lub Złych.
Jeżeli bliscy zmarli wyznawali podobne poglądy lub wartości to spotykali się razem -ale niekoniecznie po drugiej stronie życia spotkasz ich- lecz raczej istoty z kręgów podobnie do ciebie dobrze lub złowróżbnie myślących .

Co ciekawe –wędrówki Ducha ludzkiego w stanie śmierci klinicznej podobne są w opisie do siebie niezależnie również od wyznawanej religii lub niewyznawania żadnej i widziane w stanie śmierci postacie czy zachęcajace Światło promieniujące jakąś siłą czy miłością nazywane jest różnie-w zależności od religii jako Anioł, Jezus, Allah, Budda- ale „zasada działania” tej Siły czy Energii jest ta sama. Prześwietla życie „na wylot” i sam człowieku wydajesz wyrok o własnym życiu jak o obejrzanym filmie o sobie na ekranie prześwietlającej „Swiatłości Świata”. Coś podobnego jak śmierć kliniczna przeżył też Szaweł po tragicznym upadku z konia na łeb w drodze do prześladowania chrześcijan w Damaszku-opis do złudzenia przypominający stan śmierci klinicznej w wyniku groźnego urazu , gdzie otworzyły mu się zamroczone oczy na podobieństwo poglądów chrześcijan na jego własne -wyniesione z tej samej szkoły rabbina Hillela-„wszystko cokolwiek chcielibyście aby wam czyniono-czyńcie innym”. Pogląd ten jeszcze przed Jezusem był „essencją” Esseńczyków -łamiących się chlebem i raczących się winem na „ucztach miłości”–trzeciej co do znaczenia partii politycznej w Izraelu I w.

Dzień II

Sam swego czasu studiując zaocznie biochemię i fizjologię pracowałem w pewnym Wielkim Mieście w służbie zdrowia jako sanitariusz na karetkach wypadkowych Pogotowia Ratunkowego  i widywałem i słyszałem relacje z niektórych śmierci ludzkich.
Śmierć jest całkowitym odczuciem samotności i od-osobnienia osoby bo opadają maski przybierane za życia i odtwarzają się w pamięci umierającego niczym nagrany film jego prawdziwe wybory życiowe. Zbliżającej się śmierci towarzyszy często ból i „bojaźń i drżenie”. A trwoga zmusza do ucieczki -jak dziecko w chwili trwogi szuka kochającej matki –tak trwoga jest ucieczką do ostatniej wypracowanej za życia nadziei ludzkiej wypowiadanej nieraz w ostatnim słowie śmierci.
Wielu ginęło z ostatnimi słowami „kocham was” , „Boże przebacz” -a inni „Kurwa mać” (jak wołali mordujący Arabów żołnierze w Afganistanie i piloci "prezydenckiego Tupolewa") -i jakież różne były ich nadzieje.
Ludzie ci przenosili na drugi świat w ostatniej chwili życia takie zawołania i wartości dla których żyli za życia.
Umierali w radości  przeżytego życia lub zgrzytali zębami w zgryzocie martwoty zła ,z którego jak można z martwych-powstać do radości życia wiecznego jak w ostatnim momencie życia ,na który pracowało się tak długo radości się nie osiągnęło. Nawet do obozów koncentracyjnych w czasie II wojny trafiali prosto do gazu ludzie co przeżyli szczęśliwe życie z bliskimi i przed rozdzieleniem mówili w twarz bliskim-„przeżyłam z wami szczęśliwe życie i nic nie żałuję ”.
To co czuli ludzie w stanie śmierci klinicznej było ważniejsze nawet niż to co rozumieli- bo rozumienie wiąże się z użyciem zasobu słów jakimi się na co dzień człowiek posługuje i posiada ( lub nie posiada )- i takie pojęcia się przenosi na „drugą stronę” życia jakie się „wypracowało” za życia. Jak się było prostackim chamem wszystko po równi nazywającym tymi samymi przekleństwami od "Kurwamaciów" to i w chwili śmierci z takimi samymi słowami i chamem się pozostawało. Nawet ateiści trafiali do swojego "nieba ateistów" z podobnymi sobie niedowiarkami i błędnie kręcili się wkółko niczemu w widokach po śmierci niedowierzając w swoim "zapiekłym" pesymiźmie sami sobie stwarzając "piekło pesymistów". Ludzie źli trafiali po śmierci klinicznej do kręgu tak samo jak oni źle myślących lub nienawistnych duchów i kręcili się wkółko wokół podobnych sobie przenosząc te same złe emocje co w chwili śmierci- jak np. mordujący się nawzajem żołnierze na polu walki w zapiekłym szale walki i nienawiści . Dr Mood w swojej analizie śmierci zauważył ,że tylko część pacjentów zauważało „po drugiej stronie” ważne niedokończone relacje międzyludzkie oparte o ważne wartości ogólnoludzkie i wracali odmienieni do życia aby je dokończyć. Byli i tacy na których  „po drugiej stronie” nikt bliski nie czekał i byli przerażeni w ciemności tunelu śmierci w którym przewijał się do tyłu prawdziwy „film z życia” i opadły wszelkie zasłony życiowe . Ludzie Ci oglądając przed oczami film własnego życia sami na siebie wydawali wtedy wyrok "ostateczny"– a nie żaden Duch ani Jezus- stając Twarzą w Twarz z Prawdą o sobie samych.
Rozmowa z samym sobą Twarzą w Twarz jest monologiem , a rozmowa w obliczu istnienia drugiego człowieka jest dialogiem –czyli modlitwą o możliwych relacjach z drugim –bliźniaczym „Ja”-czyli „bliźnim”-co jest istotą modlitwy.
W tym miejscu zrobię dygresję do filozofii dialogu człowieka z człowiekiem, która lepiej to rozwija.
Wg M.Rosenzweiga to właśnie w oglądzie twarzy ludzkiej objawia się prawda . Gorzej jak ktoś ma kamienną twarz lub jest nawet „beztwarzowy”. Ludzie przybierający Zasłony lub Maski maskują brak Twarzy- czyli brak własnego zdania i osobowości . Ten kto posiada Twarz jest inny-jest osobną „osobowością”- jest „osobowością” w odróżnieniu do tego kto jest beztwarzowy. Hegel ale i Heidegger rozróżniał już wcześniej pojęcie „bytu w sobie” od „bytu dla siebie”, „sein” od „dasein”- ludzi którzy myślą głębiej w odróżnieniu od poddających się myśleniu chwilowymi stereotypami ogółu –„jak wypada myśleć” -zgodnie z aktualną modą lub środowiskiem .
Takich nazywa się konformistami- myślą zgodnie z formą jak należy myśleć i mówić ,a nie jak sami uważają.
Prawdziwą Twarz można zasłaniać Maską lub Zasłoną - wg koncepcji Levinasa, Bubera a nawet psychiatry A.Kępińskiego.
Ten ostatni jako psychiatra analizował przywdziewanie różnych masek przez wariatów jako wynik lęku ukrycia prawdy o sobie przed innymi . Lęk w ujawnieniu prawdy o sobie jest wynikiem zakłamania życia i przywdziewanych masek. Maska jest kłamstwem dla innych- w samotności traci sens i opada w nocnych koszmarach i chwili najgłębszej samotności jaką jest śmierć i przewinięcie prawdziwego „filmu życia przed oczami” . Natomiast Zasłona w filozofii dialogu tylko skrywa twarz. J.P.Sartr przeprowadził analizę filozoficzną Zasłony twarzy na przykładzie pojęcia wstydu jako zasłony pewnych wartości -ale nie kłamstwa antywartości jak w Masce. Przyłapany przez drugiego na podglądaniu lub śledzeniu innych człowiek „wstydzi się” zasłanianiem rumieńcem twarzy pewnych wartości które chciał dostrzec. Zarówno Zasłona jak i Maska ma sens tylko wobec drugiego i wymaga istnienia drugiego człowieka- dlatego maska jest „dialogiem” –niewerbalną pozasłowną „rozmową” z drugim człowiekiem-ale jednak rozmową. Maska zaś jest z winy innych ,którym lęka się człowiek wyjawić prawdę ,a Zasłona bywa tylko wstydem ujawnienia pewnej ważnej wartości .  Przykładem pozbywania się Maski jest autoironia, która zamienia dramat ukrywania prawdy o sobie w komedię. Hegel w autoironi zauważył odwrócenie pojęć- dla jednych mamy maskę poddania , dla drugich maskę śmiechu z tego poddania i oszukiwania siebie i innych , a bezwstydność wypowiadania tego oszustwa jest właśnie największą prawdą .


