Ocena brak

Bauman Zygmunt - Socjologia

Autor /zofia Dodano /17.03.2011

Wymagany Adobe Flash Player wesja 10.0.0 lub nowsza.

praca w formacie pdf Bauman Zygmunt - Socjologia

Transkrypt

Zygmunt Bauman
socjologia
Tytut oryginału Thinking Sociologically
Copyright (c) 1990 by Zygmunt Bauman
Ali rights reserved
First published 1990 in England by Basil Blackwell Ud,
108 Cowley Road, Oxford, 0X4 1JF
Copyright (c) 1996 forthe Polish translation by Zysk i S-ka
Wydawnictwo s.c., Poznań
fitBttf^TPKA
Copyright (c) for the co^^y SiiatSatelflftWa^^Si^^ia1^.
Luserke
Uniwersytetu Warszawiacy al Nowy Świat 69,00-046 WarsŁM» tel. 620^3-il w.
2»5.2f6
Biblioteka WDiNP UW
Spis treści
Podziękowania 6
Wprowadzenie 7
1. Wolność i zaleŜność 27
2. My i oni 44
3. Obcy 61
4. Razem i osobno 78
5. Dar i wymiana 96
6. Władza i wybór 114
7. Przetrwanie a obowiązek moralny 131
8. Natura i kultura 147
9. Państwo i naród 167
10. Porządek i chaos 184
11. Jak sobie dajemy radę w Ŝyciu 201.
12. Drogi socjologii 221

1098011153
Wydanie I ISBN83-7150-151-X
Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c.
Ul. Wielka 10,61-774 Poznani
Pax 526 326, Dział handlowy tel./fax 532 751, Redakcja tel. 532 767
Skład komputerowy dtp Marek Barłóg Poznali, tel./fax 231 610
Prihiai In Gemmy by ELSNERDRUCK-BcrIin
Podziękowania
Narodziny tej ksiąŜki niesprawiedliwie pozostałyby związane tylko z moją osobą, gdybym nie
wspomniał tutaj Tima Goodfellowa, Simona Prossera, Trący Traynor, Kate Chapman i Helen Jefney. KaŜde z nich na swój sposób, dzięki wspaniałym pomysłom, entuzjazmowi, delikatnym
sugestiom i kompetentnym poradom w kwestiach wydawniczych, przyczyniło się do powstania
niniejszej pracy. Jest oczywiście takŜe niezliczona mnogość innych osób, bez których nie zostałaby
ona obmyślona, napisana i opublikowana. Pośród nich szczególne miejsce naleŜy się moim
kolegom i studentom: ksiąŜka ta rodziła się w trakcie rozmów z nimi. ChociaŜ myśli się i pisze
zawsze w pierwszej osobie, są to jednak czynności społeczne.

Wprowadzenie
Po co nam socjologia?
Słowo "socjologia" moŜna rozumieć na róŜne sposoby. pierw staną nam przed oczyma długie rzędy
półek biblioteczi ciasno upchanych ksiąŜkami. W ich tytułach, podtytułach w spisie treści pojawia
się właśnie owo słówko "socjologia przede wszystkim z tej przyczyny bibliotekarze umieszczają
Ŝki w jednej grupie). Autorzy tych prac nazywają siebi< cjologami (a przynajmniej tak są
zaklasyfikowani w ka< i księgowości swojej uczelni czy instytutu badawczego). W za ksiąŜkami i
autorami pojawia się myśl o zasobie wiedzy, nagromadziła się przez długie lata uprawiania
socjologii on nauczania. W ten sposób rodzi się pojęcie socjologii jako pe wspólnej tradycji: jest to
zbiór informacji, które wchłonąć, trawić i przyswoić musi kaŜdy nowicjusz chcący zostać soc giem
albo chociaŜ tylko zorientować się w tym, co socjologi do zaoferowania. MoŜna wreszcie ująć
socjologię w ten sp by zawarł się w jej pojęciu takŜe stały dopływ nowość odpowiednich półkach
bibliotecznych pojawiają się kolejne torki); teraz mielibyśmy na względzie przede wszystkim p
nieprzerwanie prowadzoną działalność: nie wygasającą pasj dawczą, konfrontowanie nabytej
wiedzy z nowymi ustalei oraz stałe jej wzbogacanie, które jest zarazem jej przek;
caniem.
Takie myślenie o socjologii wydaje się naturalne i oczy\ Koniec końców, to właśnie w ten sposób
odpowiadamy najcz< na pytanie typu: Co to jest X? Kiedy ktoś pyta, na przy Co to jest lew?,
prowadzimy zainteresowanego przed odpowi klatkę w zoo, aby pokazać zwierzę z gatunku
Panthera Kiedy ktoś nie znający języka polskiego pyta: Co to jest ołó^ najszybszą i najłatwiejszą
odpowiedzią będzie wyciągi
8_________________________________Socjologia
odpowiedniego przedmiotu z szuflady biurka. W obu przypadkach ujawniamy więź, która łączy
dane słowo z danym obiektem. Powiadamy, Ŝe słowa oznaczają odpowiednie przedmioty, a więc
występują w ich zastępstwie i odsyłają, jak w naszych przykładach: jedno do drapieŜnika, drugie do
narzędzia pisarskiego. Pokazanie przedmiotu, do którego odnosi się wyjaśniane słowo (pokazanie
desygnatu), jest właściwą i uŜyteczną odpowiedzią na zadane pytanie. Otrzymawszy ją, wiemy juŜ,
jak uŜywać nie znanego nam dotąd słowa: w odniesieniu do czego, w jakich kontekstach i w jakich
warunkach. Tego właśnie uczą wspomniane odpowiedzi: jak poprawnie uŜywać danego słowa.
JednakŜe odpowiedź taka mało mówi o samym przedmiocie, który wskazano jako desygnat
kłopotliwego słowa. Wiem juŜ teraz, jak przedmiot ten wygląda i w przyszłości potrafię go
rozpoznać jako obiekt zastępowany przez wyjaśniony termin. PoŜytek z owej wiedzy będzie jednak
niewiele większy. Dlatego dowiedziawszy się, jaki przedmiot jest oznaczany przez pewne słowo,
najpewniej będę chciał postawić dalsze pytania: Czym szczególnym się on charakteryzuje? Co go
róŜni od innych przedmiotów na tyle, Ŝeby usprawiedliwione było stworzenie odrębnej nazwy?
Wiem juŜ, Ŝe to jest lew, ale lew nie jest tygrysem. To jest ołówek, ale ołówek nie jest długopisem.
Jeśli poprawne jest nazwanie tego oto zwierzęcia lwem, niepoprawne zaś - tygrysem, to musi
istnieć coś takiego, co przysługuje lwom, a czego pozbawione są tygrysy (co sprawia, iŜ lew jest
tym, czym nie jest tygrys). Jest przeto jakaś róŜnica, która lwy oddziela od tygrysów, i to dzięki
znajomości tej róŜnicy, nie zaś dzięki informacji, jaki przedmiot zastępuje słowo, dowiadujemy się
naprawdę, czym są lwy.
Tak więc pierwsze odpowiedzi na pytanie o socjologię nie mogą nas w pełni zadowolić. Trzeba
zastanowić się trochę głębiej. Kiedy dowiedzieliśmy się, Ŝe słowo "socjologia" oznacza pewien
zasób wiedzy, a takŜe poczynania, które wykorzystując tę wiedzę, wzbogacają ją i zmieniają,
musimy teraz zapytać, co to za wiedza i co to za poczynania. Co w nich jest takiego, Ŝe czyni je
właśnie "socjologicznymi"? Co róŜni je od innych rodzajów wiedzy i innych poczynań, które
odwoływać się muszą do pewnych informacji? Jedną z pierwszych rzeczy, którą dostrzeŜemy,
przyglądając

Wprowadzenie
się w bibliotece półkom z pracami socjologicznymi, będzii siedztwo półek inaczej oznaczonych. W
większości bibi:
uniwersyteckich nie opodal znajdą się zapewne regały z napis historia, nauki polityczne, prawo,
ekonomia, polityka społei Bibliotekarze, którzy półki te ustawili jedna obok drugiej, i najpewniej
na względzie wygodę czytelników. Zakładali (m przypuścić), Ŝe osoby buszujące pośród ksiąŜek
socjologicz od czasu do czasu mogą chcieć sięgnąć po jakąś pracę z hii czy nauk politycznych i Ŝe
zapewne o wiele rzadziej będą ch skorzystać z dzieł na temat fizyki czy inŜynierii mostów. Mó
inaczej, bibliotekarze uznali, Ŝe to, o czym traktuje socjoli jest jakoś spokrewnione z obiektami,
które oznaczają takie s jak "politologia" czy "ekonomia", a takŜe, Ŝe róŜnica pomi ksiąŜkami
socjologicznymi a tymi, które znalazły się na wp dzie niesocjologicznych, ale pobliskich regałach,
jest mniej i i wyraźna niŜ róŜnica pomiędzy socjologią a - powiedzm chemią lub medycyną.
Trudno mi zaręczyć, czy na pewno takie myśli chodził;
głowie biblitekarzom, nie ulega jednak wątpliwości, Ŝe post słusznie. Obszary wiedzy, których
dotyczą ksiąŜki z sąsiadują regałów, rzeczywiście mają wiele wspólnego. Wszędzie ch o świat
ludzkich dzie ł: o ten fragment czy aspekt św na którym odcisnął się ślad ludzkiej aktywności, a
który bez i aktywności w ogóle by nie zaistniał. Historia, prawo, ekono nauki polityczne, socjologia
- w kaŜdej z tych dziedzin bad zastanawiają się nad ludzkimi poczynaniami i ich konseki cjami. To
jest im wspólne i na tym polega ich istotne pokrev stwo. Jeśli jednak wszystkie te nauki poruszają
się po tym sai terytorium, to co je w końcu od siebie róŜni? CóŜ to za "zasadr róŜnica"
usprawiedliwia podziały i osobne nazwy? Na ji podstawie powiadamy, Ŝe niezaleŜnie od
wszystkich podobia i pokrewieństw, jeśli chodzi o obiekty zainteresowania, his nie jest jednak
socjologią, ta zaś nie jest politologia?
Odruchowo moŜna na to pytanie udzielić prostej odpowi< róŜnica pomiędzy tymi dyscyplinami
nauki odzwierciedla róŜ w badanym przez nie świecie. Te same ludzkie działania aspekty owych
działań róŜnią się między sobą, a poszczeg
10
Socjologia
nauki tylko rejestrują ów fakt. Odruchowo powiemy więc, być moŜe, iŜ historia zajmuje się
dawnymi ludzkimi czynami, które teraz juŜ się nie dzieją, socjologia zaś zajmuje się obecnymi
poczynaniami albo takimi ich własnościami, które nie zmieniają się wraz z upływem czasu.
Antropologia, mówiłoby się dalej, bada działania ludzi Ŝyjących w społecznościach dalekich i
bardzo odmiennych, podczas gdy socjologia uwagę swą koncentruje na zdarzeniach, które
rozgrywają się w naszym (cokolwiek miałoby to znaczyć) społeczeństwie. W przypadku innych
krewniaków socjologii "prosta" odpowiedź robi się trudniejsza, ale próbować moŜna, zatem nauki
polityczne rozwaŜają zdarzenia związane z władzą i rządzeniem; ekonomia - poczynania dotyczące
wykorzystania zasobów, produkcji dóbr i ich rozprowadzania; prawo zajmuje się normami, które
regulują ludzkie zachowania, a takŜe sposobami, na które normy owe są formułowane, narzucane i
chronione... Nawet bez dalszych prób definicyjnych łatwo juŜ zauwaŜyć, Ŝe zmierzamy w kierunku
wniosku, iŜ socjologia zajmuje się swego rodzaju resztkami: karmi się tym, czym wzgardziły inne
dyscypliny. Im więcej tamte wzięły pod swe lupy, tym mniej zostawałoby dla socjologów, co
sugerowałoby, Ŝe ludzki świat składa się z ograniczonej liczby faktów, które czekają, aby. je
pozbierać i zgodnie z ich naturą porozkładać do szuflad róŜnych specjalności naukowych.
^ Z ową "prostą" odpowiedzią na nasze pytanie kłopot jest taki sam jak z większością przekonań,
które wydają się oczywiste i niewątpliwie prawdziwe, a pozostają takimi tylko do chwili, gdy
zaczynamy zagłębiać się w milczące przesłanki owej klarowności i prostoty. Spróbujmy przeto
odtworzyć, dlaczego odpowiedź nasunęła nam się tutaj "odruchowo" jako naturalna i klarowna.
Po pierwsze, skąd bierze się przekonanie, Ŝe ludzkie działania dzielą się na pewną liczbę wyraźnie
rozgraniczonych typów? Bierze się stąd, iŜ w ten sposób zostały poklasyfikowane i obdarzone
oddzielnymi nazwami (dzięki czemu wiemy, kiedy mówić o polityce, kiedy o gospodarce, kiedy o

