Ocena brak

Arnold WALDER

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Arnold Walder, który w wieku 22 lat popełnił podwójne morderstwo, jest jedną znajdziwniejszych, a zarazem najzabawniejszych postaci naszego Leksykonu, choć to ostatniestwierdzenie może się wydawać paradoksalne. Chyba jednak poczucie humoru chroni przeddokonywaniem zabójstw, skoro tylko jeden spośród naszych bohaterów okazał się być nimobdarzony.

Walder urodził się w Szwajcarii, w miejscowości Einsiedeln, w bardzo ubogiej rodzinie.Miał pięcioro rodzeństwa, lecz żadna inna latorośl Walderów nie dorastała mu do pięt, jeślichodzi o przedsiębiorczość. Należy przypuszczać, że mały i zwinny Arnold często popełniałdrobne kradzieże w okolicy, nie został jednak nigdy złapany, co dowodzi, że już wdzieciństwie nie brakowało mu sprytu. Gdy miał 12 lat, zmarł jego ojciec, pozostawiającwdowę i dzieci bez złamanego grosza. Nie wiemy, czy nieszczęśnicy przeżyliby choćby rok,gdyby nie Arnold. Ukradł on niewielki, ręczny wózek, umieścił na nim cały skromny dobytekrodziny oraz swych braci i siostrę, po czym polecił swej umęczonej matce ciągnięcie tegoszczególnego zaprzęgu. Kobieta ufała bezgranicznie najstarszemu synowi, posłuszniewypełniła więc jego polecenie. Arnold pomagał jej pchać wózek, a gdy przejeżdżali przezmiasteczka, zbierał pieniądze, grając na harmonijce ustnej.

Dotarli wreszcie do Hawru. Miasto to, duży port, musiało wydawać się małemuArnoldowi nieprzebraną kopalnią różnych możliwości. Początkowo zarabiał z poświęceniemna utrzymanie rodziny, potem jednak – co stwierdzamy ze smutkiem – zmęczył się rolą jedynego żywiciela i pewnego dnia po prostu porzucił matkę i rodzeństwo, udając się doParyża.Na następne 10 lat jego życia złożyła się praca w wielu zawodach.

Był kolejno boyemhotelowym, pomocnikiem golarza, komiwojażerem zatrudnionym u handlarza win, tkaczem,robotnikiem niewykwalifikowanym i wreszcie sprzedawcą w aptece (czy może raczejdrogerii, gdyż w owych czasach leki i perfumy sprzedawano w tych samych sklepach) uniejakiego Pierre’a Legrange’a przy Place Beauvau. Ponieważ podczas pobytu w Paryżunabył upodobania tak do eleganckich strojów, jak i pięknych kobiet, a jak wiadomo, są toraczej kosztowne hobby, „dorabiał sobie” do skromnej na ogół pensji kradnąc, co się dało igdzie się dało.Nie inaczej było też w ostatnim miejscu pracy, czyli w drogerii Legrange’a.

Osiągał tuniezłe dodatkowe „zarobki”, podkradając buteleczki różnych pachnideł z magazynu swegopryncypała i sprzedając je za pół ceny.Jak przed laty Hawr, tak teraz Ameryka wydała mu się jedynym miejscem na ziemi, gdzienaprawdę można zdobyć majątek. Był jednak pewien problem. Walder po prostu nie miałpieniędzy na podróż. Zdawał sobie sprawę, że z kradzieży perfum nie zdoła szybkozgromadzić odpowiedniej sumy, zwłaszcza że nie miał przecież zamiaru rezygnować z wyżejwspomnianych uciech. Zresztą, sądząc z tego, co o nim wiemy, wątpić należy, byoszczędzanie leżało w jego naturze. Wpadł wkrótce na znacznie lepszy i szybszy sposóbzdobycia odpowiedniej sumy.

W niedzielę 5 października 1879 roku w drogerii Legrange’a pracowały tylko trzy osoby.(Nie znaczy to, by ta placówka handlowa pełniła ostry dyżur; większość sklepów otwarta byłatakże w niedzielę, jeśli tylko właściciel mógł mieć nadzieją na wystarczający utarg.) Za ladąstali Legrange oraz jego młody subiekt, Arnold Walder, na zapleczu krzątała się służącaLegrange’a, Zelie Gaillot. Od godziny dwunastej do czwartej po południu liczni klienciwidzieli w sklepie zarówno właściciela, jak i jego pomocnika. Natomiast od czwartej doósmej, kiedy to drogerię zamykano, klientów obsługiwał już tylko sam Walder, którypromiennie uśmiechał się zza lady i biegał po żądane leki.Pracował sam z bardzo prostej przyczyny: pryncypał i służąca leżeli już martwi wpiwnicy, dokąd zeszli, by przynieść do sklepu zapas wody mineralnej.