Spotykając drugiego człowieka wolelibyśmy spotykać „Twarzą w Twarz” i szukamy twarzy w Prawdzie poza Maskami i Zasłonami i ten jest bardziej „prawdziwym człowiekiem” co nic nie zasłania –bo po co uczestniczyć we wzajemnej tragikomedii pomyłek.  Horyzont spotkania z drugim człowiekiem ma zawsze wymiar wartościujący- czyli aksjologiczny.    W świecie pozbawionym wartości –jak w fizyce czy astronomii gwiazd na niebie nie ma tragedii- tylko w każdym spotkaniu z drugim człowiekiem wydarza się coś bardziej lub mniej wartego- „wartościowego”. Coś jest bardziej lub mniej „warte” i z konfliktu tych wartości biorą się ludzkie dramaty.
A świat wartości w aksjologii dzieli się na etyczne , estetyczne i agatologiczne. O ile te dwa pierwsze pojęcia są raczej znane -te ostatnie wprowadził Levinas jako ich dopełnienie -na oznaczenie syntezy Etyki z Estetyką czyli syntezy Dobra z Pięknem w Prawdzie ( jak u Platona).

Współcześni Psycholodzy często wyważają dawno już otwarte w historii literatury i filozofii drzwi swoimi rzekomo "nowymi"  odkryciami co do stanów ludzkiego ducha, opisywanych już dawno przez średniowiecznych nawet  mistyków i teologów . Zapominają często przy tym o źródłosłowie –etymologii samego pojęcia Psycho-logii- jako Logiki Ducha i że słowo Psyche oznacza właśnie Ducha. Logika zaś pochodzi od greckiego pojęcia Logos i oznacza nie tyle „naukę” , co raczej „Słowo” i „Logikę”-czyli  Logikę Słów.
A Słów raz wypowiedzianych nie da się już cofnąć człowieku  i zapisują się w filmie twojej pamięci i będą ci odtworzone. Twoje słowa nie biorą się znikąd drogi Czytelniku- tylko z Twojego wnętrza czyli Ducha. Nie jesteś tylko sumą kilogramów węgla, tlenu, wodoru które da się co prawda wyliczyć ,ale jak zmieszasz te składniki u utłuczesz  razem Debilu nie otrzymasz matki ani ojca, z których się urodziłeś.
Jesteś Myślą zamkniętą chwilowo w ciele-Myślokształtem, który uwolni się i pozostanie Myślą-Energią co połączy się z wyższymi formami Energii (pozytywnej lub negatywnej) -po śmierci. Takie właśnie myślące wyższe byty energetyczne spotykane były po smierci, które wpływały telepatycznie na myśli.

Słowa wprowadzają w świat taką a nie inną „logikę ducha”  jaką się posługujemy.
Słowa i pojęcia jakimi się na co dzień posługujesz i używasz  (lub nie używasz)  są podstawą twoich myśli i wartości jakimi określasz świat . A jeśli  cechuje kogoś ubóstwo słowne i myślowe i tępota- to i tępym wzrokiem patrzy na świat i innych -jak krótkowidz lub daltonista nie odróżniający barw życia.
A jeśli mowa ta jest uboga lub plugawa –to jakich myśli można się spodziewać po śmierci? Ludzi prostackich cechuje ubóstwo pojęć , słów i znaczeń którymi opisują świat- a „z próżnego ani Salomon nie naleje do głowy”-jak mówi przysłowie . Dlatego ludzie prości niebezpiecznie łatwo dzielą świat i ludzi prosto dychotomicznie tylko na „czarno lub biało” i takie prostaki jak dorywały się do władzy byli szczególnie okrótni według historii i opisywały książki z czasów komunizmu awansujących prostych chamów do władzy np. „A jak królem a jak katem będę”.
Nasze wypowiedziane słowa , podobnie jak myśli i doznane uczucia nie da się już nigdy cofnąć ani wymazać z nagrywanej w pamięci płyty DVD -RNA filmu naszego życia odtwarzanego na końcu -i na tym polega ich nieśmiertelność i logika raz wypowiedzianych słów , które nie biorą się z nikąd -tylko z głębi twojego dobrego lub złego serca. Umiera człowiek -ale pozostają po nim nie tyle krzesło, ławka, stół –ale jego słowa i roztaczane uczucia w innych, które stanowiły klimat wartości jakimi sam się otaczał i obdarzał innych.
To tak jak w interpretacji snów w psychoanalizie- ważniejsze są nie tyle śnijące się miejsca i nielogiczne z pozoru zdarzenia -ile przypisany przez ciebie tym śnijącym się  zdarzeniem i osobom klimat wartości i uczuć- czyli chmura -„aura” wartości (ciepłe, pozytywne czy negatywne, silne czy słabe) jakie żywisz do śnijących osób- i to jest najważniejsze w śnie. Oglądane dziwne miejsca w śnie są mniej ważne niż przypisane im osoby i uczucia do nich.
Sny sięgają intuicji prawd i wartości ukrywanych lub zepchniętych do podświadomości . Intuicja wydobywa właśnie ukryte tam lub słabo uświadomione motywy czyli wyznawane wartości na powierzchnię życia .Taka jest rola intuicji, która ujawnia się na pograniczu snu i jawy  . Twoje sny ujawniają przy pomocy intuicji właśnie uczucia i wartości jakimi się kierujesz jak drogowskazami na drodze życia. Nieprzypadkowo w filozofii intuicjonizm i świat odwiecznych idei (jak w odwiecznej Logice 2+2=4) wpłynął na rozwój filozofii wartości.
Tu widać subtelność świata wartości jaki tworzysz i w jaki celujesz oczami twojej wyobraźni i twojego ducha i zataczasz wzrok zauważając (lub nie zauważając) określone sytuacje, wartości i ludzi. Bo wzrok , który chce coś zauważyć ( lub nie zauważyć) jest właśnie „oczami” twojej duszy. Jest filtrem przepuszczającym wszystko przez „sito” świata wartości . Zdarza się i tępy wzrok nie zauważający krzywdy innych i własnego grzęźnięcia w jakimś życiowym bagnie.


