Ocena brak

Antygona i Kreon – miłość i nienawiść. Konflikt tragiczny w Antygonie Sofoklesa

Autor /emilcia Dodano /07.03.2011

Sofokles to, obok Ajschylosa i Eurypidesa, jeden z największych tragików starożytnej Grecji. Żył w latach 496-406 p.n.e., w okresie najświetniejszego rozwoju Aten, za panowania Peryklesa. Napisał 120 sztuk, z czego do naszych czasów przetrwało zaledwie 7, m.in. Antygona, powstała w 441 r. p.n.e.

W utworze tym zachodzi konflikt pomiędzy dwiema władzami uznanymi powszechnie za najpotężniejsze – władzą boską i królewską. Obie strony reprezentują równe racje, obie ponoszą klęskę. Antygona walczy o prawo do pogrzebania brata, czego jej odmówiono. Kreon swym zakazem wykroczył przeciw boskiemu i ludzkiemu prawu. Ale i Kreon ma swoje racje i jego postępowanie jest równie szlachetne,

jak czyn Antygony. On również przeżywa wewnętrzne rozterki. Jako władca nie okazuje tego, nie przystoi mu bowiem okazywać swych słabości. Wydał surowe prawo, według którego bohater ma być uczczony, a zdrajca straszliwie ukarany. Kreon jest sprawiedliwy, nie chce zmienić postanowienia w obawie, że zostanie posądzony o traktowanie członków rodziny królewskiej w sposób uprzywilejowany. Kreon musi być przede wszystkim władcą, później mężem, ojcem, opiekunem. Ma na uwadze dobro państwa i nie potrafi dostrzec, że nad nim również ciąży prawo – prawo boskie. Jest to postać tragiczna – zostaje sam wśród trupów swoich najbliższych, ogarnięty szaleństwem rozpaczy. Antygona i Kreon to postacie wielkie w swej odwadze, determinacji, gotowe na największe poświęcenia w imię wyznawanych wartości. Stoją naprzeciw siebie: prawo jednego z nich jest bezprawiem drugiego. Obydwie racje, jak zwykle w tragedii antycznej, są równorzędne. Nie ma rozwiązania, dlatego koniec jest nieszczęśliwy.

Za Kreonem stoi państwo i interes państwa, musi on dbać o jego dobro i prestiż. Polinejkes jest według niego wrogiem państwa, wrogiem ojczyzny, popełnił najcięższy grzech – grzech zdrady. Ktoś, kto tak postąpił, musi zostać przykładnie ukarany. Chciał wydać ojczyznę w ręce wroga, więc nie jest wart pochówku. Według Kreona i bogowie powinni odwrócić się od zdrajcy:

„Wiem, że do szczęścia ten prawo utracił,

który ojczyznę własną podle zdradza,

niewart przyjaźni ludzkiej, łaski boga”.

Dla Antygony zaś Polinejkes to brat, któremu należy się pogrzeb. Antygona nie widzi w nim zbrodniarza, ale istotę nieszczęsną, która zginęła w okrutnej walce, a teraz błądzi przed bramami Hadesu, nie mogąc osiągnąć spokoju. Dla niej obydwaj bracia są już wyjęci spod prawa ludzkiego i należy to respektować. Kreon obawia się, że cześć, którą Antygona odda Polinejkesowi, zaszkodzi Eteoklesowi, natomiast Antygona uważa, że obaj bracia podlegają obecnie tylko prawu umarłych:

„W Hadesie równe prawa mają oni”.

Dla Kreona nawet po śmierci istnieje różnica pomiędzy obrońcą ojczyzny i wrogiem, zaś Antygona wierzy, że takiej różnicy już nie ma; wszyscy zmarli mają jednakowe prawa. Kreon walczy o nowe prawo, które ustanowił jako przejaw swej woli, Antygona – o prastare niepisane prawo bogów. Motywuje ona swój czyn miłością i wiernością wobec brata. Pogrzebanie zmarłego to boski obowiązek, wypływający jednocześnie z uczuć siostrzanej miłości. Temu nakazowi religii posłuszna będzie bez względu na to, że grozi jej za to kara śmierci:

„A za to, że cię pogrzebałam, bracie,

taka okrutna czeka mnie zapłata”.