kwestiach prawnych, a takŜe, gdzie czego szukać). Co więcej, przekonanie to opiera się na fakcie,
Ŝe istnieją grupy rzetelnych ekspertów, osób uczonych i wiarygodnych, które domagają się dla
siebie wyłącznego
Wprowadzenie
prawa do tego, aby badać pewnego typu ludzkie przedsięwzi fachowo je oceniać i udzielać w ich
sprawach porad. Zró jednak następny krok i zapytajmy, skąd w ogóle wiemy, jaki świat ludzki "w
sobie", to znaczy zanim jeszcze zostanie dzielony między nauki ekonomiczne, polityczne i spółce Z
całą pewnością wiedza na ten temat nie moŜe pochc z naszego osobistego doświadczenia. Nie jest
bynajmniej tal dawniej Ŝyliśmy ekonomią, a teraz Ŝyjemy polityką; podróŜ z glii do Stanów
Zjednoczonych nie przenosi nas z socjolog! antropologii; starzejąc się o rok, nie wzrastamy z
historii v cjologię. Jeśli w kręgu naszego codziennego doświadczenia trafimy dokonać takich
odróŜnień i jedne swoje czynności zali do politycznych, inne zaś do ekonomicznych, dzieje się tak
1 za sprawą wpojonej nam wcześniej umiejętności takiego graniczania. Tym przeto, co znamy, nie
jest świat sam w si lecz nasze w nim poczynania; poruszamy się w kręgu nas obrazu świata, w
ramach modelu złoŜonego z segmen które uzyskaliśmy dzięki językowi i wychowaniu.
Dlatego teŜ trzeba powiedzieć, Ŝe zróŜnicowanie nauko\ dyscyplin bynajmniej nie odzwierciedla
Ŝadnego "naturain podziału świata. Przeciwnie, to podział pracy pomiędzy na wcami zajmującymi
się ludzkimi czynnościami (pogłębiany cze przez izolację ekspertów i wyłączność praw do
decydow co naleŜy do danej dyscypliny, a co nie naleŜy) rzutowany na mapę ludzkiego świata,
która zawiera się w naszych urny;
i kierunkuje poczynania. To ów podział pracy nadaje struł światu, w którym Ŝyjemy. Jeśli chcemy
więc rozwiązać zag i odkryć, gdzie kryje się tropiona "zasadnicza róŜnica", najli będzie przyjrzeć
się praktykom wyodrębnionych dyscyplin, w rych zrazu chcieliśmy widzieć odzwierciedlenie
naturalnej s tury świata. JuŜ teraz moŜna przypuścić, Ŝe to właśnie praktyki róŜnią się przede
wszystkim, Ŝe zatem jeśli w c mówić tu o odzwierciedlaniu, to co innego jest oryginałem, innego
odbiciem, niŜ nam się na początku wydawało.
W jaki więc sposób róŜnią się od siebie poczynania róŜ dziedzin badawczych? Po pierwsze, bardzo
niewielka - w ogóle - występuje między nimi róŜnica, jeśli chodzi c
12
Socjologia
postawę wobec tego, co wybierają jako obiekt swoich studiów;
wszystkie te dyscypliny odwołują się do tego samego zespołu reguł. Wszędzie widzimy usilne
staranie, aby zebrać wszystkie istotne fakty; wszyscy chcą. być pewni, Ŝe fakty są prawdziwe, Ŝe
odpowiednio je sprawdzono, a źródła informacji były wiarygodne. W kaŜdej z tych dziedzin
zabiega się o to, iŜby wypowiedzi na temat owych faktów ująć w formę jasną, niedwuznaczną i
pozwalającą na wielokrotną ich weryfikację w róŜnych warunkach; wreszcie powszechne jest
dąŜenie do tego, aby unikać albo eliminować sprzeczności pomiędzy stwierdzeniami, dzięki czemu
w zasobie prawd danej nauki nie znajdą się takie, które nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
Mówiąc krótko, wszystkie te dziedziny usiłują spełnić obietnicę, iŜ będą zdobywać i prezentować
swe ustalenia w sposób odpowiedzialny (to znaczy taki, co do którego panuje przekonanie, iŜ
prowadzi do prawdy), dlatego teŜ gotowe są stawić czoło wszelkiej krytyce albo rezygnują ze
stwierdzeń, które jej nie wytrzymują. RóŜnica nie polega zatem na sposobie, w jaki się pojmuje i
urzeczywistnia cel badań oraz to, co stanowi o ich wartości: odpowiedzialność. Co więcej,
najprawdopodobniej w niczym nie pomogą nam równieŜ i inne aspekty naukowych poczynań
badawczych. Wszyscy, którzy uwaŜają się i są uznawani za naukowych ekspertów, jak się wydaje,
przyjmują podobne strategie gromadzenia i przetwarzania informacji. Po pierwsze więc, obiekt
swych zainteresowań śledzą w naturalnym otoczeniu (na przykład zachowania ludzi podczas
codziennych zajęć domowych, w miejscach publicznych, przy pracy bądź przy rozrywce) albo teŜ
w starannie zaplanowanych i kontrolowanych warunkach eksperymentalnych (na przykład reakcje

ludzi obserwowanych w specyficznych sytuacjach albo teŜ ich odpowiedzi na pytania tak
sformułowane, aby wyeliminować wpływ zakłócających czynników). Po drugie, jako wyjściowych
faktów uŜywają uwiarygodnionych wyników dawnych obserwacji (zapisów parafialnych, spisów
statystycznych, archiwów policyjnych). Wszyscy teŜ naukowcy posługują się tymi samymi
regułami logiki, kiedy z nagromadzonych i zweryfikowanych informacji o faktach wysnuwają
wnioski, a takŜe dowodzą ich słuszności bądź niesłuszności.
Wprowadzenie
Wydaje się zatem, Ŝe nadzieję na wykrycie poszukiw "zasadniczej róŜnicy" wiązać moŜemy juŜ
tylko z rodzajem p typowych dla kaŜdej z dziedzin naukowych - owe pytania ol łaja punkt widzenia
(perspektywę poznawczą), z kto badacze poszczególnych specjalności spoglądają na ludzkie
czynania, badają je i opisują, a takŜe z zasadami, które s nadaniu uzyskanym dzięki tym pytaniom
informacjom fc modelu odpowiedniego sektora czy aspektu ludzkiego Ŝycia
W duŜym uproszczeniu moŜna stwierdzić, na przykład ekonomia interesuje się przede wszystkim
relacją pomiędzy k tami a efektami ludzkich działań, będzie więc spoglądała na z punktu widzenia
gospodarowania ograniczonymi zasobami wykorzystania ich z jak największym poŜytkiem dla
działają< podmiotów. Relacje między tymi podmiotami rozpatrywane l jako aspekty wytwarzania
oraz wymiany dóbr i usług, aktywn regulowanej przez podaŜ i popyt. Poczynione ustalenia zos
ostatecznie zebrane w model procesu, dzięki któremu za;
zostaną przetworzone, produkty zaś pozyskane i rozprowad;
odpowiednio do popytu. Nauki polityczne natomiast barć interesować się będą tymi aspektami
ludzkich działań, k zmieniają obecne i przewidywane postawy innych podmie albo teŜ są przez nie
zmieniane (oddziaływanie takie najeŜę;
określa się jako władzę czy wpływy). Istotną kwestią będzie l asymetria owego oddziaływania: w
wyniku interakcji zachow jednych aktorów ulega większej zmianie niŜ innych. W nauł
politycznych ostateczne konkluzje zostaną najpewniej zorgan wane wokół takich pojęć jak władza,
dominacja, wpływy, a wsze ostatecznie chodzić będzie o zróŜnicowane moŜliwości c gnięcia
swoich celów przez poszczególne strony rozwaŜar stosunków.
Owe zainteresowania ekonomii czy nauk politycznych (po< nie jak wszystkich innych dyscyplin,
które zajmują się luc aktywnością) nie są bynajmniej całkowicie obce socjologii. La się o tym
przekonać, zerknąwszy na dowolną listę lektur zali nych studentom socjologii: znajdzie się tam z
pewnością nien prac autorów, którzy sami siebie określają jako historyków, ]:
tologów, antropologów albo są za takich powszechnie uwaź
14
Socjologia

Mimo to socjologia, podobnie jak wszystkie inne gałęzie badań społecznych, posiada własną
perspektywę poznawczą, własny zestaw pytań, które formułowane są pod adresem ludzkich
działań, a takŜe własny zbiór zasad interpretacyjnych.
Na początek moŜna powiedzieć, Ŝe tym, co decyduje o swoistości socjologii, jest zwyczaj
spoglądania na ludzkie czynności jak na fragmenty większych całości. Owymi całościami są
nieprzypadkowe grupy ludzi powiązanych siecią wzajemnych zaleŜności (przez zaleŜność
rozumiem tutaj sytuację, w której prawdopodobieństwo podjęcia bądź zaniechania działania, a
takŜe szansę jego powodzenia zmieniają się z uwagi na to, kim są inni uczestnicy interakcji albo co
robią lub mogą zrobić). Socjologowie pytać będą, jaki wpływ wywiera owo powiązanie na
rzeczywiste i moŜliwe zachowania uczestników, a to wyznaczy typ badanych przez nich pbiektów;
najczęściej będą nimi: struktury powiązań, sieci wzajemnych zaleŜności, wielostronne
uwarunkowania działań i ich zakresu. Pojedyncze osoby, jak ja i kaŜdy • z was, pojawiają się w

kręgu zainteresowań socjologicznych ze względu na swoje cechy jako składników sieci wzajemnej
zaleŜności. Podstawowe pytanie socjologii moŜna by sformułować następująco: jakie ma znaczenie
to, Ŝe cokolwiek ludzie robią czy mogą zrobić, zawsze są zaleŜni od innych; jakie ma znaczenie to,
Ŝe Ŝyją zawsze (i nie mogą inaczej) w towarzystwie, porozumieniu, współzawodnictwie,
współdziałaniu, wymianie z innymi ludźmi? To właśnie charakter owego podstawowego pytania
(nie zaś zespół osób czy zdarzeń wyselekcjonowanych dla potrzeb badania ani teŜ zbiór ludzkich
poczynań zlekcewaŜonych przez inne dyscypliny naukowe) wytycza obszar specyficznie
socjologicznych rozwaŜań, samą socjologię zaś czyni względnie niezaleŜną gałęzią nauk
humanistycznych i społecznych. Socjologia zatem - by podsumować nasze dotychczasowe uwagi to przede wszystkim pewien sposób myślenia o ludzkim świecie, na który moŜna takŜe spoglądać z
innych punktów widzenia.
Pośród owych odmiennych punktów widzenia, od których odróŜniliśmy myślenie socjologiczne,
swoiste miejsce zajmuje tak zwany zdrowy rozsądek, czyli zespół bogatej, jednak nie
zorganizowanej, niesystematycznej, często nie wypowiadanej, a naWprowadzenie
wet trudnej do wysłowienia wiedzy, którą posiłkujemy się rozwiązywaniu naszych codziennych
spraw. Powiązania ze zdrowego rozsądku w przypadku Ŝadnej chyba innej dzieć nauki nie są tak
brzemienne w problemy istotne dla ich sti i poczynań jak w socjologii.
Mówiąc szczerze, niewiele nauk stara się określić swój si nek do zdrowego rozsądku; większość z
nich nie zauwaŜa istnienia, a co dopiero mówić o dostrzeganiu w nim probli Najczęściej określają
siebie poprzez wskazanie granic, kto:
oddzielają od innych dyscyplin, lub mostów, które je z nimi łi w kaŜdym jednak przypadku są to
szacowne, usystematyzo'^ obszary badawcze, podobne do nich samych. Większość :
poczuwa się do tak niewielkiej wspólnoty ze zdrowym roś kiem, Ŝe nie troszczy się o graniczne
bariery czy łączące m' Trzeba przyznać, Ŝe obojętność ta nie jest bezzasadna. Zdi rozsądek nie ma
niemal nic do powiedzenia w kwestiach, kto zajmują się fizyka, chemia, astronomia czy geologia
(to za;
ma do powiedzenia, zawdzięcza łaskawości owych nauk, zechcą one swoje wyrafinowane odkrycia
uczynić zrozumia dla laików). Problemy fizyki czy astronomii rzadko kiedy i wiają się w kręgu
zainteresowań zwykłych ludzi, w sferze was:
i mojego codziennego doświadczenia. I to dlatego zwyczajni wtajemniczeni ludzie nie mogą
wyrobić sobie opinii w sprawach, chyba Ŝe zostaną pouczeni przez naukowców. Obi< które badają
wspomniani wyŜej naukowcy, dostępne są t w bardzo specyficznych warunkach, do których
większość n chowców nie ma dostępu: na monitorach bardzo kosztowi akceleratorów, w
obiektywach ogromnych teleskopów, na kilkukilometrowych szybów. Tylko ludzie nauki mogą
korz^ z takich urządzeń i prowadzić przy ich uŜyciu eksperymf Aparatura ta i udostępniane dzięki
niej obiekty są w monop tycznym posiadaniu danej gałęzi wiedzy czy raczej wysel jonowanych jej
praktyków, którzy nie dzielą się tą własne z osobami spoza swojej profesji. Jako wyłączni
posiadacze świadczenia, które dostarcza surowca badawczego, nauko w pełni kontrolują sposób
obróbki, analizy i interpretacji ov materiału. Efekty obróbki będą musiały znieść próbę krytyczi
16
Socjologią

sprawdzenia, które przeprowadzą koledzy po fachu - ale tylko oni. Nie trzeba będzie się spierać z
opinią publiczną, ze zdrowym rozsądkiem, z Ŝadnymi poglądami niespecjalistów, a to z tej prostej

przyczyny, Ŝe w kwestiach, nad którymi zastanawiają się i o których wypowiadają się owe nauki,
nie ma Ŝadnej opinii publicznej, nie istnieje Ŝaden zdroworozsądkowy punkt widzenia.
Zupełnie inaczej rzecz się ma z socjologią. W jej praktyce badawczej nie ma niczego, co
odpowiadałoby gigantycznym akceleratorom czy radioteleskopom. Doświadczenie, które dostarcza
surowca dla socjologicznych ustaleń, to doświadczenie zwykłych ludzi nabywane w codziennym
Ŝyciu. Teoretycznie - chociaŜ nie zawsze w praktyce - jest ono dostępne dla kaŜdego. Zanim
socjologowie wezmą to doświadczenie pod swoje lupy, jest juŜ ono udziałem innych osób,
niesocjologów - ludzi, którzy nie uczyli się socjologicznego języka ani socjologicznego myślenia.
Wszyscy przecieŜ Ŝyjemy w otoczeniu innych ludzi i wzajemnie na siebie oddziałujemy. Wszyscy
aŜ za dobrze zdąŜyliśmy juŜ przekonać się, Ŝe jesteśmy zaleŜni od postępowania innych. Niejeden
raz znaleźliśmy się w przygnębiającej sytuacji, gdy nie moŜemy się porozumieć z przyjaciółmi czy
obcymi. O czymkolwiek mówiłaby socjologia, wszystko to znamy juŜ ze swojego Ŝycia. I musi tak
być, gdyŜ inaczej nie moglibyśmy się uporać z jego problemami. Aby Ŝyć w otoczeniu innych
ludzi, potrzeba sporo wiedzy, a jej imię to właśnie zdrowy rozsądek.
Głęboko zanurzeni w codzienne rytuały, rzadko kiedy zatrzymujemy się, aby pomyśleć nad sensem
tego, czego doświadczyliśmy, a jeszcze rzadziej mamy moŜliwość porównania swoich prywatnych
doświadczeń z losem innych, dostrzeŜenia tego, co społeczne, w sprawachu indywidualnych, tego,
co ogólne, w kwestiach jednostkowych. To właśnie robią zamiast nas socjologowie. Oczekujemy,
Ŝe pokaŜą nam, jak nasze prywatne biografie splatają się w d ziej e, w których uczestniczymy z
innymi. I niezaleŜnie od tego, czy socjologom uda się zaspokoić te nadzieje, nie mogą zaczynać od
niczego innego niŜ od potocznego doświadczenia, które dzielą z wami i ze mną;
surowiec ich badań odkłada się w codziennym Ŝyciu kaŜdego
etBUOTE^ Wydztedl Dziennikarstwa l Naui-;-, . Uniwersytetu Waf.-.-.art •.s'.;;.
Wprowadzenie
Ui- Nowy Świat W. UO-Ow WarsŁki
z nas. Jakkolwiek więc usiłowEl^óilft^&lagAwe.Mt^rietfiz;
i biologów pozostawać bezstronni wobec obiektu swoich b, to znaczy być niezaangaŜowanymi
obserwatorami waszych i ich doświadczeń Ŝyciowych, nigdy nie zdołają się uwolni wiedzy, którą
uzyskują jako uczestnicy tego, co chcą o i zrozumieć. Najbardziej nawet radykalne usiłowania nic
nie i zmienić w tym, Ŝe socjologowie zawsze będą znajdować s obu stronach badanego przez siebie
doświadczenia: jednocz wewnątrz niego i na zewnątrz. Warto zwrócić uwagę, jak c socjologowie
uŜywają zaimka "my", kiedy przedstawiają w swoich badań i formułują generalne tezy. Owo "my"
zasti tutaj "obiekt" obejmujący tych, którzy badają, i tych, któn badani. Czy moŜecie sobie
wyobrazić fizyków, którzy mii "my" obejmowaliby siebie i badane cząstki? Albo astronoi którzy w
jedno "my" łączyliby się z gwiazdami?
Wcale to jednak nie wyczerpuje jeszcze owej swoistej n pomiędzy socjologią a zdrowym
rozsądkiem. Zjawiska o wowane i interpretowane przez współczesnych fizyków cz;
ronomów pojawiają się w formie czystej, nie obrobione, v od wcześniejszych gotowych juŜ etykiet
czy określeń (jeśl brać pod uwagę interpretacji, które fizycy narzucają, kied ganizują eksperymenty
ujawniające owe zjawiska). Czekają aby fizycy czy astronomowie nazwali je, ulokowali pośród in
zjawisk i wraz z nimi złączyli w uporządkowaną całość; cze aby wyjaśnić ich znaczenie. W
socjologii bardzo trudno zn odpowiedniki takich czystych, dziewiczych zjawisk, któryr przydano
by wcześniej znaczenia. Wszystkim owym poczyna i interakcjom, które badają socjologowie,
nazwy i interpretac choć mogą one być rozmazane i nie uporządkowane - n wcześniej ludzie w nich
uczestniczący. Zanim stały się p miotem socjologicznego zainteresowania, były juŜ przedmi
zdroworozsądkowej wiedzy. Rodziny, organizacje, stowarz nią, kręgi sąsiedzkie, miasta i wsie,
narody i kościoły wszystkie inne grupy, które istnieją dzięki trwałym wząjen oddziaływaniom,
mają sens nadany im przez uczestników ;