Świat  jest Logiczny i na tym świecie zawsze 2+2 =4  i jest to odwieczna Logiczna Prawda i odwieczna niepodważalna Logika i niepodważalna Prawda -tak samo jak białe jest białe ,a czarne jest czarne czy ci się to podoba czy nie -i tak było przed Twoim urodzeniem i taka Prawda  będzie też po Twojej śmierci i to jest piękne.
Czyli jest coś takiego jak Prawda oraz Prawa Logiki  a współczesne osiągnięcia  wywodzącej  się od niej zmatematyzowanej fizyki to jedynie potwierdzają. Ks. Prof.M.Heller fizyk i meta-fizyk (laureat  nagrody Templentona) powiedział kiedyś nawet ,że Bóg objawia się w matematyczności Przyrody ( jak niegdyś coś podobnego twierdzili pitagorejczycy) . Logika świata w którym od zawsze 2+2=4 jest racjonalna i Boska.
Proszę zauważyć genialną poetyckość opisu Logiki Świata w Prologu z Ewangelii św. Jana, która napisana w języku greckim zaczynała się właśnie od greckiego i znanego Plotynowi słowa „Logos”,od którego pochodzi też słowo „Logika” :

„Na początku było Słowo (=Logika)
a Słowo było u Boga
I Bogiem było Słowo ( Logos )
Ono było na początku u Boga
Wszystko przez nie się stało
A bez niego nic się nie stało
Co się stało
W nim było życie
A życie było światłością ludzi
A światłość w ciemności świeci
I ciemność jej nie ogarnęła (…)
Była światłość prawdziwa
Która oświeca każdego człowieka
Gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo (Logika)
A świat stał się przez Nie
Lecz świat Go nie poznał (…)
A Słowo stało się ciałem
I zamieszkało między nami.

To genialny hymn na cześć odwiecznej Logiki Świata a pojęcie Logosu =Logiki ,znane pojęcie filozoficzne już greckim neoplatończykom, zostało właśnie z tej filozofii zaczerpnięte i było powszechnie znane tamtejszym wykształconym ludziom i nie tylko Grekom- w tym św. Janowi  i posługiwano się nim wcześniej niż powstała ta Ewangelia i nim żył Chrystus. To tak jak imię boga Izraela –Jahwe zaistniało jeszcze przed Izraelem- jako jednego z głównych bogów tubylczych plemion podbijanej później przez Żydów ziemi Kanaan i jak to zwykle bywało na pograniczu kultur- przejęto część spadku kulturowego oprócz kóz i bydła opasowego i żon od pokonanych.
Pojęcie zaś „Światłości świata, która w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” i „oświeca ludzi” do złudzenia przypomina  również  opisy „światła w tunelu” duszy ludzi umierających –motyw powszechnie się powtarzający w stanach śmierci klinicznej i jest odbiciem też takiej idei, że światło boskiej miłości oświetla drogi życiowe samo nie będąc jak snop światła widoczne- a pozwala widzieć oświetlane przedmioty jak w reflektorze. W takim „świetle” wszystko wygląda inaczej- a bez tego światła wszystkie barwy życia zlewają się tylko w odcienie szarości- cienie z  jaskini życia Platona.
W tym świetle „boskiej miłości” nieprzypadkowo szczególnie młodzi ludzie zakochani widzą wszystko inaczej i „kolorowo” na tym świecie a „szarość dnia” nieprzypadkowo doskwiera ludziom pozbawionym uczuć lub o przewadze negatywnych wartości w życiu.

W tym miejscu przypomina mi się znakomita metafora poetycka „światła bożej miłości” użyta przez poetę  Cz. Miłosza- lub mówiąc odwrotnie -że „miłość jest boska”:
Otóż Cz. Miłosz  przypomniał  kiedyś zapomniane idee E.Swedenborga , który też przebył stany śmierci klinicznej i na kilka wieków przed amerykańskim doktorem Moodem już opisywał  podobne stany śmierci i Swedenborg posłużył się znakomitą  metaforą  jakże trudno zrozumiałej idei Trójcy Świętej-Boga w trzech osobach równocześnie :
Otóż do Boga wg Miłosza i Swedenborga najlepiej pasuje poetycka metafora Światła -które pozwala widzieć ale i daje ciepło i odmienia -swoim ciepłem miłości obejmuje i przemienia ludzi tak jak  ogień paląc się daje równocześnie światło , ciepło i przemienia -czyli trawi to co się zapaliło- tak jak ogień domowego ogniska trawi drzewce i roztapia lód serca . Bóg to Ogień , Syn to Światło a Duch święty między nimi to Energia nawzajem Przemieniająca.
Na „energetyczny” charakter duszy ludzkiej zwracali nawet uwagę współcześni badacze zjawisk paranormalnych w starych domach,  w których „straszyło” i pojawiały się niewytłumaczalne zjawy i dźwięki, co wbrew ateistom i racjonalistom zdarza się również w obecnych „nowoczesnych” czasach  i chętnie pokazuje nawet program satelitarny pod znamienną nazwą „Science”-Discavery-Nauka.
Tyle że współcześni „poszukiwacze duchów” w przeciwieństwie do dawnych spirytualistów uzbrojeni są już w czułą aparaturę do pomiaru pól elektromagnetycznych, kamery  na podczerwień  i czułe mikrofony i wielokrotnie zdołali zarejestrować już  niewytłumaczalne z punktu widzenia fizyki niutonowskiej  obrazy i dźwięki  „duchów z zaświatów” dających wielokrotnie coś do zrozumienia. A fizyce niutonowskiej przeciwstawił się sam Einstain z teorią względności.
W tym miejscu jako inżynier chciałbym zwrócę uwagę, że przeciętnie wykształcony współczesny maturzysta wie i myśli kategoriami wleczącej się w „ogonie nauki” starej fizyki niutonowskiej i geometrii euklidesowskiej , podczas gdy prawa te nie sprawdzają się już w kosmosie ,gdzie funkcjonuje fizyka  nieniutonowska, kwantowa i geometria nieeuklidesowa  i nieznane maturzystom skomplikowane matematycznie i logicznie prawa teorii względności.        I wcale nie jest  sprzeczna  ze współczesną nowoczesną fizyką kwantową i teoriami strun daleko większa wielowymiarowość i istnienie światów wielowymiarowych czy równoległych , podobnie jak pojęcie materii, która ma własne przeciwieństwo w antymaterii  czy energii w tzw. ciemnej energii . W tym kontekście wcale nie jest sprzeczna z najnowocześniejszą nauką idea „istnienia duchów” w innych wymiarach energii.   
A i samo pojęcie „materii” uległo „dematerializacji” współcześnie– i nie jest już ona zbudowana z niepodzielnych kulek-atomów , a elektrony i protony  to nie żadne „kulki” tylko chwilowo zakręcone spiny „pola sił” jak niewidzialne sferyczne pole między gwoździem a magnesem-choć niewidzialne to istnieje.  Z pewnością dusza ludzka jest formą energii – o czym każdy przekonuje się na co dzień jak mu niewidzialnymi przecież  falami radiowymi  ktoś inny z daleka wyśle SMS-a  lub wiadomość głosową o jakimś przykrym zdarzeniu lub np. wypadku lub śmierci kogoś bliskiego i nikt nie zaprzeczy ,że te niewidzialne fale elektromagnetyczne o minimalnej energii docierające do jego  komórki nie wywołują ugięcia nóg lub nie wywołują dużego wstrząsu takim człowiekiem.  A wszystkiemu winne niewidzialne fale malutkiej energii i ukryte w jakimś słowie. 
A Słowo było na początku u Boga i Bogiem było Słowo.


