Ocena brak

Antarktyda - CZLOWIEK I ANTARKTYDA

Autor /Szczepan Dodano /22.09.2011

Antarktyka jest jedynym obszarem, na którym nigdy nie zdołali osiąść ludzie. Niemożliwe są tutaj uprawy roślin jadalnych. Nie ma paliwa dla ogrzania domów. Pokarm zwierzęcy jest niedostępny w okresie wielomiesięcznej nocy. Niezwykle niskie temperatury, długotrwałe burze śnieżne i huraganowe wiatry przez długie okresy uniemożliwiają jakąkolwiek działalność. Dlatego, od czasu gdy ją odkryto, Antarktyka gościła tylko sezonowych przybyszów.

Pierwszymi, którzy się tu pojawili, byli łowcy fok. Od początku XIX w. zapuszczali się oni do granicy lodów, lądowali na brzegach wysepek i Półwyspu Antarktycznego, polując na zwierzęta dostarczające futer i tłuszczu, z którego wytapiano olej do lamp. Po krótkim, 3 miesięcznym lecie odpływali na północ.

Wynalezienie maszyny parowej, śruby okrętowej oraz armatki do wystrzeliwania harpunów, sprawiło, iż na Oceanie Antarktycznym pojawiła się w końcu XIX w. liczna flotylla wielorybnicza, prowadząc na wielką, przemysłową skalę eksploatację stad morskich olbrzymów.

W tym samym czasie nowy kontynent począł przyciągać uwagę świata naukowego. Ekspedycje odkrywcze nabierały coraz bardziej naukowego charakteru. Jednak początkowo przeważały przedsięwzięcia eksploracyjne. W 1897 r., uwięziona w lodach wyprawa na statku "Belgica", przymusowo, jako pierwsza zimowała u brzegów Antarktydy. Wkrótce rozpoczął się okres heroicznych eksploracji. Statki z zaopatrzeniem przybijały do lodu szelfowego, ich załogi budowały na lodzie chaty i wyładowywały zapasy, umożliwiające przezimowanie mały grupom polarników. Dzięki temu mogły one wczesną wiosną wyruszać w głąb kontynentu, docierać do swoich celów, gromadzić obserwacje naukowe i przed nastaniem zimy powracać na wybrzeże, aby odpłynąć na oczekujących już statkach. W latach 20 pojawiły się tu samoloty, umożliwiając dokonywanie lotów w głąb kontynentu i docieranie do obszarów, których nigdy nie widział człowiek. W r. 1945 było już możliwe zorganizowanie przez USA gigantycznej operacji, z udziałem 4700 ludzi, którzy spenetrowali liczne miejsca wybrzeży i lądolodu.

W latach 50 liczne kraje usiłowały zaznaczyć swoją obecność i zapewnić sobie prawo do własnej części Antarktyki. Chodziło zarówno o uzyskanie baz kontrolujących żeglugę na południowych drogach morskich, jak i o dostęp do bogactw naturalnych. W Międzynarodowym Roku Geofizycznym 1957-58, polarnicy 67 narodowości współpracowali w największych operacjach badawczych, jakie tu kiedykolwiek podjęto. Zbudowano ok. 50 stacji i zgromadzono olbrzymi zasób informacji naukowych. Zarazem udało się stworzyć międzynarodowe, nie-rządowe ciało służące koordynacji działalności naukowej.

W 1959 r., 12 państw podpisało Traktat Antarktyczny, określający zasady współpracy przy rozwiązywaniu delikatnych problemów związanych z tą częścią świata. Do traktatu przyłączały się kolejne państwa, m.in. Polska. Zgodzono się, że Antarktyka będzie używana wyłącznie do celów pokojowych. Badania będą prowadzone przy współpracy wszystkich stron i pełnej wymianie i dostępności uzyskanych wyników. Zabronione są próby nuklearne i zanieczyszczanie substancjami radioaktywnymi. Przyszłość Antarktyki miała być przedmiotem troski całej ludzkości. Traktat, podpisany przez 37 państw, jest obecnie uzupełniany dalszymi porozumieniami, dotyczącymi np. ochrony flory i fauny, zabraniającymi zakłócania spokoju zwierząt, chwytania ich, zabijania, a także sprowadzania tu obcych gatunków, np. psów pociągowych. Wszelkie odpady, śmieci, odchody muszą być usuwane poza obręb Antarktyki.

Traktat jest jedyną gwarancją, że ta część świata nie zostanie zniszczona i zanieczyszczona, tym bardziej, że wielki postęp techniki umożliwił budowę stałych stacji badawczych, nie tylko na wybrzeżach, ale i w głębi kontynentu. Tak powstała na Biegunie Południowym całoroczna amerykańska stacja "Amundsena-Scotta" i rosyjska stacja "Vostok". Przypominają one bazy na obcych planetach i zapewniają załogom całkowitą izolację od świata zewnętrznego. Nadal każde wyjście poza stację jest wyprawą do środowiska zagrażającego życiu.

Obecnie w Antarktyce istnieje ok.50 stałych stacji, niektóre są opuszczane na zimę, w innych zmniejszana jest załoga. Nie tylko ich mieszkańcy, ale i same zabudowania są tutaj elementem obcym. Utrzymanie stacji, urządzeń i instalacji pomiarowych wymaga nieustannego wysiłku wobec zmasowanego naporu kosmicznego chłodu, huraganowych wiatrów, zamieci śnieżnych i stałego pełzania lodowców. Jedynym produktem Antarktydy z jakiego korzystają ludzie, jest woda w stanie stałym. Poza nią, wszystko co potrzebne do życia, odżywiania się, ogrzewania i oświetlenia, musi być dostarczone z zewnątrz.

Te niezwykle trudne warunki codziennego bytowania, przeważnie w zamkniętych, małych pomieszczeniach, w tym samym towarzystwie, szczególnie podczas wielomiesięcznej zimy, sprawiają, że Antarktyda nie ma stałych mieszkańców. Ekipy są wymieniane. Cała populacja nie przekracza w zimie 1000 osób, w lecie dochodzi do 4 tysięcy. W większości składa się z dorosłych, nieżonatych mężczyzn, w wieku 25-40 lat. Jednak obecność kobiet wzrosła ostatnio do 15-20%. W lecie pojawiły się też na stacjach całe rodziny badaczy z dziećmi.

Ostatnie lata i dalszy postęp w technice lotniczej, przyniosły burzliwy rozwój turystyki, już nie tylko luksusowymi statkami na wodach przybrzeżnych, ale i w głębi kontynentu. Odkrycie naturalnego pasa gładkiego lodu, wolnego od śniegu, u stóp Patriot Hills, pozwoliło na lądowanie dużych samolotów transportowych z grupami turystów. Tu, w obozie namiotowym firmy turystycznej, oczekują na przeloty małymi samolotami na biegun, lub do miejsc lęgowych pingwinów na wybrzeżu. Tutaj jest też punkt etapowy ekip i samotnych polarników, wyruszających na podbój dziewiczych gór Antarktydy, pragnących dojść pieszo do bieguna, bądź dokonać ostatniego wielkiego wyczynu: samotnego przejścia w poprzek kontynentu.

Podobne prace

Do góry