domie odnoszących się do nich jako właśnie do nośników o' znaczenia. Mówiąc o nich, laicy i
profesjonalni socjologowie
20
Socjologia

spajającą osobiste doświadczenie z rozległym procesem społecznym, którego jednostka moŜe być
nieświadoma, a z całą pewnością go nie kontroluje. Taka zdobywana przez socjologów
perspektywa, obszerniejsza niŜ krąg indywidualnych doświadczeń, daje korzyści nie tylko
ilościowe (więcej danych, faktów, szeregi statystyczne zamiast pojedynczych wypadków), ale
dostarcza równieŜ wiedzy lepszej i bardziej uŜytecznej. TakŜe więc wam i mnie, ludziom, którzy
dąŜą do swoich celów i chcieliby bardziej panować nad własnym losem, socjologia ma do
zaoferowania coś, czego nie moŜe dać zdrowy rozsądek.
Trzecia róŜnica między socjologią a zdrowym rozsądkiem wiąŜe się z ich podejściem do
rozumienia ludzkiej rzeczywistości, czyli jakimi zadowalają się wyjaśnieniami takich, a nie innych
wypadków czy stanów. Przypuszczam, Ŝe podobnie jak ja wiecie z doświadczenia, iŜ jesteście
"autorami" swoich czynów: to, co robicie, wyrasta z waszych intencji, nadziei czy chęci (chociaŜ
nie zawsze jest tak z efektami poczynań). Zazwyczaj podejmujecie Jakieś działania, aby osiągnąć
pewien zamierzony stan rzeczy:
stać się posiadaczem jakiegoś przedmiotu, otrzymać dobry stopień na egzaminie, przerwać drwiny
kolegów. Jest zupełnie naturalne, Ŝe to, co myślicie o własnych działaniach, staje się modelem
rozumienia innych i ich zachowań. Tłumaczycie je sobie, przypisując innym intencje znane wam z
własnego doświadczenia. To w istocie jedyny sposób na rozumienie otaczającego nas świata i
ludzi, jak długo narzędzi interpretacji dostarcza nam tylko własne doświadczenie. Wszystko, co
dzieje się w świecie, skłonni jesteśmy uznawać za wynik czyjegoś rozmyślnego działania.
Szukamy osoby odpowiedzialnej za powstały skutek, a kiedy ją zidentyfikujemy, uznajemy, Ŝe na
tym koniec. Odczytujemy czyjeś dobre zamiary za wydarzeniami, które nas cieszą, a niecne
intencje za czynami, które nam się nie podobają. Trudno niekiedy przystać na to, iŜ jakaś sytuacja
nie została zamierzona przez Ŝadną z konkretnych osób; długo moŜemy obstawać przy
przekonaniu, Ŝe wszelkim niemiłym przypadkom moŜna zaradzić, jeśli tylko ktoś, gdzieś będzie
miał dobre chęci i ochotę do czynu. Ci, którzy przede wszystkim interpretują dla nas świat politycy, dziennikarze, autorzy reklam - dostosowują się do tej naszej skłonwprowadzenie
ności i rozprawiają o "potrzebach państwa" czy "wymagał gospodarki", zupełnie jakby do państw i
systemów ekonor nych moŜna było przykładać taką samą miarkę jak do konkret osób i mówić o ich
potrzebach czy wymaganiach. Z drugiej sti skomplikowane problemy narodów, państw i ekonomii
uki oni jako efekt rozwaŜań kilku jednostek, które moŜna poh w telewizji i odpytać przed
kamerami. Socjologia sprzeciwi takiej personalizacji obrazu świata. Wychodzi w swych badał od
struktur (sieci powiązań i zaleŜności), nie zaś od poje czych osób czy jednostkowych działań, gdyŜ
za niewłaś uznaje potoczne przeświadczenie, Ŝe kluczem do zrozum ludzkiego świata są
umotywowane poczynania jednostek. W i leniu socjologicznym zrozumienie ludzkiej sytuacji
usiłuj< uzyskać poprzez analizę róŜnorodnych sieci współzaleŜności i wieka, twardych realiów,
które tłumaczą zarówno motywy i efekty naszej aktywności.
I na koniec trzeba powiedzieć, Ŝe zdrowy rozsądek, odp na krytykę i cudownie utwierdzający sam
siebie, zdomim nasze rozumienie świata i nas samych dzięki pozornej oczy tości jego recept. Te z
kolei płyną z rutynowej, monotonnej m codziennych zajęć, które wspierają zdrowy rozsądek, same

b przez niego wspomagane. Dopóki oddajemy się powtarzali odruchowym juŜ niemal
poczynaniom, które stanowią więks powszednich zajęć, dopóty niewiele potrzeba nam samokor i
namysłu nad sobą. Rzeczy powtarzane odpowiednio często, się swojskie, to zaś, co swojskie, jest
samo przez się oczyw nie rodzi problemów i nie budzi zaciekawienia. Rzeczy swo pozostają w
pewien sposób niewidoczne. Nie zadaje się p;
a aprobatą cieszą się sentencjonalne mądrości: "Taki juŜ jes świat", "Ludzie są tylko ludźmi", w
których zawarte jest zara przekonanie, Ŝe niewiele moŜna tu zmienić. Swojskość jest bardziej
uporczywym wrogiem dociekliwości i krytycy;
a więc takŜe i innowacji oraz odwagi zmian. W zetknięci) swojskim światem, w którym rządzą
przyzwyczajenie oraz wzajem się 'potwierdzające "oczywiste" przeświadczenia, sc logia zachowuje
się jak intruz, natrętny i często denerwuj Zakłóca spokój i wygodę Ŝycia, zadając pytania, które nik
22
Socjologia
z "normalnych" ludzi nie przyszły do głowy, a co dopiero mówić o odpowiedziach. Rzeczy zwykłe
i proste robią się nagle zagadkowe, a swojski świat znienacka traci swojskość. Trzeba zastanowić
się nad rutyną codziennego Ŝycia, a to nieoczekiwanie okazuje się tylko jedną z recept na świat: ani
jedyną, ani "naturalną".
Nie kaŜdy musi lubić takie zakłócające utarty porządek pytania:
wiele osób wrogo reaguje na zdzieranie ze świata swojskiej maski i wezwania do namysłu nad
sprawami, które dotąd "szły swoją drogą". (Komuś przypomni się tutaj moŜe owa stonoga
Kiplinga, która sprawnie przebierała swoimi licznymi odnóŜami do chwili, gdy pochlebca zaczął
wychwalać jej cudowną pamięć, dzięki której nigdy nie stawia nóŜki trzydziestej siódmej przed
osiemdziesiątą piątą ani pięćdziesiątej drugiej przed dziewięćdziesiątą... Brutalnie przywołana do
samoświadomości biedna stonoga nie potrafiła się juŜ ruszyć...) Niektóre osoby mogą się poczuć
upokorzone: oto wiedza, z której byli dumni, została raptownie zdewaluowana, a moŜe nawet
ośmieszona. Nikt nie lubi takich szoków. ChociaŜ jednak niechęć jest w tej sytuacji całkiem
zrozumiała, to przecieŜ takie odebranie światu swojskości ma teŜ swoje dobre strony, a
najwaŜniejszą spośród nich jest moŜliwość, Ŝe oto otworzą się nowe i nie przeczuwane dotąd
perspektywy Ŝycia bardziej samoświadomego, a nawet, kto wie, bardziej swobodnego i
sterownego.
Socjologia moŜe się okazać pomocą dla kaŜdego, kto uwaŜa, Ŝe warto potrudzić się o Ŝycie
świadome. Pozostając w stałym i Ŝywym dialogu ze zdrowym rozsądkiem, socjologia stara się
przekroczyć jego ograniczenia, chce otwierać moŜliwości, które zdrowy rozsądek skłonny jest
zamykać. Socjologia rzuca wyzwanie powszechnej wiedzy zdroworozsądkowej, a dzięki temu
moŜe skłonić i ośmielić nas do przemyślenia naszych doświadczeń, wykrycia moŜliwości nowych
interpretacji. W ten sposób moŜemy się stać odrobinę bardziej krytyczni, mniej pogodzeni z tym,
jak rzeczy się mają czy za jakie je uwaŜamy, gdyŜ nigdy nie pomyśleliśmy nawet, Ŝe mogłyby być
inne.
MoŜna powiedzieć, Ŝe główną korzyścią, którą socjologia moŜe dać kaŜdemu, jest uczynienie nas
bardziej wraŜliwymi: dzięki
Wprowadzenie
niej wyostrzają się nasze zmysły, oczy otwierają się szi i potrafimy dostrzec takie aspekty i
wymiary ludzkich sp które dotąd pozostawały dla nas niezauwaŜalne. Kiedy ju2 zobaczymy, Ŝe na
pozór naturalne, nieuchronne, niezmie odwieczne aspekty Ŝycia powstają za sprawą ludzkich sił i z
tów, trudno juŜ nam będzie uznawać je za nienaruszalne i op wobec ludzkich wysiłków, takŜe i
naszych. Socjologii przysłu specyficzna władza kruszenia skamielin, dzięki k świat przygnębiający
w swej zwalistej trwałości okazuje się ] tyczny, co pozwala teŜ pomyśleć, iŜ moŜe być inny niŜ jest
ti Nie byłyby przeto bezzasadne słowa, Ŝe myślenie socjolog! rozszerza zakres, śmiałość i
skuteczność waszej i mojej w n o ś c i. Ktoś, kto opanuje sztukę takiego myślenia, moŜe sta' trochę

mniej podatny na manipulacje, bardziej odporny na wnętrzne przymusy i regulacje, potrafi się
przeciwstawić si które wydają się nieodparte.
Myśleć socjologicznie, to trochę lepiej rozumieć otacząją< nas ludzi, ich pragnienia i marzenia, ich
troski i niedole. Z w szym zainteresowaniem spogląda się wtedy na inne osoby i dziej zaczyna się
szanować ich prawo do tego, co sami ba sobie cenimy: do wyboru drogi Ŝycia i samodzielnego jej
próbowania, zaprojektowania swego losu, określenia siebie rzecz ogromnie waŜna - zaŜartej
obrony własnej godności. spojrzeniem ogarniamy szerszy zakres ludzkich spraw, widz ze zmagając
się z tymi problemami, inni natrafiają na trudu podobne do naszych i równie jak my muszą znać
gorycz pon Tak więc myślenie socjologiczne moŜe się przyczynić do głębienia solidarności między
nami, solidarności opartej na i jemnym zrozumieniu i szacunku, a wyraŜającej się w zbiorom.
oporze wobec cierpienia i proteście przeciw rodzącemu je o cieństwu. Sprawa wolności zaś staje o
wiele mocniej, gdy wz się do poziomu spraw powszechnych.
Kolejną z moŜliwych korzyści myślenia socjologicznego pomoc w zrozumieniu innych form Ŝycia,
często niedostępr bezpośredniemu doświadczeniu i aŜ nazbyt często zamykar przez zdrowy
rozsądek w stereotypowych uogólnieniach, k dają jedostronny, tendencyjnie zniekształcony obraz
Ŝycia l
24
Socjologia
od nas odmiennych (niekiedy odległych o tysiące kilometrów, a czasami tylko trzymanych na
dystans przez niechęć czy podejrzliwość). Wejrzenie w wewnętrzną logikę i siatkę znaczeń innych
form Ŝycia ludzkiego moŜe skłonić do tego, by przemyśleć na nowo pozorną nieprzekraczalność
granic dzielących nas od innych, separujących "swoich" i "obcych'". MoŜemy wręcz zacząć wątpić,
czy owe granice faktycznie mają "naturalny", zastany i niezmienny charakter, a wtedy łatwiej teŜ o
porozumienie z innymi i prędzej dojśł: moŜna do wzajemnych uzgodnień, miejsce zaś strachu i
wrogości zajmuje tolerancja. To umacnia naszą własną wolność, gdyŜ nie ma dla niej pewniejszej
gwarancji niŜ wolność innych ludzi, takŜe tych, którzy dzięki niej wybrali odmienny od naszego
sposób Ŝycia. Tylko w takich warunkach moŜna naprawdę korzysta; z wolności wyboru.
Umacnianie jednostkowej wolności poprzez osadzenie jej na trwałych podstawach zbiorowej
wolności moŜe być uznane za działanie destabilizujące :stniejące stosunki władzy i panowania
(które przez swych rzeczników przedstawiane są jako jedynie słuszny porządek spofcczny). Stąd
biorą się bardzo liczne zarzuty "politycznej nielojalności", z którymi wobec socjologów występują
rządy i wszystkie inne instytucje, kontrolujące Ŝycie społeczne, przy czym najczęściej czynią to
rządy ograniczające wolność swoich obywateli a w celu zminimalizowania ich oporu zmuszone
swe regulacje przedstawiać jako "konieczne", "nieuchronne", .jedynie rozsąine". Ilekroć po raz
kolejny rozpoczyna się kampania przeciw "wywrotowemu" oddziaływaniu socjologii, tylekroć
spokojnie moŜna iałoŜyć, iŜ szykuje się kolejny zamach na zdolność obywateli d( przeciwstawienia
się zniewalającym rozwiązaniom. Zamachorr takim najczęściej towarzyszą równie ostre posunięcia
przeciw istniejącym formom samorządności i samoobrony powszechnych praw, a zatem przeciw
zbiorowemu fundamentowi wolności jdnostek.
Istnieje powiedzenie, ie socjologia jest siłą bezsilnych. Nie zawsze ono się sprawdza. Nie ma
Ŝadnej gwarancji, Ŝe myślenie socjologiczne pozwoli kaŜdemu na zredukowanie oporu "twardych
realiów" Ŝycia. Sana tylko myśl nie moŜe się mierzyć Z przemocą, szczególnie jiśli ta znajduje
oparcie w zrezygnowaWprowadzenie
nym i uległym zdrowym rozsądku. Wszelako bez myślenia zrozumienia jeszcze mamiejsze są
szansę na to, Ŝe prywatni się pokierować własnym Ŝyciem, a zbiorowo - zapanowa wspólnymi
warunkami Ŝycia.