Dzień III

A Słowo i Światło odwiecznej Mądrości Bożej oświeca nas -samo nie będąc widocznym i jak światło i słowo nie daje się dotknąć i choć są niewidzialne jak idee realnie oddziaływają na tych co chcą je usłyszeć i odwieczne Słowo i objawiające się Światło Życia , które w ciemności jak w tunelu życia świeci, a ciemności go nie ogarnęły i potrzeba mądrości aby je dostrzec.
Między Mądrością a Miłością istnieje też ścisły związek i człowiek prawdziwie kochający jest mądry w tym co robi- jak kochająca rozbrykane dzieci matka wbrew i mimo ich psot i krzywd -co potrafią zauważyć i „objawia się” im otwierając oczy nawet po latach . Objawia się to co jest  ukryte - jak świat najważniejszych wartości w życiu ludzkim, niczym świat odwiecznych Idei . Ten ukryty a objawiający się świat wartości ogólnoludzkich jest tak samo prawdziwy jak idee odwiecznej Logiki że 2+2=4, które obowiązują we Wszechświecie przed twoim urodzeniem i nawet po twojej śmierci i jak każde ob-jawienie wymaga „oświecenia” –światła mądrości ,bo w ciemności nikt nic nie widzi.
Świat wartości woła do nas Logiką Słowa i jak każde wołanie i słowo domaga się jakiejś odpowiedzi = od-powiedzialności czyli odpowiedzialności  na wołanie ze strony świata wartości .
A ponieważ uważamy tu w tym eseju ,że mądry jest tylko kochający człowiek -stąd miłość jest najlepszą od-powiedzialnością na wołanie bliskiego ci człowieka- twego bliźniego. Logika Serca nie jest tym samym co Logika Rozumu . Dziś nawet Psychologia rozróżnia „inteligencję emocjonalną” od „inteligencji intelektualnej”-(czego wcześniej nie rozróżniała Psychologia a rozróżniał już neoplatonik św. Augustyn czy Paskal ).  Filozofia oznacza dosłownie „Miłość Mądrości”, ale w filozofii Mądrość nie jest Teorią Poznania ,tylko jest pojęciem moralno-etycznym ( a nie epistemologicznym) i to nie ilość poznanych teorii nauki decyduje o „mądrości życiowej” .  To w etyce filozoficznej określa się jako głupiego człowieka złego moralnie ,a jako mądrego -tego który postępuje etycznie i pojęcia te nie należą do fizyki tylko do filozofii i są meta-fizyczne ( poza- fizyczne).
Dla filozofa logika nie jest tym samym co racjonalizm , a racje Rozumu niekoniecznie są racjami „logiki Serca”. Dlatego czysty „racjonalizm” musiał w historii filozofii ponieść klęskę jak Kartezjusz - jak deiści nie są teistami ,a laicy niekoniecznie są ateistami ( „laik” znaczy –ten który nie wie , nie zna się) .
Pomiędzy powiedzeniem że ktoś „rozumie ciebie” a „czuje coś do ciebie” jest taka różnica jak pomiędzy rozumem , który grzecznie potakuje komuś w rozmowie -a sercem , które nic do niego nie czuje.

Tutaj odwołujemy się do personalizmu i filozofii dialogu , która jest filozofią relacji międzyludzkich i nie polega tylko na rozmowie człowieka z człowiekiem – ale również na relacjach pozawerbalnych –gestach i czynach świadczących o nastawieniu drugiego człowieka do ciebie.
Relacja „ja – ty” to nie tylko rozmowa ,ale i konkretne czyny i gesty .
Jest różnica międzyludzka między relacją „ja –ty” a „ja-on” i „my- oni”. „On” to nie „ty” a „oni” to nie „my” podobnie jak „my” to nie „wy”- subtelna różnica jest wynikiem odniesienia się do odmiennych wartości w życiu.




Dzień IV

Ale cóż jak w Biblii nawet napisano ,że mądry umiera tak samo jak głupi i po cóż się trudzić w życiu?
Wszyscy mamy takie same żołądki i zbudowani jesteśmy z tych samych atomów i oddychamy tym samym powietrzem ,mamy tą samą naturę z punktu widzenia medycyny-więc czym się różnimy , jakimi substancjami jeśli nie sub-stancją osobowości-osobnymi Osobowościami naszego Ducha ?
Natura to nie jest to samo co Kultura. Dobitnie przekonałem się o tym w całkowitej samotności -w tłumie pewnych nieszczęśników na samym dnie życiowego piekła.
Gdy więc raz spadły na mnie jak grom z jasnego nieba „hiobowe wieści” zamknięto mnie -współczesnego kulturalnego Hioba  -pozbawiwszy wszystkiego co miałem  najcenniejszego- w pewnym dużym Zamku Tajemnic w pewnym Królestwie Absurdów, który jak każdy prawdziwy Zamek posiadał różne baszty i wieże.
I tak zwiedzałem po kolei -Wieżę Straconego Czasu, Wieżę Straconych Nadziei oprócz Wieży Straconych Na Zawsze oraz Wieżę Iluzji obok Wieży Obłudy. W Wieży Obłudy na przykład wymyślano mi nieistniejące we mnie choroby i ciężkie schorzenia poddając „Zdrowy Rozsądek” w wątpliwość ,że w ogóle istnieje i wymyślano mi pod zapotrzebowanie społeczne na określone stereotypy nie istniejące we mnie patologie w Ośr. Układzie Nerwowym jak u paralityka , w które nie wierzono w sąsiedniej Wieży Iluzji i nie stwierdzali potem nawet lekarze NFZ . Tam natomiast w Wieży Obłudy potrafiono podać mi naczynie do olania wszystkiego „z góry” w 10 dniu głodówki –protestu przeciw absurdom jak z powieści Kafki – aby dworzanie tegoż Zamku mogli stwierdzić postępy głodówki , jakby kilka kilo ubytku na wadze w Pokoju Obłudy nie wystarczyło do stwierdzenia faktów. I po dosypaniu w obecności innych nieszczęśników jako świadków soli i cukru do „naczynia badań” i przeanalizowaniu w laboratorium stwierdzono w Wieży Obłudy prawidłowe wyniki badań odpowiadające Końskiemu Zdrowiu. W Wieży Iluzji widziałem też osobiście starców poruszających się na wózkach inwalidzkich posądzanych o wielką „przemoc domową” i rowerzystów po pijaku jadących ścieżką ,którym zabierano prawo jazdy .
Okno mojej Wieży Straconych Nadziei wychodziło na dziedziniec ,na którym zawieszono nad paskudnym murem figurę Matki Boskiej i nie po to chyba aby zrobić tam kapliczkę, bo nikt nie miał prawa zatrzymywać się tam ,a tym bardziej kontemplować ani kątem pluwać na dworzan tegoż Zamku. Dowiedziałem się tylko ,że „tam straszyło” –jak przystało na porządne Zamczysko ,w którym wymordowano tysiące niewdzięcznych mu za to rycerzy pod tym murem w ciągu ostatnich stu lat ( i dwóch wojen światowych ).


