Ocena brak

Ayers Rock (Uluru)

Autor /Sasza Dodano /31.01.2012

Daleko w głębi Australii, najbardziej płaskiego kontynentu świata, z pustynnej równiny wystaje monumentalna czerwona góra - Ayers Rock, zwana przez Aborygenów Uluru.
W języku miejscowej ludności uluru zna­czy „miejsce spotkań". Znajduje się ono niemal dokładnie w samym środku Aus­tralii, w południowo-zachodniej części Terytorium Północnego. Jest to czerwonobrązowa, owalna góra wyspowa o wysokości 335 metrów (licząc od pod­stawy). Góra ta jest uważana za największy na świecie monolit wystający ponad powierzchnię, przy czym geolodzy sądzą, że większa część (około dwóch trzecich) skały znajduje się pod ziemią. Góra ma 2,6 km długości i 1,6 km szerokości w naj­szerszym miejscu.
Ayers Rock uformowała się około 680 mln lat temu, kiedy Australia leżała jeszcze znacznie bardziej na północ niż obecnie. W tym czasie pod wpływem ogromnego ciśnienia w miejscu tym wyrosły potężne góry, które przez następne 200 milionów lat erodowały, tworząc kilka łańcuchów w środkowej Australii. Wypłukany z gór luźny materiał skalny osiadał w miejscu dzisiejszego jeziora Amadeus - z czasem i on zamienił się w li­tą skałę. Kolejne fałdowania skorupy ziemskiej wypchnęły tę gigantyczną bryłę piaskowca, two­rząc niezwykłą, swoistą skalną wyspę w morzu piasku. W rezultacie tego właśnie procesu Ayers Rock ma charakterystyczny układ warstw - w prze­ciwieństwie do większości piaskowców, nie ukła­dają się one poziomo, lecz pionowo. U podnóża góry znajdują się jaskinie powstałe około 70 min lat temu, kiedy Uluru była jeszcze wyspą na wiel­kim jeziorze. Nagie, skaliste ściany Uluru wysta­wione są na działanie czynników atmosferycznych, dlatego proces erozji wciąż trwa - skała powoli, lecz nieuchronnie zmniejsza się.
Niezwykły wygląd.
Z pewnej odległości ściany Uluru wydają się być idealnie gładkie, z bliska jednak wyraźnie widać skutki erozji. Wprawdzie góra stoi w samym sercu pustyni, jednak i tu czasami padają deszcze. Podczas ulewy po ścianach góry spływają rwące potoki, wypłukując wszelkie drobne odpryski skały i luźne ziarenka piasku. Ogromne dobowe różni­ce temperatur na pustyni - za dnia temperatura dochodzi do 38°C, a w nocy gwałtownie spada - sprawiają, że skała rozszerza się i kurczy. Powstają wtedy naprężenia powodujące pęknięcia. Góry nie oszczędza też wiatr - niesione przez niego drobi­ny piasku nieustannie chłoszczą i polerują skałę.
Swój charakterystyczny, czerwony kolor Uluru zawdzięcza obecności tlenku żelaza w gruboziar­nistym piaskowcu, z którego jest zbudowana (geo­lodzy ten rodzaj piaskowca nazywają arkozą). Oprócz procesu utleniania żelaza, skała ulega też chemicznemu rozkładowi, którego wynikiem jest łuszczenie się powierzchni.
Barwa tej niezwykłej góry zależy w dużym stop­nia od oświetlenia - o wschodzie słońca czarny kontur Uluru stopniowo nabiera czerwonego od­cienia - im słońce jest wyżej, tym staje się on jaś­niejszy. Kiedy słońce jest w zenicie, ściany Uluru wydają się żółtawe, a potem, wraz z zapadającym zmierzchem cały proces powtarza się, tylko w od­wrotnej kolejności - czerwień nabiera głębi, potem szarzeje, aż w końcu znowu staje się tylko czarną sylwetką na tle nieba.