Przy pisaniu tej ksiąŜki przyświecał mi jeden cel: p zwykłym ludziom, takim jak wy i ja, aby lepiej
się rozezn w swoich doświadczeniach, pokazać, iŜ na pozór swojskie as Ŝycia widzieć moŜna w
odmiennym świetle i interpretow;
nieoczekiwane sposoby. Poszczególne rozdziały poświęcę:
innemu aspektowi Ŝycia codziennego - traktują o próbie i wyborach, do których podchodzimy w
sposób zrutynizo^ gdyŜ najczęściej nie mamy czasu ani okazji, aby głębiej si' nimi zamyślić. KaŜdy
rozdział sprzyjać ma takiemu namys przy czym nie chodzi mi o to, aby "korygować" wasze Q| ale
by je rozszerzać. Zamiarem moim nie jest zastępowanie niewątpliwą prawdą, lecz ośmielenie do
krytycznego rozwa przekonań, które dotąd Ŝywiliście bezkrytycznie. Chcia w drobnym choćby
stopniu pomóc wam w wyrobieniu na namysłu nad sobą i krytycznego podejścia do poglądów uzr
nych za niewątpliwe.
KsiąŜka ta róŜni się więc od wielu innych prac traktuj;
o socjologii. Jej cel jest, by tak rzec, bardziej intymny:
pomóc czytelnikom zrozumieć problemy, które rodzą się ^ dziennym Ŝyciu ludzi pośród ludzi.
Dlatego jej strukturę p( towała logika codzienności, nie zaś logika uczonej dyscy] która jest
przedmiotem mojej opowieści. Pominąłem zupełnie wspomniałem tylko marginesowo wiele
kwestii, które na:
socjologom ich własny "sposób Ŝycia" (to znaczy egzyst profesjonalnych naukowców), z drugiej
jednak strony znać proporcjonalne do miejsca w Ŝyciu potocznym uzyskały śpi które niekiedy
znajdują się na obrzeŜach zasadniczego ;
wiedzy socjologicznej. Nie naleŜy więc oczekiwać, Ŝe odsłoi tutaj obraz socjologii takiej, jaka jest
praktykowana i wykh w instytucjach akademickich. Czytelnik zainteresowany 1 obrazem musi
sięgnąć po inne teksty.
26
Socjologia
Praca, która chce być komentarzem do codziennego doświadczenia, nie moŜe być bardziej od niego
systematyczna. Dlatego teŜ modelem narracji jest tu raczej spirala niŜ linia prosta. Niektóre
kwestie, raz rozwaŜome, pojawiają się znowu, abyśmy mogli spojrzeć na nie w świetle tego, co
zostało później powiedziane. Proces rozumienia zawsze ma taką strukturę: kaŜdy nowy krok
wymaga powrotu do poprzednich etapów. W czymś, co, jak sądziliśmy, w pełni zrozumieliśmy,
dostrzegamy przeoczone przedtem miejsca wątpliwe. Proces ten nie ma zapewne kresu, ale bardzo
wiele zdobywa się w jego toku.
Rozdział l
Wolność i zaleŜność
Być moŜe, najczęstszym naszym doświadczeniem jest s1 dzenie, iŜ zarazem jesteśmy i nie
jesteśmy wolni, co z pewr naleŜy takŜe do najbardziej nieprzyjemnych doznań. Jest t wątpienia
jedna z najgłębszych zagadek kondycji ludzkiej, stara się rozwikłać socjologia. W istocie znaczną
część h:
socjologii moŜna przedstawić jako trwały wysiłek zmagań z tą kwestią.
Jestem wolny: mogę wybierać i robić to, co postanowię. czytać dalej tę ksiąŜkę, ale mogę teŜ
przerwać lekturę i < filiŜankę kawy. Mogę w ogóle dać sobie spokój z czyt;
i pójść na spacer. Nawet więcej: mogę zrezygnować z pl studiowania socjologii i ukończenia
studiów, a zamiast poszukać sobie interesującej pracy. PoniewaŜ wszystko te w zasięgu moich
moŜliwości, więc czytanie ksiąŜki i obsta' przy pierwotnym zamiarze studiowania socjologii są efi
moich wyborów: działaniom tym dałem pierwszeństwo innymi z dostępnych rozwiązań.
Podejmowanie decyzji poś cza moją wolność, która tyle właśnie znaczy: moŜliwość dowania i
wyboruNawet jeśli niewiele zastanawiam się nad swoimi wybi i podejmuję decyzje bez szczególnie
skrupulatnego rozpali róŜnych ewentualności, to co jakiś czas inni przypomina o mojej wolności.

Słyszę oto: "To była twoja własna de i tylko ty będziesz odpowiedzialny za konsekwencje" albo cię
nie zmuszał i moŜesz mieć pretensje tylko do siebie!" l uczynię coś, na co inni nie pozwalają i od
czego zazwycz powstrzymują (na przykład, złamię jakąś regułę), mogę ;
ukarany. Kara potwierdzi fakt, Ŝe jestem odpowiedzi;
za swoje postępki; potwierdzi to, Ŝe gdybym chciał, mógłby
28________________________________Socjiologia
powstrzymać od naruszenia przepisu. Mogłem więc, powiedzmy, zjawić się na ćwiczeniach,
zamiast opuścić je bez waŜnych powodów. Niekiedy jednak przypomina mi się o mojej wolności (a
więc i o odpowiedzialności) w formie, którą trudniej zaakceptować. Oto powiadają mi, Ŝe jestem
bezrobotny z własnej winy i gdybym się tylko odpowiednio postarał, znalazłbym jakieś
zatrudnienie. Albo Ŝe mógłbym być zupełnie inną osobą, gdybym nie szczędził wysiłków i bardziej
przykładał się do swoich zadań.
Jeśli nawet te ostatnie przykłady nie wystarczą, bym zatrzymał się na chwilę i stropiony zaczął
myśleć, czy rzeczywiście jestem wolny i panuję nad swym losem (mogłem przecieŜ usilnie starać
się o pracę, a znaleźć Ŝadnej się nie udało, gdyŜ nie było propozycji;
mogłem z wielką pasją walczyć o inną drogę w Ŝyciu, ale ta, którą sobie upatrzyłem, okazała się
dla mnie zamknięta), to z całą pewnością Ŝycie nie poskąpiło sytuacji bardzo wyraźnie
wskazujących na to, Ŝe moja wolność jest w istocie ograniczona. Sytuacje te pouczyły mnie, Ŝe
Ŝarliwe intencje to jedna sprawa, osiągnięcie zaś celu zgodnego z zamierzeniami to sprawa
zupełnie inna.
Po pierwsze, przekonuję się, Ŝe do tych samych celów, co ja, zmierza najczęściej wiele innych
osób, ale nie wszystkim moŜe się to udać, gdyŜ liczba nagród jest mniejsza od liczby konkurentów.
W tym wypadku widzę, Ŝe uczestniczę we współzawodnictwie, którego wynik nie zaleŜy jedynie
od moich wysiłków. Chcę oto zdawać na uczelnię, stwierdzam jednak, Ŝe jest dwudziestu
kandydatów na jedno miejsce, a większość z nich ma odpowiednie kwalifikacje i rozsądnie
korzysta ze swej wolności, to znaczy robią to, czego się oczekuje od obiecujących studentów. Co
więcej, zauwaŜam, Ŝe rezultaty poczynań moich i konkurentów zaleŜą jeszcze od kogoś innego: od
tych, którzy decydują o liczbie miejsc oraz oceniają umiejętności i wysiłki zdających. Ludzie ci
ustalają reguły gry i zarazem są sędziami: to do nich naleŜy ostatnie słowo, kiedy przychodzi czas
wskazania zwycięzców. Mają prawo wyrokowania, mają swoją wolność wyboru i decydowania,
tym razem o losie moim i innych. Ich wolność wyznacza granice mojej wolności. ZaleŜny więc
jestem od tego, jak zadecydują o moich staraniach, albowiem ich wolność wyboru wprowadza do
mojej sytuacji element niepewności. To czynnik, na
Wolność i zaleŜność
jctóry nie mam wpływu, a który ogromnie przecieŜ oddzia na ostateczny wynik moich usiłowań.
ZaleŜny więc jester sędziów, gdyŜ oni rozstrzygają o owej niepewności i na k< obwieszczą
werdykt, czy wysiłki moje wystarczyły, bym z studentem.
Po drugie, przekonuję się, Ŝe nie wystarczają determi] i dobra wola, gdy zbraknie środków
pozwalających zwien decyzję sukcesem. Powiedzmy, nie czekam na to, Ŝe praca znajdzie, i ruszam
na południe kraju, gdzie są wolne miejsca jednak stwierdzam, Ŝe ceny wynajmu mieszkań daleko
przi czają moje moŜliwości. Albo teŜ dość juŜ mam gnieŜdŜeni w śródmieściu i chcę się przenieść
gdzieś na zdrowsze obi miasta, okazuje się jednak, Ŝe w Ŝaden sposób nie mogę i pozwolić na
wynajęcie domku w zacisznej, pełnej zieleni okc MoŜe się teŜ zdarzyć, Ŝe rozczarowany poziomem
nauc;
w szkole, do której uczęszczają moje dzieci, pragnę zapewni lepszych nauczycieli. Zaraz wszelako
dowiaduję się, Ŝe w ob nie ma Ŝadnej innej szkoły publicznej, a lepszą edukację r zapewnić
dzieciom, jedynie umieszczając je w szkole prywe za którą trzeba by zapłacić sumę znacznie
przekraczającą ;

dochody. Wszystkie te przykłady (i oczywiście moc innych. ] sami z łatwością dorzucicie)
pokazują, Ŝe wolność wyboru s przez się wcale nie gwarantuje wolności realizacji postanowi a w
jeszcze mniejszym stopniu zapewnia osiągnięcie zamif nego skutku. Aby działać w sposób
swobodny, muszę mie( tylko wolność, ale takŜe odpowiednie środki.
Owe środki to najczęściej pieniądze, ale nie tylko od zaleŜy wolność działania. Mogę wszak
stwierdzić, Ŝe swo działania zgodnego z wyborem zaleŜy nie od tego, co r o a nawet nie od tego, co
mam, lecz od tego, kim jestem. przykładu, odmawia mi się przyjęcia do pewnego klubu
zatrudnienia w pewnej firmie z powodu jakichś moich cech:
wieku, rasy czy narodowości- śadna z tych cech nie zaleź mojej woli czy starań i największa nawet
wolność nie póz mi ich zmienić. MoŜe teŜ się zdarzyć, Ŝe dostęp do kl stanowiska bądź szkoły
uzaleŜniony zostaje od moich dawi osiągnięć (lub ich braku): nabytych sprawności, dyplomu, f
30
Socjologia
pracy, doświadczenia zawodowego albbo wymowy, której nauczyłem się w dzieciństwie i nie
pomyślałem o jej oszlifowaniu. W takich sytuacjach dojdę moŜe do wvniosku, Ŝe wymogi owe nie
stoją, w sprzeczności z zasadą wołanej woli, albowiem brak odpowiednich umiejętności czy
chwalebnych rekomendacji z poprzedniego miejsca pracy są ciągnącym"! się po dziś dzień
konsekwencjami dawnych wyborów. Tyle ŜŜe nic juŜ teraz nie da się w tym zmienić. Moja
dzisiejsza wolnośść jest ograniczana przez wolność wczorajszą: jestem zdeterminowany przez
swoje dawne poczynania.
Po trzecie, mogę się przekonać (i z j pewnością wcześniej lub później istotnie się przekonam), Ŝe
poniiewaŜ urodziłem się, powiedzmy, w Wielkiej Brytanii i angielski jest moim językiem
ojczystym, najlepiej czuję się w rodzininyni kraju, pośród ludzi mówiących po angielsku. Gdzie
indziej nie jestem pewien, jakie będą skutki moich poczynań, a niepewn'ość rodzi poczucie
skrępowania- Trudno mi się porozumieć, me chwytam znaczenia postępków innych ludzi i sam
mam wątpliwości, co powinienem robić, aby precyzyjnie wyrazić intencja i osiągnąć zamierzone
rezultaty. Podobnie deprymującego uczucia mogę doznać w wielu innych sytuacjach i wcale nie
trzeba po to wyjeŜdŜać do obcych krajów. Jeśli pochodzę z rodziny robotniiczej, nierzadko poczuję
się nieswojo pośród zamoŜnych sąsiadów z klasy średniej. Albo teŜ jako katolik mogę stwierdzić,
Ŝe trudno mi Ŝyć zgodnie z bardziej swobodnymi obyczajami, kitóre rozwody i aborcję uznają za
normalne zdarzenia Ŝyciowe-- Jeśli znajdę czas, aby zastanowić się nad podobnymi
doświadczeniami, najprawdopodobniej dojdę do wniosku, Ŝe takŜe grupa, w której najbardziej
czuję się u siebie, ogranicza moją wolność, gdyŜ uzaleŜnia od siebie moje poczucie autonomii. To
w owej grupie najpełniej mogę realizować wolność, albowiem tyl^o tu potrafię poprawnie ocenić
sytuację i wybrać takie działanie, które spotka się z aprobatą innych, najlepiej pasując do
warunków. Ów fundamentalny fakt, Ŝe tak dobrze jestem przystosowipy do wymagań mojej grupy,
ogranicza wszakŜe swobodę poczynań w rozległej, kiepsko oznakowanej, a jakŜe często
konstemują^ej i budzącej lęk sferze zewnętrznej. Naginając mnie do swoich oczekiwań i zasad,
grupa
Wolność i zaleŜność
nauczyła mnie korzystać z wolności, zarazem jednak ogranie mój dostęp do swojego terytorium.
Grupa, do której naleŜę, odgrywa przeto dwuznaczną Z jednej strony, umoŜliwia mi wolne
działania, z dn jednak ogranicza mnie przez nałoŜenie wędzideł na mą ność. UmoŜliwia wolność w
ten sposób, Ŝe wskazuje, jak typu pragnienia będą w jej ramach akceptowane i "rozsąc uczy
postępować w sposób adekwatny do tych chęci i póz właściwie rozpoznawać sytuację oraz słusznie
odczytywać c;
i intencje osób, które mają wpływ na ostateczny efekt m usiłowań. Równocześnie jednak ogranicza
mnie, wytyczając szar, na którym potrafię właściwie spoŜytkować wolność przecieŜ mnóstwo dóbr,
jakie jej zawdzięczam, wszystkie nie nione zdolności w niej nabyte stają się zawadą, ilekroć (