Oprócz Muru Straconych Nadziei przechodzić mi dane było wielokrotnie przez Więżę Straconych Na Zawsze , w której do dziś za zamkniętymi drzwiami straszy narzędzie Ostatecznej Likwidacji Wszystkich Problemów ,a ja po nocach słyszałem dźwięki i jęki „nie z tego świata”- i nie były to normalne głosy ani krótkofalówki „Nocnych Jeźdźców Apokalipsy”.  Gdy dziś wspominam Więżę Straconych Nadziei  dochodzę do nieodpartego wniosku, że tym nieszczęśnikom nic nie było w stanie pomóc –ani żadne czary, magia ani tym bardziej żadna modlitwa i są takie miejsca i okoliczności w życiu,w których Nic nie działa i Nic nie pomogło tysiącom –a nawet milionom ludzi w ciągu wieków przed Ostateczną Zagładą i jest to ewidentny stan beznadziei i taki stan przytrafia się wielu ludziom i nie oszukujmy nikogo w kazaniach po kościołach ,że tak nie jest.
Wracając  myślami do Wieży Obłudy- to osobiście widziałem „dyplomy” wystawiane przez  księżniczki tegoż Przybytku Uciechy i Absurdów , jak  potrafili odznaczać zaszczytnymi „medalami Kompletnego Idioty” (zwalniającym z wszelkiej odpowiedzialności) spokojnych i kulturalnych staruszków, którzy nie chcieli przepisać swojego majątku zamężnym córkom -za co wdzięczne córeczki robiły z tatusiów „przemoce domowe” na stare lata i osobiście widziałem sytuacje odwrotne, gdzie z autentycznych Kompletnych Idiotów z Komnaty Uciechy , dawano „dyplomy Zdrowych Byków” ,żeby nie trafili przypadkiem do „Lazaretu  Wesołych Sanitariuszy”.
Mi  wymyślono  w tym miejscu nową chorobę- „nowotwór” z półzaszczytnym tytułem Półwariata i paralityczne uszkodzenia OUN, których nie stwierdzili później żadni lekarze NFZ ani ZUS-u , ale „dyplom” jaki tam otrzymałem po opuszczeniu tegoż Przybytku Absurdów i po pokazaniu każdemu pracodawcy natychmiast byłby powodem zwolnienia mnie z każdej pracy i podstawą renty- w co oczywiście nie uwierzyli lekarze ZUS i „uzdrowili” mnie w mgnieniu oka. Teraz zrozumiała chyba chyba wydaje się nazwa „Przybytek Uciechy i Absurdów” . Bo było coś w tym z  „Lotu nad kukułczym gniazdem” J.Fitzeralda - ale ja latałem myślami raczej przerywanych nalotem licznych tam gołębi niż rzadko kukających kukułek .

W wieży Straconego Czasu siadłem kiedyś przy oknie wypatrując tęsknie i na próżno nadejścia bliskiej mi kiedyś osoby i widziałem tylko czerwone oczy wpatrzonej tęsknie na mnie gołębicy na wyciągnięcie ręki oczekującej kolejnej porcji chleba z mojego skromnego jadłospisu -psiego żarcia podwórzowego kundla . Zastanawiałem się wówczas - co taki gołąb myśli sobie o karmiącym go człowieku wyciągającym doń kromkę chleba. Gołąbek był biały i wyglądał tak łagodnie i niewinnie łypiąc to jednym to drugim okiem na mnie i taki nazywany bywa „gołąbkiem pokoju” . Ale jak zobaczyłem pewnego dnia jak walczył i przeganiał inne ptaki by dostać się na sam przód po największe porcje i skakał pazurami po łebkach towarzyszy to straciłem złudzenia co do bycia przez gołębie „gołąbkami pokoju”.
Czyżby miał rację stary Darwin ,że wszystko w życiu podlega na walce o byt i przetrwanie ,że nawet gołębie nie nadają się na „symbol pokoju” ? Albo co to za „pokój” symbolizowany przez takie ptactwo ?
I stwierdziłem ,że taki już jest świat i taki też jest na nim „pokój” jak te latające po nim „gołąbki pokoju”.
Czyżby taka była logika Natury, w której żyłem i uczyniono ze mnie kolejnego Hioba na tym „łez padole” ? 

Dzień V

Mając dużo czasu jak na ironię w Wieży Straconego Czasu poświęciłem się dokładniejszemu przeczytaniu Biblii . Ten biblijny Hiob , który utracił niesprawiedliwie wszystko- majątek, bydło ,rodzinę i dzieci i dopadła go suma nieszczęść i choroby z „piekła rodem” , będąc na „dnie życiowym” jeszcze bronił Boga przed adwersarzami tłumaczącymi mu jego nieszczęścia rzekomą karą boską za bliżej nieokreślone a hipotetycznie i abstrakcyjnie możliwe zdarzenia z przyszłości  !
To tak samo mnie –współczesnego Hioba „ukarano” w Polsce zabraniem niemowlaka do adopcji zaraz po porodzie -za nieokreślone przyszłe „przewinienia” , których abstrakcyjnie i hipotetycznie mógłbym się „dopuścić” w niewiadomo jakiej przyszłości jako np. Wariat lub nigdzie nie pracujący lump bez wykształcenia-jak tak absurdalnie i kłamliwie uzasadniała adopcję Psycholog z Domu Dziecka do Sądu jako „opiekun prawny” mojego dziecka. Dzisiaj moja córka może zażądać 1 mln euro odszkodowania od Skarbu Państwa za tak absurdalne uzasadnienie zbudowania jej „nowej rodziny” na kłamstwach instytucji – tym bardziej , że w tym samym czasie wychowywaliśmy jej siostry, które wyśmiewały się z decyzji sądów i pozwały skarb państwa o zniesławienie rodziców w imię „dobra dzieci”. Dzieci takiego Hioba jak ja „odwdzięczyły się” potem państwu atakiem na Skarb państwa za robienie głupków z wykształconych rodziców.
Księga Hioba to jedna z ciekawszych ksiąg Starego Testamentu podejmująca problem niezasłużonych nieszczęść wielu ludzi , niewspółmiernych do  wiedzionego życia i w ogóle niezasłużonych cierpień i chorób w świecie, będących udziałem wielu w historii ludzkiej.  Bo niby za co i czemu spadają często niezasłużone nieszczęścia i choroby na wielu ludzi -a nawet na małe dzieci nieuleczalne choroby, tragedie i śmierć -i kto tu jest „winny” i „za co” lub nikt ?
Księga Hioba zaledwie porusza ten temat nie rozwiązując go jednocześnie i problem niezasłużonych cierpień i nieszczęść jest udziałem milionów w historii świata i „naciąganie za uszy” historii Hioba przez kościelnych interpretatorów Biblii  jako odwołanie się do „miłosierdzia boskiego” w interpretacji niezasłużonych cierpień i chorób jest takim samym nadużyciem jak czynienie przez tych samych interpretatorów bohaterskim proroka Jonasza , który wyszedł  po trzech dniach „z brzucha ryby” wygrażać kataklizmem Niniwie, którą „miłosiernie” uchronił Bóg przed karą za nie wiadomo nawet co i czemu nad ludźmi „nie odróżniającymi nawet swej prawej ręki od lewej”-jak napisano w Pismie.
Ciekawą kontrpropozycją do księgi Hioba była  Księga Kocheleta (Eklezjasty) -ale po kolei.
Hiobowi w powiewu„wichru” Bóg objawił się jako Stwórca tak groźnej Natury, która pożera własne dzieci, wszystko pożera wszystko , każdy zwierz pożera innego i Matka Natura jest wprost i dosłownie okrutna ,ślepa i głucha w pożeraniu własnych dzieci i aż dech zapiera i odbiera mowę Hiobowi na obraz ginących tysięcy niewinnych istnień i przywracanie nowego istnienia do życia  .Ale i po zniszczeniu rodziny i majątku Bóg przywraca nowe życie Hiobowi. Bóg Hioba jest jak Panteista- utożsamiony z Przyrodą -okrutną Naturą , która  jest amoralna i jak dzikie zwierza w naturze pożera wszystko i własne dzieci  i znów się odradza .
Natomiast w abstrakcyjnej historii  proroka Jonasza czyżby Bóg zapomniał wcześniej wysyłając „z brzucha ryby” Jonasza ,że w Niniwie „mieszka sto dwadzieścia tysięcy ludzi nie odróżniających nawet prawej ręki od lewej”?
 I zmusił Jonasz króla do wydania jeszcze bardziej absurdalnego rozkazu aby wszyscy mieszkańcy Niniwy –„ludzie i ich zwierzęta-bydło i trzoda przywdziały wory pokutne i nawet bydło ma nie jeść i nie pić” za karę w ramach pokuty za nie wiadomo co i przeszłe i przyszłe winy. To tak jak Stalin w Rosji , który wymordował setki tysięcy własnych obywateli za bycie słabymi entuzjastami komunizmu i wywołał nawet sztuczny głód na żyznej Ukrainie przed II wojną światową i jeszcze przed Hitlerem wymordował miliony obywateli własnego państwa .
No chyba każdy normalny człowiek by się wściekł na takiego króla i takiego „proroka”, który za tak durną misję i kompromitację króla zmuszającego nawet bydło do pokuty i nie jedzenia i picia i musiał uciekać na pustynię przed wściekłością ludzi - i świń i bydła z pewnością też :) 
Tam Bóg wyhodował roślinkę , by chronić Jonasza przed upałem , by w nocy Bóg zmienił jednak własne zdanie i zesłał robaczka na roślinkę, by podgryzł korzenie i dopiekało słońce na głupotę proroka Jonasza, który dokładnie przecież wykonał polecenie Boga zastraszenia ludzi karą i pokutą za wszystkie przeszłe i przyszłe winy.
Ta absurdalna historia Jonasza bywa przez jednych interpretatorów kościelnych  „naciągana za uszy” jako zapowiedź Jezusa, ale przez innych interpretatorów biblii Jonasz uznawany jest za postać fikcyjno-abstrakcyjną z  ówczesnego modnego gatunku literackiego tzw. midraszy, czyli fikcyjnych legend -jakby ówczesnych bajek kończących się jedynie jakimś ogólnym przesłaniem-morałem  . 
Tylko jaki absurdalny morał wynika z tych głupot i po co na chama i na siłę naciągają Jonasza „za uszy” niektórzy jako „miłosierdzie boskie” na uzasadnienie ludzkiego cierpienia ? Dziś nawet niektórzy księża przypominają takich Jonaszów wyspecjalizowanych w zastraszaniu z ambon prostych ludzi na wsi od przyszłych  nieszczęść i kataklizmów- jak sam słyszałem - jak nie będą  głosować w wyborach na „mocherowe berety” z PIS-u w Polsce.
A nieszcześcia zawsze były na świecie, są i będą również w przyszłości- i straszenie nieszczęściami prostych ludzi zawsze „ma się dobrze”.