Niezwykłe piękno Ayers Rock budzi zaintereso­wanie na całym świecie, odkąd góra została odkry­ta przez białego człowieka, Ernesta Gilesa w roku 1872. Od tego czasu Uluru i pobliska formacja skal­na Olga (grupa 30 półokrągłych ostańców, z któ­rych najwyższy wznosi się prawie 450 metrów nad powierzchnię pustyni) przyciągają niezliczone rze­sze malarzy i fotografów, którzy urzeczeni pięk­nem tego zakątka świata, starają się go uwiecznić na płótnie lub błonie fotograficznej.
Ernest Giles widział wprawdzie Uluru i Olgę, jednak nie mógł do nich dotrzeć, ponieważ drogę zagradzało mu jezioro Amadeus. Dopiero rok póź­niej do podnóża góry dotarł na wielbłądzie William Gosse. To właśnie Gosse nazwał tę górę Ayers Rock - na cześć lorda Henry'ego Ayersa, później­szego premiera Australii.
Aż do lat 50. naszego stulecia do Ayers Rock docierali tylko wytrawni podróżnicy, turystyka masowa zaczęła się dopiero po wybudowaniu drogi łączącej górę z pozostałymi częściami Australii. Obecnie park narodowy Uluru odwiedza co roku około pół miliona gości, zwanych przez Abory­genów minga (mrówki).
Miejsce kultu.
Tak liczne rzesze żądnych wrażeń, hałaśliwych turystów budzą niechęć rdzennych mieszkańców tych ziem, Aborygenów, dla których góra stanowi miejsce kultu. Tubylcy wierzą, że Ziemia jest matką człowieka, zapewnia mu wszystko, czego potrzeba do życia, a więc należy ją traktować z szacunkiem. Badania archeologiczne wykazały, że Aborygeni zamieszkiwali w tych rejonach już 10 tysięcy lat temu i przez cały ten okres Uluru pełniła funkcję świętej góry; w miejscu tym krzyżowały się tra­dycyjne „drogi snów" i „drogi pieśni". W ciągu stuleci Uluru ocaliła setki istnień ludzkich - zapew­niała wodę, schronienie w jaskiniach, a w jej oko­licy zawsze można było coś upolować.
W jaskiniach u podnóża góry odkryto religijne malowidła naskalne, które powstawały na prze­strzeni tysięcy lat. Przedstawiają one opowieści o powstaniu tej góry. Według legend Uluru została stworzona i ukształtowana w ten charakterystyczny sposób w okresie Tjukurpa, czyli ahistorycznych czasach szczęśliwości. Jedno z podań głosi, że Uluru została zbudowana przez dwóch chłopców, którzy w mitycznych czasach bawili się gliną. Spacerując dookoła góry turyści mogą podziwiać rysunki przedstawiające różne, nie powiązane ze sobą sceny. Na skale uwieczniono najważniejszych totemicznych przodków Aborygenów: Mai a (kan­gura), Kuniya (kobietę-pytona) i Liru (węża). Na południowym stoku znajdują się rysunki przedsta­wiające zmagania wojowniczego Liru z łagodną Kuniya. Historia ludu Mala opowiedziana jest na północnym zboczu. W 1985 roku władze Australii w czasie uroczystej ceremonii zwróciły Uluru i ota­czający ją park narodowy ludowi Ananga. Od tej pory plemię jest oficjalnym właścicielem tych ziem i dzierżawi ją rządowi na okres 99 lat.
W zamian za zwrot ziemi Aborygeni zgodzili się, by turyści wchodzili na ich świętą górę. Szlak na szczyt prowadzi po pradawnej świętej ścieżce Aborygenów. Wyprawa na górę jest niebezpiecz­na, ponieważ w czasie dwugodzinnej wspinaczki turyści są nieustannie wystawieni na palące pro­mienie słońca„ dlatego Aborygeni i strażnicy parku nakłaniają turystów, by podziwiali Uluru tylko z dołu, nie ryzykując wejścia na szczyt.

Podobne prace

Do góry