kraczam granice grupy i znajduję się w otoczeniu, gdzie pragnienia cieszą się uznaniem,
dozwolone są inne taktyki, z zek zaś zachowań z intencjami niepodobny jest do tego, kto
przywykłem oczekiwać.
Nie są to bynajmniej jedyne wnioski, do których mogę d jeśli będę miał okazję i ochotę zastanowić
się nad swoimi świadczeniami. Odkryję coś jeszcze bardziej zaskakującego. częściej ta właśnie
grupa, która odgrywa tak kluczową, a zara dwuznaczną rolę w sprawie wolności, nie została swobo
przeze mnie wybrana. Jestem jej członkiem, gdyŜ urodziłen w niej. Grupa, która uczyniła mnie
wolnym człowiekiem i ci określa granice wolności, przejęła kontrolę nad moim Ŝy< (pragnieniami,
celami, czynami, do których się skłaniam których się powstrzymuję), ale nikt mnie w tej kwestii
nie ] o zdanie. To nie za sprawą wolnego wyboru stałem się członi owej grupy; przeciwnie, w ten
sposób dała o sobie znać i zaleŜność. Nigdy nie postanawiałem, Ŝe będę Francuzem, < noskórym
czy członkiem klasy średniej. Mogę przyjąć swo z obojętnością bądź rezygnacją, mogę teŜ przystać
na n z entuzjazmem i starać się jak najlepiej odegrać narzuconi role: szczycąc się francuszczyzną,
podkreślając piękno cz< skóry albo prowadząc Ŝycie rozwaŜne i szacowne, jak na czł< klasy
średniej przystało. Gdybym jednak zapragnął odmieni"
32
Socjologia
czym uczyniła mnie grupa, i chciał stać się inną osobą, zdobyć się będę musiał na największy
wysiłek. Potrzeba będzie tyle trudu,, samopoświęcenia, determinacji i wytrwałości, ile nigdy nie
wymaga Ŝycie układne i pogodzone z wymaganiami grupy, w którejj się urodziłem. Zobaczę, Ŝe to
właśnie ona jest najzajadlejszymi z wrogów, jakich muszę pokonać na drodze do ostatecznego
zwycięstwa. RóŜnica pomiędzy łatwością płynięcia z biegiem rzeki i trudnością poruszania się pod
prąd decyduje o władzy,, jaką ma nade mną naturalna grupa, oraz o mojej zaleŜności.
Kiedy dokładnie się zastanowię i spróbuję wyliczyć wszystkie te rzeczy, które - z korzyścią czy
szkodą - zawdzięczam grupie, lista okaŜe się całkiem długa. Dla zwięzłości podzielmy wszystkie
jej elementy na cztery kategorie. Po pierwsze, będą to cele warte i niewarte zachodu- Jeśli rodzina
naleŜy do klasy średniej, to najprawdopodobniej wyŜsze wykształcenie będzie mi się wydawać
niezbędne do Ŝycia przynoszącego sukces i satysfakcję, jeśli natomiast urodziłem się w środowisku
robotniczym, najpewniej będę skłonny wcześnie rozstać się ze szkołą i poszukać pracy, która nie
wymaga długiej edukacji, a pozwoli mi póki czas "uŜywać Ŝycia", a potem, być moŜe, wspomagać
rodziców. To od grupy zatem przejmuję cel, dla którego zuŜytkuję zdolność "wolnego wyboru". Po
drugie, będą to środki, po które sięgnę, realizując cele. TakŜe i te zawdzięczam grupie, chociaŜ
stały się swego rodzaju "prywatnym kapitałem" do wykorzystania: język i "mowa ciała", za
pomocą których przekazuję innym swoje intencje, zapał, z jakim zmierzam tylko do pewnych
celów, i, mówiąc ogólnie, wszystkie formy postępowania uznanego za odpowiednie w przypadku
konkretnego celu. Po trzecie, będą to kryteria waŜności, sposób oddzielania obiektów i osób
waŜnych dla realizacji danego celu od niewaŜnych. To grupa uczy mnie odróŜniać sojuszników od
wrogów czy rywali,, a takŜe od tych, którzy nie są ani jednymi ani drugimi i dlatego mogę ich
pominąć w rozwaŜaniach, traktując obojętnie czy lekcewaŜąco. Po czwarte, będzie to "mapa
świata", na której nie znajdą się pewne obiekty obecne moŜe na mapach innych ludzi, ale u mnie co
najwyŜej zaznaczone jako białe plamy. Spośród róŜnych funkcji, jakie spełnia taka mapa, przede
wszystkim wskazać trzeba na selekcję
Wolność i zaleŜność
moŜliwych do pomyślenia, realistycznych projektów Ŝyciov które odpowiednie są dla "takich jak
ja". Naturalnej grupi wdzięczam przeto ogromnie wiele: całą tę ogromną wiedzę, d której potrafię
poruszać się w świecie i pośród ludzi, bez h zaś nie umiałbym uporać się z najprostszymi
bieŜącymi spraw
Mówiąc szczerze, najczęściej w ogóle nie uświadamiam ;

owej wiedzy. Poproszony o wyjaśnienie kodu, przy uŜyciu kt( porozumiewam się z innymi i
rozszyfrowuję ich poczyi względem mnie, najprawdopodobniej stanę zakłopotany. Bi moŜliwe, Ŝe
nie do końca zrozumiem, czego dotyczy pr a kiedy juŜ to pojmę, i tak nie potrafię zrekonstruować
o' kodu (zupełnie tak samo jak mogę mieć zasadnicze kł( z podaniem najprostszych reguł
gramatyki języka, którym ! inąd władam kompetentnie, biegle i bez wysiłku). Mimo to wiedza
gdzieś we mnie zawarta pozwala mi stawić czoło zada i wyzwaniom dnia powszedniego.
Rozporządzam nią nie w f reguł, które potrafiłbym wyrecytować, lecz w postaci ze;
praktycznych umiejętności, które bez dodatkowego pozwalają mi sprawnie funkcjonować.
To dzięki owej wiedzy czuję pewność siebie i nie muszę ( się zastanawiać, jak naleŜy postąpić.
Jeśli korzystam z niej w i mierze nieświadomie, to jest tak dzięki temu, iŜ podstawom zasady
nabyłem w dzieciństwie, w okresie, z którego nie-pozostaje w pamięci, dlatego teŜ, nawet gdy
usilnie zagłę się w swe doświadczenia i przebiegam myślą wspomnienia, b;
niewiele mogę powiedzieć o sposobie, w jaki uzyskałem stawowe informacje. Z kolei niepamięć
źródeł owej wiedz;
cyduje o Jej tak silnym osadzeniu się we mnie, o tak wi( nade mną władzy, Ŝe uznaję ją za coś
"naturalnego", c z reguły ani się nie kwestionuje, ani nie analizuje. Jeśli p chcę się dowiedzieć, w
jaki sposób powstaje i zostaje przeki przez grupę wiedza o Ŝyciu codziennym, muszę się zwróć:
odpowiedź do zawodowych psychologów i socjologów. Sl dla wielu osób będzie zaskakujący: to,
co wydawało się oczy\ klarowne i naturalne, teraz ukazuje się jako zespół przeświad dla których
oparciem jest jedynie autorytet grupy, jednej z ^ moŜliwych.
Nikt moŜe nie przyczynił się bardziej do zrozumienia takiej;) internalizacji standardów grupowych
od amerykańskiego psychologa społecznego Georgia Herberta Meada. Większość pojęć;, których
uŜywa się do opisu tego, jak nabywamy podstawowe;
umiejętności społeczne, została ukuta przez niego. Do najsławniejszych naleŜy para "Ja
wewnętrzne" i "Ja zewnętrzne"*,, która odsyła do rozdwojenia w naszej osobie: z jednej strony jest:
część, którą dana osoba uznaje za przychodzącą z zewnątrz, od':
społeczeństwa, w postaci oczekiwań i wzorców), z drugiej - "Ja prawdziwe", sfera najintymniejsza,
gdzie owe zewnętrzne, społeczne wymagania są odczytywane, badane i wartościowane. Grupa
uczestniczy w kształtowaniu osobowości za pośrednictwem "Ja zewnętrznego". Dzieci uczą się, iŜ
są obserwowane, oceniane, karcone, nakłaniane do odpowiednich zachowań, przywoływane do
porządku, gdy zrobią coś źle. Doświadczenia te osiadają w rozwijającej się osobowości dziecka
jako obraz oczekiwań Ŝywionych wobec niego przez innych, którzy najwyraźniej wiedzą, jak
odróŜnić zachowania właściwe od niewłaściwych. Nagradzają pierwsze, a karzą za drugie, gdyŜ te
stanowią naruszenie norm. Jako nieświadome zrozumienie reguły oczekiwań, pamięć o czynach
chwalonych J ganionych utrwala się w "Ja zewnętrznym", które nie jest niczym innym niŜ moim
własnym obrazem tego, jak inni mnie postrzegają. Owi "inni" to nie są bynajmniej dowolne osoby
z otoczenia. Spośród mnogości ludzi, z którymi dziecko się styka, niektórzy zostają wyróŜnieni
jako znaczący. Są to osoby, których oceny i reakcje liczą się
najbardziej, najgłębiej zapadają w pamięć i są dlatego najbardziej efektywne.
Z tego, co dotychczas powiedziano, moŜna by wyciągnąć błędny wniosek, Ŝe kształtowanie się
osobowości poprzez naukę i ćwiczenie jest procesem pasywnym, w którym wszystko zaleŜy od
innych, Ŝe dziecko faszerowane jest instrukcjami, a potem metodą kija i marchewki, dzięki
pochwałom i przyganom, nagi* Oryginalne terminy / i Me w polskich przekładach Meada oddawane są jako "Ja podmiotowe" i
"Ja przedmiotowe". W niniejszej pracy przyjęto "Ja wewnętrzne*' i "Ja zewnętrzne" (przyp- tłum,).
Wolność i zaleŜność
nane jest do posłuszeństwa. Prawda jednak wygląda ini Osobowość dziecka rozwija się w jego
interakcji z otoczę' co znaczy, Ŝe aktywność i inicjatywa występują po obu stro i trudno oczekiwać,

Ŝeby było inaczej. Jednym z pierw ; odkryć, jakich dziecko musi dokonać, jest to, iŜ "inni" róŜn ;
między sobą. Rzadko patrzą w oczy, wydają sprzeczne polei
- którym nie moŜna jednocześnie uczynić zadość. Bardzo c [ spełnienie jednego nakazu oznacza
złamanie innego. Dlate^ | dziecko nader szybko musi nauczyć się zdolności rozróŜi
• i selekcji, do tego zaś nieodzowna jest umiejętność oparć:
naciskom oraz przeciwstawienia przynajmniej niektórym wnętrznych sił. Innymi słowy, dziecko
uczy się w y b o r u i powiedzialnościza swe czyny, a owe władze repreze ta część osoby, która
nazwana została "Ja wewnętrznym względu na niespójne i sprzeczne treści w "Ja zewnętrz
(niezgodne sygnały o oczekiwaniach róŜnych innych"), "J, wnętrzne" musi jak gdyby z boku
patrzyć na zewnętrzne m wywierane na "Ja zewnętrzne", aby przeglądać je, ktasyfik i oceniać.
Ostatecznie to "Ja wewnętrzne" dokonuje w i dlatego jest właściwym "autorem" następującego
potem c Im silniejsze "Ja wewnętrzne", tym bardziej autonomii jest osobowość dziecka. Siła ,Ja
wewnętrznego" wyra;
w zdolności i gotowości danej osoby do tego, by zewn^ naciski zintemalizowane w "Ja
zewnętrznym" poddać zba< sprawdzić ich siłę i granice, ewentualnie przeciwstawić si a takŜe
ponieść tego konsekwencje.
Przy oddzielaniu się "Ja wewnętrznego" od "Ja zewnętrzi istotna jest zabawa dziecka w róŜne role.
Dziecko bawią przyjmuje role innych osób, na przykład ojca czy matki, i perymentuje z ich
zachowaniem (włącznie z postawą wobec samego), a wtedy uczy się traktować działania jako
podejmę role: coś, co moŜna robić, ale i nie robić. Co więcej, ori< się, Ŝe działania są odpowiedzią
na potrzeby sytuacji i wraz mogą się zmieniać. Owa osoba działająca nie jest identyczna
wewnętrznym", jest swoiście od niego odrębna. Dzieci i mają coraz bogatszą wiedzę o rolach i
zaczynają nien podejmować gry, które w przeciwieństwie do zabawy zaw
36
Socjologia