Kreon reprezentuje prawo ziemskie. Uważa, że decyzje władcy są niepodważalne, że wyrażają wolę całego narodu. On sprawuje opiekę nad państwem, utożsamia się z nim, uważa, że on i państwo to jedno, że wola jego jest wolą całego narodu:

„Państwo – to jestem ja, nie słucham tłuszczy”.

W rozmowie z Hajmonem poucza swego syna:

„Wybrańcom ludu posłusznym być trzeba

W dobrych i słusznych – nawet w innych sprawach”.

Dla Antygony największym cierpieniem byłoby nie pogrzebanie brata. Idzie na śmierć przekonana o niesprawiedliwości wyroku Kreona, twierdzi, że ci, którzy ją wydali na śmierć, powinni zginąć tak, jak zginie ona. W trakcie swej ostatniej drogi bohaterka po raz pierwszy przeżywa chwilę słabości. Spełniła wolę bogów, bo tak nakazywała wiara i tradycja przodków, ale przecież jest młoda, piękna, pochodzi z królewskiego rodu, ma poślubić Hajmona, królewskiego syna – przed nią piękna przyszłość. Wydaje się, że Antygona do końca liczyła, iż Kreon odwoła okrutny rozkaz. Teraz, kiedy idzie na śmierć, przeżywa, jak każdy człowiek, przerażenie, rozpacz, żal. Wiara w bogów także nie dała bohaterce oparcia, przyniosła tylko wyrok śmierci. Stąd monolog Antygony:

„Jakież to bogów złamałam ustawy?

Zaprawdę, można przestać wierzyć bogom,

Jeśli za podły uznają czyn prawy,

Lecz nie, na sąd się oddaję niebiosom,

Cierpieć chcę, jeśli mnie winną osądzą,

Lecz także niechaj ci karę poniosą,

Jeśli zbłądzili, co mnie potępiają

I prześladują zemsty dziką żądzą”.

Słowa Antygony są prorocze, bo cierpienie Kreona przewyższy jej ból.

Kreon, skazawszy Antygonę, czuł się władcą silnym, a przecież sam na siebie i swoich najbliższych sprowadził katastrofę. Jest potomkiem Edypa, wisi nad nim klątwa zagłady. Tejrezjasz ostrzegał go przed następstwami takiego postępowania:

„Widzę biegnące ku tobie erynie,

boga Hadesu okropne mścicielki,

wyroków losu straszne współtwórczynie,

i słyszę lament w twoim domu wielkie,

mężów i kobiet płacz i narzekanie,

i całe miasto przeciw tobie stanie...”.

Wreszcie, pod wpływem Tejrezjasza, Kreon zmienia stanowisko, pragnie przebłagać bogów, ale jest już za późno. Posłaniec donosi mu o samobójczej śmierci Hajmona, wkrótce zrozpaczona Eurydyka również popełnia samobójstwo. Kreon korzy się, oskarża swą pychę, obwinia się za śmierć najbliższych mu osób, sam pragnie jak najszybciej umrzeć, połączyć się z żoną i synem:

Przyjdź, przyjdź,

okaż się, ostatni mój losie.

Śmierć żądam,

Abym mógł zebrać mych nieszczęść pokłosie

Ostatnim znojem”.

Obydwoje – Antygony i Kreon – ponoszą straszliwą klęskę. Antygona popełnia samobójstwo, podobnie Hajmon i Eurydyka, Kreon szaleje z rozpaczy. Dopełnia się przepowiednia, według której ród Edypa objęty jest klątwą, ujawnia się działanie siły najbardziej złowrogiej i tajemniczej – fatum. Trudno w tym wypadku mówić o miłości czy nienawiści. Z pewnością jednak obie postaci naznaczone są tragizmem, a ich życie potwierdza, że każdy może niespodziewanie zaznać nieubłaganej siły przeznaczenia.

 

 

 

Do góry