Dzień VI
Ani księga Hioba , ani księga Koheleta ,ani tym bardziej absurdy Jonasza nie rozwiązują żadnego problemu ludzkości -jedynie tylko zwracając uwagę na ich istnienie- i na tym właśnie polega żydowska „mądrość ludowa”.  Jak zauważył pewien poeta- J.Lec, że nawet przysłowia i mądrości ludowe wzajemnie sobie przeczą i na tym polega ich mądrość i można znaleźć i dopasowywać do każdej sytuacji jakieś przysłowie lub mądrość ludową lub do niej przeciwną – jak komu pasuje i wygodnie- tak jest z żydowskimi midraszami w Starym Testamencie .
Kontrpropozycją „ksiąg mądrości” żydowskich do Księgi Hioba jest  wspomniana Księga Kocheleta .
O ile w pierwszej dotknięty i nierozwiązany jest problem niesprawiedliwych krzywd i cierpień zsyłanych przez Boga na niewinnych ludzi i nawet umierające dzieci , o tyle ta druga księga odwrotnie-porusza i nie rozwiązuje oczywiście tematu dlaczego często ludzi niesprawiedliwych i bogaczy nie spotyka od Boga zły los i nieszczęścia ani cierpienia za wyrządzone krzywdy i ich los bywa ,że do końca życia się nie pogarsza i mają się dobrze do końca życia. Samo sceptyczne stwierdzenie Kocheleta ,że „wszystko to marność nad marności” nie jest żadnym rozwiązaniem problemu ludzkości a taki sceptycyzm nie jest  pocieszeniem dla uciskanych biedaków przez  bogaczy przez wieki . Bardzo to przypomina cyniczną filozofię grecką z tamtych czasów- Diogenesa z Beczki , który zamieszkał w beczce i głosił podobną filozofię -że wszystko to marność nad marnościami. Diogenes pierwszy odwrócił zainteresowania filozofii greckiej od Kosmosu w kierunku człowieka i etyki i przewrotnie chodził w słoneczny dzień po targowisku z zapaloną latarnią  zaglądając w oczy ludziom i wołając „ szukam człowieka” !   Diogenes szukał tak naprawdę Etyki. Kohelet jest sceptykiem i pesymistą i poznał, że ten sam los spotyka wszystkich- taki sam los głupca jak i jego-„więc po cóż nabyłem mądrości (…) i czyż nie umiera mędrzec tak samo jak głupiec?" pytał Kochelet . To typowy przykład zdań sceptyka. Z kolei zamieszkały w beczce świr  Diogenes co nabrał pożyczek i nie mógł spłacić długu i straciwszy wszystko zamieszkał w beczce i zapoczątkował etykę w filozofii –choć był „cynikiem” ( od nazwy masta Diogenesa-Cyna ). Dziś cynizm jest synonimem przewrotności ,choć Diogenes szukał "człowieka w człowieku" z latarnią w ręku.

Wracając jeszcze na moment dygresją do historii niezasłużonych cierpień i win Hioba należy rozróżnić pojęcie „cierpienia” od „bólu” , „winy” od „losu”. Hiob podobnie jak na przykład umierające na raka lub inne choroby czy głód w Afryce dzieci „cierpią” za nic – bo przecież nie za hipotetyczne „winy” z przyszłości , która to przyszłość jeszcze się nie wydarzyła i mogła mieć różny „przebieg losu”-i taki jest ich niezawiniony „ślepy los”. Absurdalność „losu” niezawinionych cierpień jest najlepszym dowodem obecności Zła , które jest właśnie Czystym Absurdem Chaosu z pojęcia „losu”.
Wina jest skutkiem jakiegoś Zła , a „los” nie jest skutkiem „winy” –tak jak nie każde cierpienie jest wynikiem bólu.
Są „cierpienia” duchowe które przytłaczają człowieka –na przykład w wyniku zazdrości z nieposiadania bogactwa lub szczęcia innych , które nie są moim udziałem . Cierpienie psychiczne może rodzić się też z poczucia winy nie zrobienia czegoś lub zrobienia komuś krzywdy i przygniatać człowieka duchowo-nawet jeśli nikomu się nie przyznał do „winy” . I odwrotnie –bywa ból , który nie jest „cierpieniem” i nawet rodzi poczucie szczęścia- jak ból i radość jednocześnie matki z nowo narodzonego dziecka czy też  ból sportowca z wysiłku i radość ze zwycięstwa w ukończonym biegu. Medycyna i lekarze potrafią „leczyć ból” ale nie potrafią leczyć już różnego „cierpienia”.  Jak wytłumaczyć więc absurd niezawinionego „cierpienia” ? W takim „cierpieniu bez winy” osiąga się samo „dno człowieczeństwa” w sytuacji skrajnie "granicznej" jakby powiedział Jaspers.
Wychodzi wówczas na jaw „prawdziwe Ja” (Jaźń-Duch) człowieka z wnętrza- "prawdziwa dusza" czyli ostateczne myśli i jego wybory wartości jakimi się kierował w życiu i ukazuje innym ludziom „poziom swojego Humanizmu” . Niezawiniona śmierć dziecka czy kogokolwiek w niezawinionym wypadku jeszcze bardziej podkreśla współczującym wartość „dobrego życia za życia”- i taki jest jedynie morał „losu Hioba”.