element współpracy uczestników i koordynacji ich działań. Teraz dziecko eksperymentuje z
umiejętnością, która jest najistotniejsza dla rzeczywiście autonomicznej osoby: doboru właściwej
odpowiedzi na posunięcia innych ora-z nakłonienia ich bądź zmuszenia do poŜądanych zachowań.
W takich zabawach i grach dziecko wyrabia w sobie nawyki i umiejętności poŜądane w
zewnętrznym świecie społecznym, a takŜe staje się zdolne do działania w tym świecie jako wolna autonomiczna i odpowiedzialna - osoba. W trakcie owego wielowątkowego procesu dziecko
jednocześnie rozwija osobliwie dwoistą postawę, którą wszyscy dobrze znamy:
mamy osobowość (spoglądamy na swoje działania jakby z zewnątrz, pochwalając je, ganiać,
usiłując je kontrolować i korygować w razie potrzeby) i jesteśmy sobą (pytając siebie na przykład:
"Jak naprawdę wyglądam?" albo "Kim naprawdę jestem?", czasami buntując się przeciw modelom
Ŝycia, które inni chcą nam narzucić, a zamiast tego próbując osiągnąć "Ŝycie autentyczne", zgodne
z naszym prawdziwym charakterem). Sprzeczności pomiędzy wolnością i zaleŜnością
doświadczam jako wewnętrzny konflikt pomiędzy tym, co chcę zrobić, a tym, do zrobienia czego
czuję się zobowiązany, gdyŜ tak a nie inaczej ukształtowały mnie inne, znaczące osoby.
Osoby takie nie wytwarzają osobowości dziecka z niczego, lecz obraz swój odciskają na
"naturalnych" (przedspołecznych, czy ściślej, przededukacyjnych) predyspozycjach dziecka - i n-s t
y n k t a c h czy popędach - które w ludzkim Ŝyciu odgrywają wprawdzie mniejszą rolę niŜ u
innych zwierząt, niemniej jednak naleŜą do biologicznego uposaŜenia kaŜdego noworodka. O jakie
miałoby tu chodzić instynkty, ciągle pozostaje kwestią sporną: naukowcy znacznie róŜnią się w
opiniach; jedni większość zachowań, które wydają się uwarunkowane społecznie, chcą wyjaśniać
determinacjami biologicznymi, inni niemal nie dostrzegają granic dla społecznego formowania
ludzkich poczynań. Tak czy owak, wszyscy zgodzą się, Ŝe społeczeństwo ma słuszne prawo do

ustanawiania i narzucania standardów właściwego postępowania, argument zaś na rzecz owej
słuszności brzmiałby następująco;
społeczeństwo musi kształtować swoich członków, albowiem naturalne predyspozycje ludzi
uniemoŜliwiłyby współŜycie albo
Wolność i zaleŜność
uczyniłyby je nieznośnie brutalnym i niebezpiecznym. Wieki naukowców zgadza się, Ŝe niektóre z
naturalnych popędó szczególnie silne i dlatego w ten czy w inny sposób muszą okiełznane przez
grupę. Gdy mowa o popędach, które grupa i na własną zgubę moŜe pozostawić bez Ŝadnej kontroli,
najeŜa wymienia się popęd s e k s u a l n y i agresji. Badacze pod łaja, Ŝe nieograniczanie takich
popędów doprowadziłoby d< intensywnych konfliktów, Ŝe nie wytrzymałaby tego Ŝadna |
społeczna.
Powiada się zatem, Ŝe wszystkie trwałe grupy musiały rozv skuteczne sposoby poskramiania,
tamowania, represjonowani, jakiegoś innego kontrolowania tego typu popędów. Zygi Freud, twórca
psychoanalizy, uznał, Ŝe cały proces samoroz oraz społecznej organizacji grup ludzkich moŜna
zinterpreti w kategoriach potrzeb oraz praktycznych wysiłków, których c jest kontrola ekspresji
społecznie niebezpiecznych popę a zwłaszcza popędu seksualnego i agresji. Zdaniem Freudi
stynkty nigdy nie giną, niepodobna ich zniszczyć, a moŜi tylko "zrepresjonować", zepchnąć do
nieświadomości. W lochu są one utrzymywane przez superego, zinternalizo' wiedzę o Ŝądaniach i
naciskach grupy. Freud obrazowo na superego "garnizonem", który zwycięska armia społeczer
pozostawiła w zdobytym mieście, aby zapewnić sobie posłus two stłumionych instynktów. Samo
ego zawsze znajduje się p pomiędzy dwiema potęgami: instynktów, które zepchnięte w^ dzie
zostały w nieświadomość, ale ciągle pozostają Ŝywe, superego (podobnego do "Ja zewnętrznego"
Meada), które na na ego (odpowiednik "Ja wewnętrznego"), aby to nie pozv instynktom wyrwać się
na wolność. Norbert Elias, brył socjolog niemieckiego pochodzenia, który hipotezę Freuda p
rozległymi badaniami historycznymi, twierdzi, Ŝe nasze doś' czenie samych siebie wyrasta właśnie
z owego dwoistego na któremu jesteśmy poddani. Wspomniana juŜ dwoista poi wobec samych
siebie odzwierciedla dwuznaczną sytuację, w j sytuują nas dwie siły działające w przeciwnych
kierunkach.;
w grupie, muszę kontrolować siebie, co znaczy, Ŝe moja < Podlega nadzorowi, a doglądającym
mam być właśnie ja si
Wszystkie społeczeństwa bez wątpienia kontrolują naturalne predyspozycje swych członków i
starają się określić formy dopuszczalnych interakcji. Mniej pewne jest natomiast, czy tłumione są
tylko antyspołeczne elementy naturalnego uposaŜenia (jak z zapałem utrzymują rzecznicy
rygoryzmu społecznego). Wedle obecnej wiedzy, nie ma Ŝadnego jednoznacznego dowodu na to,
Ŝe ludzie są istotami z natury agresywnymi i dlatego trzeba ich hamować i nimi sterować. To, co
zaklasyfikowane zostaje jako wybuch naturalnej agresji, jest najczęściej produktem wrogości czy
nienawiści, a korzenie obu tych postaw są wyraźnie bardziej społeczne niŜ genetyczne. Innymi
słowy, chociaŜ prawdą jest, Ŝe grupy kształtują i kontrolują zachowania swoich członków, wcale
jeszcze z tego nie wynika, iŜ czynią je bardziej humanitarnymi i moralnymi. Powiedzieć moŜna
tylko tyle, Ŝe efektem owego szkolenia, nadzoru i kontrolowania jest lepsze dostosowanie
zachowań do wzorców, które dany typ grupy społecznej uznaje za właściwe i jako takie wpaja
swoim członkom.
Proces kształtowania się "Ja wewnętrznego" i "Ja zewnętrznego", tłumienia instynktów i
wytwarzania superego często określa się mianem socjalizacji. Zostałem poddany socjalizacji (czyli
ukształtowany tak, bym mógł Ŝyć w społeczności) w tej mierze, w jakiej na skutek społecznych
nacisków przystosowałem się do Ŝycia i działania w ramach grupy. W ten sposób zyskałem
umiejętność zachowywania się tak, jak na to zezwala społeczeństwo, czyli umiejętność bycia
"wolnym" i odpowiedzialnym za swe czyny. Owych znaczących innych, którzy odegrali tak waŜną

rolę we wpojeniu mi tych umiejętności, moŜna zatem uznać za funkcjonariuszy socjalizacji. Ale
kto to taki? Widzieliśmy juŜ, Ŝe główną siłą kształtującą rozwój osobowości jest obraz intencji i
oczekiwań innych, jaki wyrabia sobie dziecko, a jaki niekoniecznie musi się pokrywać z
rzeczywistymi intencjami i oczekiwaniami. Co więcej, to dziecko samo dokonuje wyboru
najwaŜniejszych osób spośród tych, które pojawiają się w jego polu widzenia. Swoboda tego
wyboru nie jest oczywiście nieograniczona; niektórzy spośród "innych" mogą bardziej skutecznie
ingerować w świat dziecka i wpływać na ową selekcję. PoniewaŜ jednak w świecie społecznym
działają obok siebie grupy o odmiennych
zamierzeniach i róŜnych sposobach Ŝycia, dziecko nie i uniknąć wyborów. Kiedy Ŝądania innych
osób znaczącyc sprzeczne i nie sposób uczynić im zadość jednocześnie, niekti trzeba poświęcić
więcej uwagi, czyniąc je w ten sposób bai waŜnymi.
Nie tylko dziecko staje przed koniecznością z r ó Ŝ n i c c n e g o wartościowania. I wy, i ja znamy
to z własnego dos\ czenia. Codziennie dokonywać muszę wyboru pomiędzy zad mi rodziny,
przyjaciół i szefów, a nader często wszyscy dom się ode mnie zrobienia róŜnych rzeczy w tym
samym c;
Muszę niekiedy rozczarować znajomych, których lubię i sza aby zadowolić innych, równie przeze
mnie lubianych. Il< wypowiadam opinie polityczne, tylekroć mogę być zupełni wien, Ŝe niektórzy
ludzie, których znam i cenię, będą o to do mnie pretensje, gdyŜ nie zgodzą się ze mną. Niewiele ]
począć, aby uniknąć takich nieprzyjemnych konsekwencji nych wyborów. Jeśli coś uznaję za
waŜne, coś innego potrakt muszę jako mniej waŜne; gdy wyróŜniam pewne osoby, inne ] sam ten
fakt spycham na drugi plan czy w tło. Bardzo c moŜna w ten sposób wzbudzić czyjąś niechęć.
Niebezpieczer to jest tym większe, im bardziej moje otoczenie jest heteroge BC, czyli złoŜone z
grup o rozbieŜnych ideałach i modelach s a zatem - konfliktowe.
Kiedy w otoczeniu takim wyodrębniam najwaŜniejsze dla osoby, spośród wszystkich grup jedną
czynię swą grups niesienia. Właśnie z uwagi na nią wartościuję swoje zachow od niej przejmuję
standardy całego Ŝycia czy teŜ poszczegól jego aspektów. To, co wiem o wybranej grupie
odniesienia, E się ogólną podstawą oceny. Ta wiedza zadecyduje o przyjen uczuciu, Ŝe to, co robię,
jest słuszne, albo o niemiłej świadon Ŝe powinienem był postąpić inaczej. Wzorce grupy odnie*
będę naśladował w sposobie mówienia, doborze stów, ro ubioru. Od niej będę starał się
dowiedzieć, czy i w j sytuacjach mam być śmiały i niepokorny, a w jakich posłu trzymać się
utartych ścieŜek. Z posiadanego przeze mnie o grupy odniesienia postaram się wydobyć poradę,
jakie r godne są. uwagi, ,a jakie na nią nie zasługują. Wszystko to
J --^0'**
robił jak gdyby w oczekiwaniu na pochwałę grupy odniesienia, na potwierdzenie, Ŝe ciągle jestem
jej członkiem, Ŝe w pełni zadowolona z mojego sposobu Ŝycia traktuje mnie jako Jednego z
naszych". Będę postępował tak, jak gdybym chciał uniknąć represji, za pomocą których grupa
odniesienia mogłaby mnie przywołać do porządku, gdybym naruszył reguły.
A przecieŜ to przede wszystkim za sprawą moich wyborów i rozwaŜań, konkluzji i działań, grupa
odniesienia staje się tak waŜnym czynnikiem kształtowania moich postaw. Nierzadko same te
grupy są na szczęście nieświadome moich pilnych wysiłków, aby naśladować to, co wydaje mi się
ich sposobem Ŝycia i ich standardami. Mówiąc dokładniej, niektóre z tych grup moŜna zasadnie
nazwać normatywnymi grupami odniesienia, jako Ŝe istotnie -, przynajmniej czasami - ustanawiają
normy mego postępowania, kontrolują, co robię, i są w stanie "normatywnie oddziaływać" na moje
czyny, nagradzając je bądź karząc, akceptując bądź korygując. Szczególnie waŜne spośród tych
grup to; rodzina, koledzy, w których towarzystwie spędzam większość czasu, nauczyciele,
zwierzchnicy w pracy, sąsiedzi, których nie mogę nie spotykać i przed których spojrzeniem trudno
mi się ukryć. ChociaŜ wszystkie te osoby mogą reagować na moje zachowania, przez to samo nie
tworzą jeszcze grupy odniesienia- Zostają do niej zaliczeni dzięki mojemu wyborowi: wówczas

kiedy ich zainteresowanie staje się dla mnie waŜne, kiedy zaczynam się troszczyć o ich opinię na
mój temat. Mogę wprawdzie lekcewaŜyć ich naciski (nawet ze szkodą dla siebie) i z rozmysłem
postępować wedle potępianych przez nich standardów. Dla przykładu, mogę celowo łamać
wyobraŜenia moich sąsiadów na temat właściwego wyglądu ogródka przed domem, ludzi, których
wypada przyjmować, i pory dnia odpowiedniej dla odwiedzin. Mogę sprzeciwić się lekcewaŜeniu,
z jakim koledzy wypowiadają się na temat ślęczenia nad ksiąŜkami, uwaŜają bowiem, Ŝe
wymagania nauczycieli spełniać trzeba jak najmniejszym kosztem. Mogę "dać sobie luz", kiedy
grupa wzywa do zaangaŜowanych działań. Nawet normatywne grupy odniesienia mogą zatem
oddziaływać tylko wtedy, gdy zgodzę się uznawać je za grupy odniesienia i z tych czy innych
przyczyn nie będę opierać się ich naciskowi, lecz przystosuję się do oczekiwań.
Wolność i zaleŜność
Konieczność mojej zgody staje się jeszcze bardziej oczy w przypadku porównawczych grup
odniesienia, takich gru których nie naleŜę, pozostając, by tak rzec, poza ich zasiej Dostrzegam
porównawcze grupy odniesienia, ale nie jestem nie widziany. WyróŜnienie jest w tym przypadku
jednostn uznaję poczynania i standardy owych grup za znaczące, poi gdy one nie zwracają uwagi
na moje istnienie. Z powodu lącego nas dystansu często nie mają fizycznej moŜliwości zerowania i
oceniania moich zachowań; dlatego nie mogą u mnie za odstępstwa, ale takŜe nie nagrodzą za
posłuszeń PoniewaŜ za sprawą publikatorów, a przede wszystkim tele1 wszyscy jesteśmy coraz
bardziej naraŜeni na natłok infon o bardzo róŜnorodnych sposobach Ŝycia, wydaje się, Ŝe p( nawcze
grupy odniesienia będą odgrywać coraz powaŜniejsz;
w kształtowaniu osobowości współczesnego człowieka. Telev radio, prasa z niezwykłą szybkością
upowszechniają infon o najnowszych modach i najświeŜszych fasonach, docieraji najodleglejszych
zakątków świata. W ten sposób nadają wa;
wzorcom, które czynią dostępnymi w swych relacjach; z bowiem pewnością sposoby Ŝycia, które
zasługują na poka milionom ludzi na całym świecie, godne są uwagi i, jei moŜliwe, naśladowania...
Mam nadzieję, Ŝe uwagi te zasugerowały juŜ, iŜ proces jałizacji nie ogranicza się do doświadczeń
dziecięcych. W ii proces ten nie ma kresu i toczy się przez całe nasze i sprawiając, Ŝe wolność i
zaleŜność w skomplikowany sr nieustannie na siebie oddziałują. Socjologowie mówią nie] o
wtórnej socjalizacji, aby od internalizacji w dzieciństwie stawowych sprawności społecznych
odróŜnić nieprzerwany p kształtowania osobowości, który rozgrywa się w późniejs latach Ŝycia.
Czyniąc tak, socjologowie skupiają uwagę na sy jach, w których dramatycznie ujawnia się
niewystarczalność adekwatność pierwotnej socjalizacji: gdy, dla przykładu, wyjeŜdŜa do odległego
kraju, gdzie mówi się nieznanym jeŜy i panują odmienne obyczaje, i dlatego trzeba nie tylko r
nowych umiejętności, ale takŜe oduczyć się starych, będi teraz w duŜej mierze zawadą. Albo gdy
osoba wychował
Rozdział 2
My i oni
Adam Smith, bystry obserwator paradoksów Ŝycia społecznego, zauwaŜył kiedyś, Ŝe w
cywilizowanym społeczeństwie wszyscy nieustannie potrzebujemy współpracy i pomocy wielkiej
liczby ludzi, a zarazem ledwie starcza nam Ŝycia na to, aby zaskarbić sobie przyjaźń kilku osób.
Pomyślmy tylko o niezliczonej rzeszy wszystkich tych nic znanych nam ludzi, którzy nieodzowni
są do tego, abyśmy mogli spokojnie przeŜyć kolejny dzień: dzięki którym na talerzu pojawiają się
płatki śniadaniowe, na skrzyŜowaniach palą się światła sygnalizacyjne, fabryki ograniczać muszą
wydzielanie toksycznych substancji, a złodzieje nie mogą bezkarnie rabować ludzi. Pomyślmy o
ogromnej rzeszy osób równieŜ w większości nam nie znanych, które ograniczają naszą wolność
wyboru pomysłu na Ŝycie (chcą kupować te same co my towary, dzięki czemu producenci mogą
utrzymywać wysokie ceny; uznają, Ŝe robot lepiej się sprawdza przy porządkach domowych i
dlatego utrudniają nam znalezienie pracy; w pogoni za swoimi sprawami zwiększają

