Ocena brak

Ars poetica? (z tomu Miasto bez imienia 1969)

Autor /abbyLEE Dodano /11.03.2011

Utwór ten można odczytywać jako wiersz programowy poety, taki kierunek interpretacji wyznacza bowiem sam tytuł, stanowiący aluzję do starożytnych rozpraw o poezji – Arystotelesa i Horacego. Utrwa­lony w tradycji tytuł Miłosz opatruje jednak znakiem zapytania – jak gdyby kwestionował możliwość ustalenia uniwersalnych reguł rzą­dzących sztuką.

Pytajnik – wyraża zwątpienie poety, nadaje wierszowi charakter polemiki, dyskursu, w którym zaprzeczone zostają zasadnicze tezy tradycyjnej, klasycznej poetyki.

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej – rozpoczyna poeta, wyrażając tym samym dążenie do przekroczenia granicy pomiędzy poezją a nie-poezją. Rygorystyczne rozgraniczanie gatunków – będą­ce podstawą światopoglądu literackiego od czasów starożytnych aż po romantyzm – jest według Miłosza barierą ograniczającą komuni­katywność i jasność przekazu. Doskonałość formy poetyckiej nie gwarantuje jeszcze, że powstaną „mądre książki pomagające znosić ból oraz nieszczęście”. Miłosz wyraża więc pragnienie stworzenia czegoś, co by nie było „zanadto poezją ani zanadto prozą”. Ta część wiersza robi wrażenie surowego zapisu myli – napisana jest wolnym wierszem, w którym wersy odpowiadają jednostkom składniowym. Luźna struktura wiersza pozwala wyrazić myśl w sposób możliwie najswobodniejszy. Przy okazji warto wspomnieć, iż poszukiwania „formy bardziej pojemnej” poeta kontynuuje aż po dzień dzisiejszy ­motyw ten powtarza się w wielu esejach Miłosza dotyczących poezji orientalnej, stanowi także podstawę kompozycji tomu Piesek przy­drożny14, złożonego z małych form niekiedy tylko wierszowanych (najczęściej określić by je można mianem: „mikroprozy”), w drugiej części opatrzonych tytułem: Tematy do odstąpienia.

Znak zapytania postawiony przez Miłosza obejmuje nie tylko for­mę poetycką, ale i sam proces tworzenia wiersza.

 

 

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:

powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,

więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys

i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

 

Niejasność psychologicznych źródeł tworzenia poezji sprawia, iż akt twórczy staje się czymś wstydliwym, żenującym samego autora, polega on bowiem między innymi na swoistym emocjonalnym ekshi­bicjonizmie. W dodatku – jak się okazuje – efekty owego procesu są nieprzewidywalne, nierzadko zaskakują samego autora. „Tygrysia” metafora budzi zaskoczenie, wesołość, ale i poczucie zagrożenia ­podświadomość poety może bowiem zbudzić potwory.

Zresztą, w gruncie rzeczy poeta nie może odpowiadać za efekty swoich poczynań. Przecież poezję dyktuje mu „dajmonion” – poeta jest jedynie katalizatorem, przekaźnikiem, rodzajem żywego transfor­matora, „instrumentem” wykorzystywanym przez nieznane mu moce. W dodatku źródło jego natchnienia nie do końca jest oczywiste: sło­wo „dajmonion” wg Sokratesa oznacza „głos wewnętrzny” boskiego pochodzenia, który powstrzymuje człowieka od czynów złych moral­nie (a zatem sumienie).15 Ale w mitologii greckiej bóstwa mogą być dobre lub złe, a polskie: „demon”, „demoniczny” to słowa budzące ra­czej złowrogie skojarzenia.

Poeta jest więc „państwem demonów”, rozdarty między złem a do­brem, i sam nie może mieć pewności, w czyim znalazł się władaniu. Światopogląd Miłosza bliski jest tu romantycznej i neoromantycznej koncepcji poety (przypomnijmy sobie postać rozpiętego pomiędzy dobrymi i złymi duchami Konrada, czy poematy Blake'a).

 

 

...bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

 

Miotany sprzecznymi namiętnościami poeta jest właściwie ubez­własnowolniony, zdany na łaskę lub szyderstwo ciemnych sił, tkwią­cych w jego podświadomości (lub wręcz – istniejących poza nim).

Przeciwieństwem poezji jest „milcząca uczciwość”, pozwalająca uchować szacunek krewnych i sąsiadów. Nie można jednak porzucić pisania, wewnętrzny przymus jest bowiem silniejszy od nakazu rozu­mu. Poeta musi pisać, aczkolwiek robi to „rzadko i niechętnie”. Ciągle wątpiąc, bez wiary nie tylko we własne umiejętności, ale wręcz sens tworzenia, pocieszać się może jedynie nadzieją, „że dobre, nie złe duchy, mają z nas instrument”.

 

Podobne prace

Do góry