Tylko jaki morał wynika z tak absurdalnej  fikcji literackiej, że „ludzie i bydło mają nie jeść i nie pić za pokutę” na przebłaganie Boga aby nie zsyłał nieszczęść na ludzi- jak „naciągają za uszy”  absurdy  Jonasza niektórzy kościelni głosiciele „kar boskich” na kazaniach -jak nieszczęścia, klęski żywiołowe i trzęsienia ziemi zdarzają się zawsze i będą zdarzać się dalej w przyszłości i niezmiennie ? Bynajmniej takich historii w Biblii jest więcej i wiele ksiąg nie było napisanych przez tych autorów jakimi nazywają się te księgi i nie w ich czasach (Jak księgi Salomona, Jonasza czy Hioba) i nazywane są eufemistycznie- „deuteronomicznymi” czyli pseudonomicznymi, jako nie napisane w ogóle przez tych pod kogo się podszywają tylko przez nieznanych anonimowych autorów znacznie później . Należą one do takich samych opowieści i legend tamtejszych plemion pasterskich jak opowieści o smokach czy „Królewnie Śnieżce” w Europie. Tyle że tamte azjatyckie pastuchy szybciej opanowały pismo na wzór Egiptu i Babilonu i spisywali swoje podania i legendy „z morałem” i historie autentyczne -pomieszane wszystko razem. Bo Biblia zawiera też historie i legendy ogólnie znane innym  ludom z tamtych okolic i czasów . Np. historie „potopu” czyli lokalnej powodzi opisywały też inne niebiblijne źródła (ale i geolodzy) i nikt też nie kwestionuje tutaj wyjścia Mojżesza ze swoimi pastuchami z Egiptu w poszukiwaniu „ziemii obiecanej” ani kataklizmów, który lokalnie faktycznie miały miejsce.   Ale sprzeciwiamy się tu „naciąganiu za uszy” przez kościelnych interpretatorów historii okrutnego najazdu i wycinania „ogniem i mieczem” przez  Żydów w „ziemii obiecanej” Kanaan  tamtejszych pasterzy  przez wojska Mojżesza i Jozuego  jako „pokojowo” zajętych przez „grzecznych Zydów” . I tak przeciwnie do okrutnych tekstów samej Biblii w „Biblii dla dzieci” , którą czytała moja córka z „imprimatur”  biskupa w przypisie próbowano łagodzić okrucieństwa jakich dopuszczali się rzekomo „pokojowo” zdobywające miasta i pastwiska plemiona Żydowskie -bo  wprost  zatwierdzano oszustwa. 
Żadne plemiona tamtych okrutnych czasów dobrowolnie , ani „ pokojowo” nie oddawały miast  ani swego dobytku ani pastwisk, bydła i żon najeźdcom i to jeszcze grzecznie i bez walki z okupantem !
A Izraelici stosowali taką samą politykę „pokojowych podbojów” jak i dzisiaj w Palestynie budząc powszechną  nienawiść i krytykę świata arabskiego- i ja dziękuję za taki „pokój”  i takiego „gołąbka pokoju” jaki odwiedzał mnie  przy czytaniu Biblii w samotnej Wieży Straconego Czasu.

Dzień VII
Przepraszam ,ale jako chrześcijanin nie zgadzam się i nie ma nic wybitnego w takich żydowskich księgach Starego Testamentu opisujących tak krwawe bitwy Izraelitów z sąsiadami ,w których chwalą się że Pan pomógł wyciąć im w pień wszystkich mieszkańców jakichś miast i wsi –łącznie ze „starcami , kobietami i ssącymi” i jeszcze „anioły pańskie” miałyby w tym im pomagać . Nawet jeśli sami byli najeżdżani  przez sąsiednie plemiona -to w wyniku ich własnej agresji  i okupacji  terenów, które sami Izraelici zajęli siłą  i jeśli sami najeżdżali innych i „ogniem i mieczem” pozyskiwali nowe pastwiska i terytoria  wyżynając mieszkańców to niby czemu mieliby „być święci”  z tego powodu ?  I  nie było w historii Izraela z Biblii nic szczególnego w porównaniu do losów innych dzikich plemion w tamtych czasach i na całej ziemi w walkach o zdobywanie terenów życiowych, pastwisk i .  Co gorsza - patriarchowie i królowie Izraelscy wcale nie byli „święci” dopuszczając się wielu zbrodni i grzechów , mając po wiele żon i kochanek i zakładali haremy z podbitych  plemion , z  których wedle starego zwyczaju zdobywców  po wybiciu zdolnych do noszenia broni mężczyzn  uprowadzało się  tylko ładne i młode kobiety- „na niewolnice i nałożnice” –a stare baby i dziady wyżynano w pień .  I tak  Abrahamowi  nawet niepłodna żona  kazała niewolnicy  wskoczyć do łoża Abrahama aby spłodzić mu wreszcie dziecko (Genesis 16,2) , po czym stary Abraham z żoną przepędził biedaczkę z tym dzieciem na pustynię  bo żonie też się zachciało „zrobić dziecko” i tak narodził się konflikt przepędzonego niewinnego syna Ismaelity z Izaakiem- symbol wspólnego „korzenia” z którego wyrośli Araby i Żydy. I kto tu był pokrzywdzonym ? Tyran Abraham czy niewolnica z dzieckiem na pustyni?
Tak okrutny stary cap Abracham za samą próbę wyrzucenia matki z dzieckiem na pustynię i próbę zamordowania drugiego syna nożem w dzisiejszych czasach  byłby aresztowany przez Policję i sądzony i wyklęty w Sądach Rodzinnych i natychmiast pozbawiony władzy rodzicielskiej i skazany na więzienie za "przemoc domową " i kompletnie nie nadaje się na żadnego "bohatera chrześcijan  XXI wieku” . Albo czemu symbolicznie napiętnuje mitologia izraelska pierworodnego syna Abrahama Ismaela jako  „gorszego”, jak sama rodzina starego satrapy Abrahama nie była lepsza ? Brat tego praojca Izraela Nahor miał pełno dzieci nie tylko z żoną ale i niewolnicą ( G 22,24) a i stary Abraham dorobił się jeszcze drugiej żony i potomków, z których Ezaw żeni się jakby jeszcze było mało żony jakie miał z kuzynką Araba -Ismaela (G 28,8) . A Jakub dostaje do łóżka „w prezencie”  siostrę przyszłej żony bo rzekomo „nie rozpoznał” cycków ani dupy narzeczonej po ciemku ( niejeden mąż swojej żony  tak mógłby się tłumaczyć np. mocherowej słuchaczce Radia Maryja ) i w efekcie płodził dzieci z oboma siostrami i jeszcze z niewolnicami podsuwanymi przez siostry i taki dupcyngiel-Jakub musiał uciekać ze wstydu przed gniewem braci tych sióstr  ( przede wszystkim za zawładnięcie kobiet i bydła) -zmieniając imię na Izrael (G 30)- i takie są niechlubne początki Izraela.  A synowie tegoż Izraela- Judas i Onan ( ten od którego wzięła się nazwa onanizmu) i inni bracia urządzają kompletny burdel na kółkach i wyrzynają wszystkich mężczyzn w pewnym mieście za próbę ożenku z siostrą uprowadzając w niewolę w zamian wszystkie kobiety- „zrabowawszy wszystko co tylko znaleźli w domach”  (G 34,29) – i takie bandziory które dzisiaj sądzone byłyby przez międzynarodowe trybunały karne za „zbrodnie wojenne i ludobójstwo” stoją u początku dwunastu pokoleń Izraela !  Kompletnie nic w tym nie ma imponującego dla chrześcijanina XXI w i wręcz byli to zbrodniarze wojenni i dzisiaj trafiliby pod sąd za ludobójstwo -zgodnie ze współczesnym międzynarodowym prawodawstwem.
Szczególnie okrutnym „bohaterem” izraelskim z krwią na rękach był wspomniany Jozue z księgi Jozuego podnoszący ręce do Pana w modlitwie o jak największe wyrżnięcie obrońców swojej ziemi stojących mu na drodze do nieswojej ziemii -Kanaan, a gdy mu ręce słabły w podziękowaniu za taką modlitwę ginęli Żydzi. Najważniejszym "sukcesem" Jozuego były rzezie i masowe morderstwa -dzisiaj określane mianem "zbrodni wojennych" .  Araby nawet dziś w ONZ z łatwością uzyskują poparcie prawie wszystkich państw świata, że Palestyna nie jest Żydowska -i taka jest prawda ,a Izrael odnosi się do Arabów jak niegdyś hitlerowcy do Zydów i nic nie dała nauczka historii- z budowaniem gett Arabom z murami z zasiekami i odcinaniem wody, prądu i gazu i międzynarodowej pomocy  i nawet dziś przewaga zabitych Arabów do okupantów żydowskich jest jak 10 do 1 i nienawiść jaką buduje Izrael dziś nie zdziwi nikogo , że udławi kiedyś Izrael . Koło historii obraca się bezwzględnie miażdżąc dawne idee i nic historia nie nauczyła kolejnych pokoleń ludzkości-
nienawiść i wojny zawsze były , są i będą i mają się dobrze.
Z kolei Samuel narodził się z drugiej żony Żyda, którego pierwsza żona narobiła pełno dzieci- jakby było mu mało i narodził się po to tylko, aby po oddaniu go kapłanom na wychowanie siekł mieczem potem w wyniku tego wychowania wszystkich dookoła –i cytuję dosłownie z Biblii- siekł „od męża do niewiasty, od małego do ssącego”- jak kazał Pan i pomagały anioły- i tak „stoi w Piśmie” !