zanieczyszczenie powietrza i wody, wzmagają hałas, niszczą szosy, a my niewiele na to moŜemy
poradzić). Zestawmy teraz z tą wielką rzeszą ludzką listę osób, które znamy, których twarze
rozpoznajemy, a imiona pamiętamy: oczywisty jest wniosek, Ŝe ludzie nam znani, czy chociaŜby
tacy, o których słyszeliśmy, stanowią bardzo mały ułamek owej bezimiennej gromady;
jak mały, tego nigdy nie będziemy wiedzieć...
Kiedy zastanawiam się nad ludźmi dawnymi, teraźniejszymi i przyszłymi, widzę, w jak róŜnych
wobec nich pozostaję relacjach. Niektórych spotykam dość często i dlatego znam ich nieźle;
mam wraŜenie, iŜ wiem, czego mogę, a czego nie mogę się po nich spodziewać, wiem, jak sprawić,
Ŝeby na moje zachowanie
My i oni__________. ,___________
zareagowali w sposób przeze mnie zamierzony. Z takimi oso1 pozostaję w relacji interakcj i;
porozumiewamy si rozmawiamy ze sobą, przekazujemy sobie informacje, zasi wiamy się nad
sprawami wspólnie nas interesującymi, aby d nać jakichś uzgodnień. Innych spotykam tylko w
szczegół] sytuacjach i specyficznych warunkach, gdzie ja bądź inni chc otrzymać lub wymienić
pewne określone usługi (rzadko spoty nauczycieli poza salami wykładowymi czy seminaryjnymi; |
nego sprzedawcę widuję tylko przy okazji zakupów; dent chwalić Boga, widuję jeszcze rzadziej:
gdy ząb wymaga leczę Relacje z takimi ludźmi mogę nazwać funkcjonalnymi. W k mojego Ŝycia
wypełniają oni pewne funkcje; nasze koni ograniczają się tylko do pewnych aspektów moich
(chociaŜ z ] nością i ich) zainteresowań oraz poczynań. W większości przy ków nie ciekawią mnie
te aspekty osobowości takich ludzi, l nie wiąŜą się bezpośrednio z ich funkcjami. Nie wypytuję S]
dawcy o sprawy rodzinne, dentysty o jego hobby, nie nagE wykładowcy politologii o jego smak
artystyczny - i tego sar oczekuję od nich. Ich zainteresowania podobnymi kwes1 uznałbym za
bezprawne naruszenie tego, co w stosunku do jest sferą mojej prywatności. Nie pozwoliłbym na
ingerencje, gdyby ktoś ich spróbował, oznaczałoby to ho\ naduŜycie lub naruszenie reguł naszej
relacji, która ostate< streszcza się do wymiany określonych usług. Jeszcze in osób nie spotykam
prawie nigdy. Wiem, Ŝe istnieją, ale nie w;
mi się waŜni w kręgu codziennych spraw i nie zastanawiar powaŜnie nad moŜliwością
bezpośredniego z nimi kontaktu. w ogóle myślę o nich, to z rzadka, przelotnie i ogólnikowo
Alfred Schutz, uczony amerykański niemieckiego pochc nią, który załoŜył w socjologii tak zwaną
szkołę fenomenolo, na, zasugerował, Ŝe z jednostkowego punktu widzenia, wszys łudzi moŜna
rozmieścić wzdłuŜ wyimaginowanej linii, na h odmierzałoby się społeczny dystans rosnący wraz z
tym maleje ilość i intensywność społecznych oddziaływań. Ja wyznaczyłbym punkt wyjścia;
najbliŜej znaleźliby się znaj( osoby, z którymi utrzymuję naprawdę bezpośrednie kont Znajomi
zajmują tylko niewielki fragment odcinka obejmują
46
Socjologia

moich współczesnych, ludzi, którzy Ŝyją równocześnie ze mną i z którymi przynajmniej
potencjalnie mógłbym się zetknąć bezpośrednio. Moje relacje z nimi są, oczywiście, ogromnie
zróŜnicowane: niektórzy są dla mnie konkretnymi osobami (politycy, aktorzy), inni występują
tylko jako pewne typy ludzkie (starcy. Murzyni, śydzi, Latynosi, bogacze, chuligani futbolowi,
Ŝołnierze, biurokraci itd,) Im dalszy ode mnie jest punkt na linii, tym bardziej ogólnikowe i
schematyczne jest moje myślenie o reprezentowanych przezeń ludziach, tym bardziej teŜ obojętne
byłoby moje zachowanie względem nich, gdyby doszło do spotkania. Jednak oprócz
współczesnych są takŜe (przynajmniej na linii, która jest graficzną prezentacją ludzkości) moi
przodkowie i potomni. RóŜnią się od współczesnych tym przede wszystkim, iŜ moje z nimi
prozumienie Jest niekompletne, jednostronne i musi takie pozostać - na zawsze lub na razie.

Przodkowie mogli pozostawić mi pewne komunikaty (zwane t r a d y-cj ą albo pamięcią
historyczną), tyle Ŝe nie sposób na nie i m odpowiedzieć. Z potomnymi sprawa ma się odwrotnie;
wraz ze swoimi współczesnymi zostawiam im komunikaty, zawarte w tym, co zbiorowo bądź
indywidualnie budujemy czy piszemy, nie oczekuję jednak na nie odpowiedzi. śadna z tych
kategorii nie jest oddzielona od reszty ostrymi, wyrazistymi przedziałami;
granice są tu postrzępione, gdyŜ ludzie zmieniają swoje umiejscowienie, napływając do centrum i
oddalając się od niego, współcześni stają się przodkami, potomni - współczesnymi.
Istnieją dwa typy bliskości: duchowa i fizyczna, wcale jednak nie muszą się ze sobą pokrywać. Na
terenach gęsto zaludnionych, Jak na przykład w centrach wielkich miast, w kaŜdej chwili jest w
naszym pobliŜu wielu ludzi, z którymi niewiele duchowo nas łączy; jak zobaczymy w rozdziale
trzecim, fizyczna bliskość moŜe iść w parze ze znacznym duchowym oddaleniem (Ŝycie w mieście
domaga się wręcz wyszukanej sztuki "neutralizowania" bliskości cielesnej, w przeciwnym bowiem
razie ległby na nas zbyt wielki cięŜar emocjonalny, a moralne powinności okazałyby się zbyt duŜe,
Ŝeby im podołać; dlatego teŜ ludzie w miastach muszą nauczyć się tej sztuki i z niej korzystać).
Bliskość duchowa czy moralna wyraŜa się w naszej umiejętności (i chęci) doświadczenia
My i oni
wspólnoty uczui, która sprawia, Ŝe innych ludzi postrzel jako osoby nam podobne: mające własne
cele i prawo da:
do nich, obdarzone podobnymi do naszych emocjami oraz pc na jak u nas podatnością na
przyjemność i ból. Wspólnota u zakłada zwykle empatię, zdolność (i chęć) do tego, stawiać się w
sytuacji innych, spojrzeć na rzeczy i sprawa oczyma. Zakłada równieŜ współodczuwanie, umiejęl
cieszenia się cudzymi radościami oraz dzielenia cudzych s ków. Taka wspólnota uczuć jest
najpewniejszym znakiei właściwie prawdziwą treścią) bliskości duchowej i moralnej. wzrasta
dystans społeczny, takŜe owa wspólnota uczuć wyczei się i zanika.
śyję pośród rozróŜnień i podziałów, które pozwalają m:
dzieć "nieciągłość w ciągłości", spostrzegać granice tam, f skądinąd istnieje wielość płynnie
przechodzących w siebie cieni, dzięki czemu mogę dzielić ludzi na kategorie, które di gają się
róŜnych postaw i róŜnych zachowań. Pomiędzy odróŜnieniami jest jedno, które ma największy
wpływ na :
relacje z innymi i na którym opierają się wszystkie inne graniczenia ucieleśniające się w moich
zachowaniach, a je odróŜnienie pomiędzy "nami" i "nimi". W zaimkach "my" i, wyraŜa się przede
wszystkim nie podział wszystkich ludzi na odrębne grupy, lecz róŜnica dwóch zdecydowanie
odmien postaw: uczuciowego związku i antypatii, zaufania i podejrzi sci, pewności siebie i trwogi,
gotowości do współpracy i wróg "My" oznacza grupę, do której sam naleŜę. Rozumiem dobrz co
dzieje się w jej obrębie, a poniewaŜ rozumiem, wiem postępować, i dlatego czuję się bezpiecznie,
jak u siebie \n mu". Grupa taka jest, by tak rzec, moim naturalnym otoczer sfera, w której chcę być
i do której powracam z uczuciem "Oni" stanowią natomiast grupę, do której albo nie mogę, nie
chcę naleŜeć. Mój obraz tego, co się w niej dzieje, jest pi rozmyty i fragmentaryczny, to zaś, czego
mogę od niej oczeki jest w duŜej mierze nieprzewidywalne i dlatego budzące Skłonny jestem
podejrzewać, Ŝe "oni" za moją rezerwę i si odpłacą tą samą monetą, podejrzliwością i niechęcią,
odpo dając na mój stosunek do ich grupy. Spodziewam się przeti
48
Socjologia

"oni" będą działać na przekór moim interesom, spróbują mi zaszkodzić, podstawić mi nogę, radzi z
moich niepowodzeń.

OdróŜnienie pomiędzy "my" i "oni" ujmuje się niekiedy w socjologii jako opozycję między grupą
własną i grupą obcą. Te dwie formy nie dają się od siebie oderwać: nie sposób odczuwać
przynaleŜność do grupy bez jednoczesnej świadomości zewnętrznego wobec niej otoczenia i vice
versa. Owe dwa człony opozycji w myśleniu i zachowaniach wzajemnie się wspomagają i
warunkują, a Jeden nabiera treści dzięki drugiemu. "Oni" nie są "nami", a "my" nie jesteśmy
"nimi"; owe zaimki dają się pojmować tylko jednocześnie, tylko we wzajemnym konflikcie.
Pojmuję siebie jako naleŜącego do pewnej grupy, jako jednego z "nas", tylko dlatego, Ŝe o innej
grupie myślę "oni". Te dwie opozycyjne grupy na mojej mapie świata zastygają w postaci
biegunów antagonistycznej relacji i to właśnie ów antagonizm czyni je dla mnie "rzeczywistymi",
nadając im w moich oczach jedność i spójność.
Opozycja ta jest głównym narzędziem, przy uŜyciu którego buduję swoją mapę świata (Jest zasadą
klasyfikacji, strukturą, która wyznacza innym miejsca w podzielonym świecie). Dzięki niej moja
szkoła róŜni się od szkół w sąsiedztwie; "my" róŜnimy się od kibiców innej druŜyny piłkarskiej,
czasami nader kłopotliwych; ludzie zamoŜni i najpewniej uczciwi płatnicy podatków róŜnią się od
"pasoŜytów", którzy pragną tylko Ŝyć na czyjś koszt;
ludzie spokojni, którzy chcą się tylko zabawić, róŜnią się od policji, która w tym przeszkadza;
szacowni, praworządni obywatele róŜnią się od "mętów", którzy za nic mają sobie wszelkie
przepisy i kochają bałagan; powaŜni, cięŜko pracujący dorośli róŜnią się od rozdokazywanych i
głupich wyrostków; młodzi ludzie, którzy chcą znaleźć swoje miejsce pod słońcem i uczynić świat
odrobinę lepszym, róŜnią się od "zgredów", którzy uparcie trwają przy swoich przestarzałych
wartościach; sprawiedliwy i pełen dobrych intencji naród róŜni się od swoich agresywnych, złych i
prostackich sąsiadów.
To z tego wzajemnego antagonizmu wyrastamy "my" i "oni", stąd płynie wzajemne siebie
ocenianie, a takŜe odmienność postaw emocjonalnych. MoŜna powiedzieć, Ŝe ów antagonizm
określa
My i oni
oba człony opozycji. MoŜna takŜe powiedzieć, Ŝe kaŜda si uzyskuje toŜsamość dzięki prostemu
faktowi, iŜ rozpoznaje s jako przeciwstawioną drugiej. Wynika stąd dość zaskaki wniosek: "inni" są
tym przeciwstawnym obrazem, którego , potrzebujemy dla własnej toŜsamości, dla spójności grup)
solidarności i emocjonalej stabilności. Gotowość do wspóh w obrębie własnej grupy potrzebuje
jakby oparcia w niechęi współpracy z obcymi. MoŜna by się nawet posunąć do sri dzenią. iŜ
rzeczywiste istnienie grupy, która zachowywałaś tak, jak by się tego oczekiwało od "nich", nie Jest
nieodzo gdyby nigdzie w pobliŜu nie było takiej grupy, trzeba l wynaleźć; spójność i integracja
społeczności wymagają prą nika, aby moŜna było wyznaczyć granice, narzucające lojał i
współpracę- Jest tak, jak gdybym potrzebował strachu ^ innymi, aby gdzieś poczuć się u siebie w
domu. Musi być na "zewnątrz", Ŝeby naprawdę cenić to, co "w środku".
Rodzina (niekoniecznie nasza własna, nie zawsze szczęś lecz taka, którą wyobraŜamy sobie jako
"rodzinę idealną", o k moŜe tylko marzymy) jest najczęściej modelem sympatii i w;
pracy, jakich domagamy się lub przynajmniej chcielibyśmy i kac od "naszej" grupy. Postawy
wobec takiej grupy są najeŜę przesycone ideałami solidarności, zaufania i "wzajemnego z\ ku"
(czyli chęci pomocy, nawet z własną szkodą, ilekroć potrzebuje wsparcia). Takich zachowań
oczekiwałoby si< członków idealnej rodziny. Idealne relacje między rodził a dziećmi dostarczają
wzorca miłości i troski, układu, w kti siłę i przewagę wykorzystuje się jedynie w interesie słał
strony. Idealne relacje między męŜem i Ŝoną dostarczają m lewego przykładu wzajemności i
wspomagania: tylko razem, < działając w imię obydwojga, a wedle osobistej biegłości, r osiągnąć
cele zamierzone i upragnione. Idealne relacje pomi rodzeństwem stają się prototypem
bezinteresownej współpi łączenia sił dla wspólnej sprawy, solidarności pod hasłem ,j za
wszystkich, wszyscy za jednego". ZauwaŜyliście zapewni ludzie, którzy chcą wywołać u