Obojgu zmiażdżonoczaszki. Sprawca posłużył się najprawdopodobniej tłuczkiem od moździerza aptekarskiego,który znaleziono w pobliżu zwłok ze śladami krwi i przylepionymi włosami. O godziniedwudziestej drogeria została zamknięta, a zwłoki odkrył dopiero Emanuel Fleuty, któryprzybył następnego dnia rano do pracy (Legrange zatrudniał go jako „chłopca dowszystkiego”). Walder zniknął, rozpoczęto więc intensywne poszukiwania, jako że odpoczątku nie ulegało wątpliwości, kto jest mordercą.Nad sklepem znajdowało się mieszkanie Legrange’a i jego rodziny (żona i troje dziecidrogisty przebywały u rodziny pod Paryżem).

W sypialni Legrange’a odkryto jeszcze jeden dowód winy Waldera, zakrwawioną koszulę z haftowanym wymyślnie monogramem „AW”(Walder uwielbiał takie szczegóły). Najwyraźniej morderca przebrał się w jedną z koszul swejofiary (z całą pewnością o wiele za dużą). Mieszkanie Legrange’a zostało ponadtoobrabowane, a na łup Waldera złożyły się następujące przedmioty: 1500 franków, złotyzegarek, złota spinka do krawata z perłą, rewolwer, kilka buteleczek perfum, skrzynkazawierająca trucizny oraz... trzy flanelowe kaftaniki. Czyżby sprawcy było zimno?Zdołano ustalić, że człowiek o powierzchowności Waldera (jak się za chwilęprzekonamy, dość charakterystycznej) udał się ostatnim nocnym pociągiem do Hawru..Od licznych kochanek poszukiwanego policja dowiedziała się, że Walder planowałwyjechać do Ameryki.

W związku z tym obstawiono port i przeczesywano hotele – niestety,bezskutecznie. Poszukiwania miała ułatwić dostarczona przez jedną z wyżej wspomnianychpanienek fotografia Waldera, którą policja natychmiast powieliła i wkrótce podobiznaposzukiwanego obiegła całą Francję, Anglię i Stany Zjednoczone. Wraz z fotografiąrozesłano szczegółowy opis Waldera, wymieniający nie tylko cechy takie, jak wzrostposzukiwanego (niewiele ponad 160 cm), jego obwisłe powieki, rzadką bródkę w kształciepodkowy i nieproporcjonalnie wielkie stopy, ale i damski pierścionek z granatem (Waldermiał go zawsze na palcu), spinki do mankietów ozdobione motywem głowy jakiegośzwierzęcia, koronkowe chusteczki z monogramem (innych nie uznawał), elegancki czarnysurdut z jedwabnymi wyłogami oraz papierośnicę w kształcie rogu myśliwskiego. Jakimcudem człowiek tak wyglądający i przyozdobiony takim strojem nie został złapany napierwszym rogu ulicy, pozostanie tajemnicą.

W kilka dni po morderstwie pani Legrange, sprowadzona pospiesznie ze wsi, otrzymałalist pisany ręką Waldera. Morderca pisał „Pani mąż i dziewczyna stawiali mi opór, musiałemwięc zabić ich. Teraz tego żałuję i obiecuję najsolenniej, że jeśli kiedykolwiek uda mi sięzdobyć majątek, naprawię zło, jakie wyrządziłem. Ale za życie nie ma wystarczającegozadośćuczynienia”. List nosił stempel pocztowy Hawru, więc raz jeszcze przeprowadzonostaranne przeszukanie całego praktycznie miasta: statków i łodzi, hoteli i domów prywatnych.Waldera jednakże nie znaleziono.

Okazało się później, że natychmiast po wysłaniu tego listuWalder wsiadł w pociąg i najspokojniej w świecie powrócił do Paryża, gdzie zatrzymał się najedną noc w hotelu Bony jako A. Walter, lat 32, komiwojażer. Następnego dnia rano wyjechałdo Evreux, gdzie odwiedził miejscową drogerię i próbował sprzedać jej właścicielowi dwaflakoniki perfum o zapachu geranium (należące, oczywiście, do zamordowanego pryncypała).Transakcja nie doszła do skutku, po czym Walder po prostu zniknął. Nikt już nie widział gowyjeżdżającego z Evreux, nie zauważono go też w żadnym z innych miast.