 A  symbol „mądrości” –król Salomon z  ludowego powiedzonka  o „mądrości salomonowej” nie był ani święty ani mądry ani nie napisał żadnej księgi poza tym ,że był typowym dla tamtych czasów tyranem plemiennym  i okrutnym zdobywcą i miał harem z 700 żon i nałożnic z siłą podbitych plemion , które wierzyły w różne od siebie bożki i w dupie miały starego kurwiarza Salomona i w nosie miały cały Izrael z jego wiarą (I Król 11) . To właśnie te 700 „nałożnic i żon” najwięcej przyczyniły się do upadku starego Capa Salomona -który właśnie z ich powodu abdykował i poniósł ostatecznie klęskę na starość, która nie okazała się wiekiem mądrości tylko  . Tak skończyła się „mądrość Salomona” i Salomon podobnie zresztą jak inni królowie pastuchów Izraelskich i bohaterzy Biblii –Jozue, Dawid czy Samuel mordowali bezwzględnie tysiącami sąsiadów- w tym nie tylko obce plemiona ale i swoich współbratyńców. Żydzi sami siebie napadali i mordowali licznie- jak choćby świadczy historia wojowniczego pokolenia Beniamina lub mnóstwo mordów Żydów sami na sobie opisanych w Starym Testamencie.
Piękna Judyta z księgi Judyty osobiście poderżnęła gardło i odcięła głowę pijanemu wodzowi sąsiednich plemion Asyryjskich, z którym umówiła się wcześniej na randkę i zaniosła odciętą głowę do swoich i na tym miałaby polegać jej "świętość" i wzór do naśladowania dla „chrześcijańskich kobiet”  XXI wieku ?
Dziś prawnicy sądów wojskowych znaleźliby na to odpowiedni paragraf a Psychiatrzy zrobiliby „psychiczną” aby uniknęła sadu a dziennikarze robili wywiady z „Krwawą Merry” dla brukowców , a Kościelni hierarchowie wyrażaliby oburzenie że nie wypada obcinać głów przez kobiety politycznym  przeciwnikom.
Król  Dawid  co pokonał kamieniem Goliata  łupił później równie krwawo jak Goliat sąsiednie plemiona -mógłby być dziś świetnym wzorem ale dla współczesnych chuliganów osiedlowych i kiboli od strzelania z procy, tym bardziej że uwiódł żonę swojego najlepszego kumpla i wojownika od walenia po mordzie i wysłał go specjalnie w najgorszy wir walki  aby zginął i mógł posiąść jego żonę. I tak z uwiedzionej kochanki narodził się kolejny wojownik „pokoju po żydowsku” wyżynający sąsiadów- wspomniany "przemądry" Salomon. 
A synowie tegoż rzekomo "mądrego" Salomona tak byli wychowani przez ojca ,że zrobili sami z domu ojca burdel na kółkach przepędzając starego ojca-kurwiarza i biorąc jego 18 żon za swoje i dojeżdżając jeszcze  60 następnych nałożnic  –bo tych 18 żon im  nie wystarczało –i tak stoi w Biblii (2 Kronik 11,21) .  A syn tegoż "mądrego" Salomona –Absalom wyrzucił nawet ojca z tronu gwałcąc jego „nałożnice” i mordując innych „w imię Boże” (1 Król 2,25,31).
A  autorem „Księgi Mądrości Salomona” nie był oczywiście Salomon i powstała wiele lat po jego śmierci jako zbiór zwykłych mądrości ludowych i powiedzonek takich samych jakie tworzą wg Etnografów wszystkie inne kultury na świecie- w tym podobnie powstawały nasze polskie przysłowia i mądrości ludowe . Nawet księgi Jeremiasza, Daniela , Izajasza i Judyty wcale nie pochodziły z ich czasów ani od tych „proroków”(-idoli wg dzisiejszego słownictwa) i często powstawały wiele wieków później i przez nieznanych anonimowych i ludowych spisywaczy podań ,legend i dziejów niewidzianych nawet na oczy idoli-jak niczym kroniki Galla Anonima.
Tylko że nazywali się Pseudo-Deutero-Izajasze czy Deutero-Zachariasze-czyli czytaj Pseudo ,  podobnie  jak średniowieczni anonimowi teolodzy –jak Pseudo-Dionizy Aeropagita nie był Dionizym.
A i idole Izraelscy-„prorocy”  nie byli lepsi od swoich królów strasząc bez przerwy kobiety i dzieci izraelskie tylko „wyżynaniem i śmiercią” i pełniąc kierowniczą rolę w podburzaniu do wyżynania innych ludzi– „działaniach terrorystycznych ” -jak określiliby to dzisiejsi prokuratorzy znajdując odpowiedni paragraf na takie postępowanie
Dla przykładu prorok Eliasz podburzał do śmierci na posłów króla (2 Król 1,10) a nawet złorzeczył dzieciom, które zwierz rozszarpał tylko dlatego ,że go „łysym” nazwały (2 Król 1,24- bo pewnie i był łysy) i taki typ dzisiaj siedziałby w więzieniu lub więziennym „wariatkowie” za " groźby karalne " i "urojenia"- tak jak widziałem tam dziadka za nie oddanie córce majątku w spadku wsadzonego za rzekomą "przemoc słowną"- bo odmawiał córce testamentu . Starotestamentowy zaś Bóg jest zbudowany na wzór bezwzględnego patriarchalnego (nie matriarchalnej kultury )  króla tamtejszych prymitywnych plemion pasterskich walczających „ogniem i mieczem” o posiadłości z sąsiednimi plemionami dla swoich rodzin i bydła . Tak samo jak polscy Sarmaci  niechlubnie „ogniem i mieczem” rąbali  Rusinów i Ukraińców w tym samym celu- poszerzania wpływów, "ubóstwieni" w słynacym z fałszowaniu historii powieściach Sienkiewicza o

Podobne prace

Do góry