słuchających poczucie lejali i wspólnoty, z chęcią odwołują się do pojęcia "braterstwa" i, terskich
związków". Nazwanie rodzinnego kraju "ojczy
50
Socjologia

wspierać ma poczucie narodowej solidarności oraz gotowość do poświęceń dla narodu.
Wzajemna pomoc, ochrona i przyjaźń są zatem regułami, które, wedle wyobraŜeń, miałyby
panować w "naszej" grupie. Kiedy myślimy o innych jej członkach, mamy nadzieję, Ŝe w
przypadku nieporozumień zachowaliby się tak, jak gdyby rozwiązania moŜliwe do przyjęcia dla
wszystkich były zarówno poŜądane, jak i osiągalne. Mamy nadzieję, Ŝe zasiedliby do negocjacji
przyjaznych, pokojowych i mających na celu zadowolenie interesów wszystkich. Niesnaski
natomiast traktowane są jako niefortunne przypadki, których udałoby się uniknąć, gdyby kaŜda ze
stron "uwzględniła wszystkie fakty" i mogła wyrazić swoje prawdziwe uczucia, zamiast dawać się
zwodzić najróŜniejszym "mącicielom" (najpewniej agentom "ich", którzy chytrze prześliznęli się
na "naszą" stronę). Za sprawą tego wszystkiego relacje wewnątrz "naszej" grupy postrzegamy jako
przepojone wzajemną sympatią i ciepłem uczuciowym, dzięki czemu miałyby one wzbudzać w
kaŜdym poczucie lojalności oraz determinacji, niezbędne do solidarnej obrony grupy przed resztą
świata.
Jest oczywiste, Ŝe niełatwo nam przystać na niekorzystne opinie o tych, z którymi identyfikujemy
się jako częścią "nas". Słysząc je, najprawdopodobniej stanowczo im się sprzeciwimy i zrobimy, co
w naszej mocy, w obronie dobrego imienia "niesłusznie pomówionych". Kiedy zostaną
przedstawione dowody, Ŝe ktoś z "naszych" nie zachował się całkowicie poprawnie, to albo
spróbujemy znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla tego faktu, albo teŜ odrzucimy go jako produkt
złośliwej plotki, świadectwo złej woli bądź wymysł wrogiej propagandy. Zupełnie inaczej rzecz się
ma, co oczywiste, z zarzutami, które moŜna wysunąć wobec "nich". Te dla odmiany są prawdziwe.
Muszą być prawdziwe. Lepiej, aby były prawdziwe...
Wszystkie te uwagi wskazują wyraźnie na pewne uczucie, które jest wcześniejsze od wszelkich
refleksji i argumentów: poczucie Ŝycia we wspólnocie, w miejscu, gdzie chce się być, gdyŜ jest
przytulnym domem, którego bronić trzeba ze wszystkich sił i za wszelką cenę. Mogą tu wprawdzie
pojawiać się trudne sprawy, ale zawsze moŜna znaleźć w końcu polubowne rozwiązanie.
My i oni
Ludzie mogą wydawać się obcesowi i samolubni, ale w potrzeby moŜna liczyć na ich pomoc. Jest
bardzo waŜne, Ŝe n ich zrozumieć i być przez nich zrozumianym. Niepodobna bt zrozumieć ich
zachowań. Mówiąc krótko, człowiek czuj' pośród nich swojsko i bezpiecznie; gdyby pojawiło się j
niebezpieczeństwo, zostanie z pewnością dostrzeŜone na a wtedy wszyscy zjednoczymy siły do
walki.
To właśnie odczuwamy - chociaŜ nigdy moŜe nie starał się tego wypowiedzieć, a z pewnością nie
w tylu słowat ilekroć uŜywamy słówka "my". Czujemy to i liczy się pi wszystkim właśnie owo
uczucie, nie zaś rzeczywiste zachov tych, których zaliczamy do "naszej" grupy. O podobnyci
chowaniach wiemy czasami bardzo niewiele, szczególnie bliskości duchowej nie towarzyszy
bliskość fizyczna, jeśli rzi są bezpośrednie kontakty, spotkania twarzą w twarz.
ChociaŜ wszystkie obrazy grup typu "my" mają pewne c wspólne, same owe grupy mogą się róŜnić
bardzo znać Niektóre są niewielkie, tak w istocie małe, Ŝe wszysc> członkowie mogą przez cały
dzień mieć siebie na oku, przygi się większości poczynań i pozostawać w częstych, intensyw
współoddziaływaniach. To właśnie grupy kontaktów tv w twarz. Oczywistym, a właściwie

modelowym przykładeir tutaj rodzina (szczególnie kiedy mieszka pod jednym dacti MoŜe to jednak
być takŜe grono bliskich przyjaciół, którzy v lnie spędzają moŜliwie jak najwięcej czasu i
odczuwają swojego towarzystwa. ChociaŜ skład rodziny tylko w c:
zaleŜy od naszych chęci, podczas gdy przyjaciół moŜna do wybierać, zmieniać i porzucać, to w obu
przypadkach, z poi, znikomej wielkości grupy, moŜliwe są związki ścisłe i inty Mamy tu
moŜliwość skutecznego zestawienia naszych oczek i wyobraŜeń z rzeczywistymi zachowaniami i
postępował innych, a nawet ewentualnie takiego wpływu na ich 02 aby bardziej zgadzały się z
przyjmowanymi przez nas wzorc MoŜemy innym robić wyrzuty z powodu tego, co nam su podoba,
karać ich albo teŜ chwalić i nagradzać za to, co lub W takich sytuacjach wyobraŜony ideał nabiera
namacalnej, , terialnej" siły; dzięki interwencjom stale oddziahije on na pos
52
Socjologia
wszystkich członków "naszej" grupy. Nie będzie tak jednak w przypadku grupy tak duŜej i
rozproszonej, Ŝe tylko z niektórymi jej członkami stykamy się twarzą w twarz.
Klasa, płeć i naród to typowe przykłady owych wielkich grup typu "my". ChociaŜ często moŜemy
je sobie wyobraŜać jako bardzo podobne do niewielkich grup intymnej znajomości, tyle Ŝe
znacznie powiększone, to jednak naprawdę nie ma w nich juŜ nic z owej bliskości, a jedność
istnieje przede wszystkim w gło-wach tych, którzy w myślach określająjejako "my". To wspólnoty
w istocie imaginacyjne (czy, mówiąc ściślej, wyobraŜane jako wspólnoty): ich zgodne cechy wcale
Jeszcze nie gwarantują wzajemnego zrozumienia i solidarnej akcji, które zasadnie wiąŜemy z
grupami bezpośredniego kontaktu. W istocie zbiorowiska ludzi, którzy reprezentują ten sam zawód
i mają podobne dochody, są tej samej płci, mówią tym samym językiem i przestrzegają podobnych
obyczajów, najczęściej rozrywane są przez głębokie konflikty interesów, dzielą się na wrogie
frakcje i dąŜą do celów bardzo trudnych do pogodzenia. Wszystkie takie rysy bardzo wyraźnie
przezierają spod cienkiej powłoki, którą pokrywa je słówko "my". Kiedy takim określeniem
obdarzam klasę, płeć czy naród, temu, co ustanawia ich jedność (czy co przynajmniej za takie
uwaŜam), daję pierwszeństwo przed róŜnicami. To tak jak gdybym zwracał się do członków owej
wyobraŜonej wspólnoty (co wielu przywódców narodowych faktycznie czyni w patriotycznych
oracjach): zapomnijmy o tym, co nas dzieli, przestańmy się spierać, pamiętajmy, Ŝe więzi nas
łączące są znacznie silniejsze od wszystkich róŜnic, zewrzyjmy więc szeregi i skupmy się wokół
wspólnej sprawy.
Skoro brak im spoiwa, którym są kontakty twarzą w twarz, klasy, płci i narody nie tworzą same
przez się grup typu "my". Trzeba je dopiero takimi uczynić i to często na przekór potęŜnym siłom
odśrodkowym. Obraz klasy, płci czy narodu jako wspólnoty, harmonijnie zjednoczonej grupy
ludzi, którzy podobnie myślą i podobnie czują, trzeba dopiero narzucić na niezgodną z nim
rzeczywistość, co wymaga uznania, Ŝe sprzeczne z nim świadectwa są niewaŜne albo
nieprawdziwe. Nieodzowne jest tu takŜe stałe i niezłomne pragnienie owej jedności. Aby
przedsięwzięcie
My i om
takie okazało się skuteczne, potrzebny jest stały, zdyscyplinov i aktywny zespół zawodowych, by
tak to określić, rzeczni wspólnoty, których poczynania pozwalają rozbłysnąć na ch
wyimaginowanej jedności interesów i przekonań. Zespoły l (partie polityczne, związki zawodowe,
stowarzyszenia feminii komitety wyzwolenia narodowego, rządy państw narodów dekretują, co
stanowi o przynaleŜności do wspólnoty. Występ w imię jedności, wskazują na rzeczywiste czy
urojone ci właściwe członkom grupy (wspólna tradycja historyczna, wsp krzywda, wspólny język i
obyczaje) jako wystarczającą podsi współpracy. Jeśli leŜy to w zasięgu jego moŜliwości, zespół
wykorzysta dostępne środki, aby wspierać zachowania zgi z lansowanym modelem, karać zaś lub
izolować tych, którr naruszają. Mówiąc krótko, to poczynania takich ciał p o p i d z a j ą utworzenie
się duŜych grup typu "my"; dla przykład idea walki klasowej i jej rzecznicy są najpierw potrzebni,

potem powstała solidarność poczynań, która wyrasta z ob klasy jako grupy "naszych". TakŜe i
nacjonalizm rozumiany przeświadczenie, Ŝe lojalność wobec narodu ma pierwszen;
przed wszelkimi innymi lojalnościami, poprzedza pojawienił jednolitych całości narodowych.
Jakkolwiek znakomite ciała głosiłyby ideę takiej współ i jak bardzo by o to zabiegały, związek
wizji z rzeczywist( będzie zawsze niepewny i kruchy. PoniewaŜ brak tutaj opi w gęstej tkance
kontaktów bezpośrednich, jedność takiej wie wspólnoty trzeba umacniać nieustannymi apelami do
wiary emocji i na tym właśnie polega ogromne znaczenie wyra i trwałej granicy. śadne wysiłki
budowania lojalności w wiel grupach typu "my" nie powiodą się, jeśli tworzeniu owego uc2
solidarności nie będzie towarzyszyć podkreślanie i kultywow wrogości wobec tego, co zewnętrzne.
Obraz wroga utrzymany jest w barwach tak ponurych i [ raŜąjących, jak wizerunek jednego z
"naszych" odmalowany w kolorach łagodnych i miłych. Wrogowie są przebiegli, ;
dzieccy i zawsze nieprzyjaźni, chociaŜ mogą skryć się pod i karni dobrodusznych sąsiadów, a
intencji swych nie okazy dopóki nie jest to dla nich samych niebezpieczne. Gdyby t
^______________ ____
__
Socjologia
im na to pozwolić, natychmiast rzuciliby się najeŜdŜać, zdobywać, ujarzmiać i wyzyskiwać; jawnie
i otwarcie, jeśliby starczyło im na to sił, skrycie i podstępnie, jeśli byliby za słabi. Dlatego trzeba
zachowywać nieustanną czujność; mieć oczy otwarte, zbroić się i modernizować oręŜ, dysponować
siłą i okazywać ją, tak aby wróg świadom swej słabości wyrzekł się złych zamiarów.
Wrogość, podejrzliwość i agresja wobec tych, którzy nie naleŜą do "naszej" grupy (uznawane za
konieczną odpowiedź na ich nienawiść i złą wolę), rodzą przesądy i z kolei same są przez nie
wzmacniane. Przesąd oznacza tutaj stanowczą niechęć do uznania jakichkolwiek zalet wroga,
połączoną zarazem ze skłonnością do wyolbrzymiania jego rzeczywistych i wyimaginowanych
wad. Wszystkie poczynania strony uznanej za nieprzyjacielską interpretowane są tak, Ŝe jeszcze
bardziej wyostrzają jej niekorzystny obraz, a wszelkie motywy interpretowane są jako niegodziwe,
jak gdyby na mocy zasady: "Cokolwiek zrobicie lub powiecie, zostanie wykorzystane przeciwko
wam". Przesąd nie pozwala przypuścić, Ŝe ludzie spoza grupy mogą być uczciwi, Ŝe wróg moŜe
myśleć to, co mówi i oferować pokój bez Ŝadnych ukrytych, a złowrogich zamiarów. W owej walce
z "imperium zła" kaŜdy ruch nieprzyjaciela, jakkolwiek wydawać by się mógł przyjacielski i
niewinny, jest uwaŜnie sprawdzany w poszukiwaniu podłego podstępu.
- Przesąd znajduje teŜ wyraz w dwoistości wzorców moralnych. Czyn, który w odniesieniu do
"naszych" jest po prostu właściwy, dokonany wobec kogoś z zewnątrz wysławiany bywa jako akt
wielkoduszności i szlachetności; postępek, który w obrębie "naszej" grupy chwalimy jako dowód
bezinteresowności, okazuje się przejawem "normalnej ludzkiej przyzwoitości", kiedy jego autorem
jest ktoś z zewnątrz. Co więcej, własne okrucieństwa wobec przeciwników nie budzą wyrzutów
sumienia, podczas gdy nawet znacznie łagodniejsze posunięcia "tamtych" piętnowane są w
najostrzejszych słowach. To przesąd sprawia, iŜ ludzie dla wsp

Podobne prace

Do góry