Mamy natomiast pewność, że Walder porzucił swe plany wyjazdu do Ameryki.Zniknąwszy bowiem z Evreux, poświęcił się prowadzeniu osobliwej korespondencji z policją.Co kilka tygodni znajdowano mianowicie dramatyczne listy w butelkach wyławianych ze wszystkich chyba rzek Francji. Wkrótce znano już Waldera w całej Francji jako „Diabła wButelce”.

Komunikat nr 1 wyłowiony został z Sekwany w miejscowości Mantel i brzmiał:

„Popełniłem samobójstwo. Lepsze to niż gilotyna. Walder”.

Przeszukano rzekę wzdłuż jej biegu, przeczesano nabrzeżne zarośla – bez rezultatu.

Wtedy pojawił się komunikat nr 2, a butelkę tym razem wyłowiono z kanału pod Versoul:

„Mam zamiar utopić się, by uniknąć gilotyny. Walder.”

Z kanału wydobyto wiele najdziwniejszych przedmiotów, jednakże nie było wśród nichzwłok poszukiwanego zabójcy.

Komunikat nr 3 wydobyto z butelki leżącej na brzegu rzeki pod Lillebonne. Głosił on:

„Ktokolwiek znajdzie tę butelkę, będzie wiedział, że Walder rzucił się do rzeki z mostuSaint-Pieres.”

Oczywiście, nie było to prawdą. Kiedy więc w Palavas wyłowiono następną butelkę(„Szanowna Pani, Szanowny Panie, nie mogąc znieść wyrzutów sumienia, kładę kres swemużywotowi. Walder”), dla wszystkich stało się już jasne, że nieuchwytny morderca po prostubawi się z policją w ciuciubabkę i bynajmniej nie zamierza popełnić samobójstwa. Wyglądana to, że nawet owe wyrzuty sumienia, o których pisał, nie dręczyły go zbyt mocno. Mimo toza każdym razem przeszukiwano kolejną rzekę, bowiem nie można było mieć pewności, czyWalder tym razem istotnie nie popełnił zapowiadanego samobójstwa.

Poszukiwaniaprzerywano, gdy tylko gdzie indziej, w drugim końcu Francji, pojawiała się następna butelka.Miejscowa policja oddychała wtedy z ulgą i radośnie przekazywała pałeczkę kolegom.Trudno się dziwić, że nieuchwytność i listy Waldera doprowadzały policję do szału.Ukrywający się na wolności groźny przestępca to plama na honorze każdej policji na całymświecie. Co dopiero, gdy zbrodniarz ten ośmiela się przekomarzać z poszukującymi gowładzami!Walder nie został nigdy schwytany. Nie opuścił jednak Francji, o czym policja wiedziaładoskonale. Informował ją o tym... sam Walder.

Po kilku miesiącach butelki przestały się pojawiać. Prowadzący śledztwo zaczęli jużpodejrzewać, że Walder w jakiś sposób zdołał opuścił Francję, gdy pewnego dnia komisarzpolicji paryskiej, który prowadził sprawę zabójstwa Legrange’a i jego służącej, otrzymałpewien list. Nadawcą był Arnold Walder, list wysłano z Paryża. Była to dokładnie pierwszarocznica morderstwa w drogerii i oto Walder wysłał poszukującemu go człowiekowizawiadomienie o zmianie adresu. Przy pomocy takich właśnie karteczek członkowiewyższych sfer zawiadamiali swych przyjaciół i znajomych o przeprowadzce czy wyjeździe nawakacje. Możemy sobie wyobrazić, że komisarz, przeczytawszy list Waldera, z trudemuniknął apopleksji. Nie był to jednak koniec jego męczarni: oto przez długie jeszcze lata, coroku, dokładnie w rocznicę morderstwa w drogerii, policja paryska otrzymywała identycznezawiadomienie od nieuchwytnego przestępcy, w dodatku za każdym razem wysyłane z któregoś ze stołecznych urzędów pocztowych, czasem o kilka kroków od siedziby komendypolicji. Podajemy pełny tekst tego zawiadomienia:

„Walder-Proteus

Były Subiekt Drogerii Nieboszczyka Legrange’a ma zaszczyt zawiadomić, żeprzeprowadza się na Ulicę Ucieczki nr 0 w Paryżu”.

Przypomnijmy, że Proteus, bóstwo greckie, posiadał zdolność przybieranianajróżnorodniejszych postaci...

Podobne prace

Do góry