Ocena brak

Aniela Dulska

Autor /Oliwka Dodano /11.03.2011

Jest to najwyrazistsza postać dramatu, reprezentuje zarazem najbardziej skoncentrowane cechy „dulszczyzny”, obecne w mniejszym lub większym stopniu w charakterach wszystkich bohaterów dramatu. Mówiąc tutaj o Dulskiej, będziemy mieli na myśli konkretną, tytułową postać komedii Zapolskiej, pamiętać jednak należy, iż nazwisko bohaterki stało się synonimem pewnego uniwersalnego, wyrazistego typu osobowości.

Chyba najbardziej oczywistą cechą charakteru Anieli Dulskiej jest jej głupota, jasna dla wszystkich, nawet dla Hesi. Oczywiście, sama bohaterka ma o sobie i swojej inteligencji jak najlepsze mniemanie, wielokrotnie utwierdza bowiem samą siebie i swoich, najbliższych o własnej wyjątkowej pozycji w rodzinie: z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja... (III/2). Jednak obserwując postępowanie bohaterki w różnych sytuacjach życiowych, począwszy od rutynowych czynności domowych, skończywszy na rozwiązywaniu poważnych problemów materialnych i osobistych, widzimy, że Dulska nie potrafi wyjść poza pewne, ustalone tradycją i konwenansem stereotypy. Brakuje jej wrażliwości, wyobraźni, inteligencji, wręcz najprymitywniejszego instynktu czy sprytu, żeby poradzić sobie w sytuacjach chociaż trochę odmiennych, niż powtarzające się codziennie rytuały rodzinne. W krytycznych chwilach Dulska potrafi najwyżej bezwzględnie wykorzystywać swoją przewagę wynikającą z pozycji materialnej bądź prawa własności (tak postępuje zarówno wobec służby czy wyrzucanej lokatorki – niedoszłej samobójczyni, jak i wobec najbliższych osób: męża, córek). Gdy jednak hucpa, bezczelność i gromkie pokrzykiwania nie robią oczekiwanego wrażenia na przeciwniku, Dulska przegrywa. W dyskusjach „światopoglądowych” z synem nie potrafi ani wpłynąć na jego zachowanie, ani nawet przekonać go o swojej racji; w utarczkach słownych z Juliasiewiczową musi się ostatecznie jej podporządkować; zapewne, też – gdyby nie pomoc tej ostatniej – w starciu z Tadrachową i Hanką nie umiałaby zręcznie wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

Zauważmy, że konwenans, tradycja i rutyna stanowią zarówno broń, jak i znakomity kamuflaż dla głupoty bohaterki. Głupota Dulskiej, jasna dla otoczenia, komiczna dla widza, nie jest powodem do osłabienia jej pozycji w rodzinie; bohaterowie podporządkowują się swoistej tyranii, pomimo iż bunt wydaje się taki oczywisty i łatwy!

Rzeczywista słabość „wielkiej matki” obnażona zostaje dopiero przez kryzys rodziny, spowodowany ujawnieniem romansu Zbyszka oraz nieoczekiwany bunt Hanki. Oba te wydarzenia stanowią drastyczny wyłom w życiu rodziny Dulskich. Pociągają za sobą lawinę pozornych drobiazgów ostatecznie dezorganizujących codzienność: Zbyszko nie idzie do biura, Hanka nie pali w piecu, dziewczynki opuszczają szkołę, itd. Co jednak znacznie ważniejsze, wraz z przerwaniem rutynowego ciągu czynności i zdarzeń Dulska traci swoją pozycję. Jej autorytet bowiem oparty jest w istocie na konwenansie. Konfrontacja z sytuacją, w której ów konwenans zostaje zaprzeczony (najpierw przez Zbyszka, później przez Hankę), Dulska jest bezsilna. Musi odwołać się do pomocy swojej nielubianej siostrzenicy (uznaje jej wyższość, chociaż pozwala sobie przy tym na złośliwy i obraźliwy komentarz: Ratuj! Ratuj! Ty masz doskonały złodziejski spryt – ty coś wymyślisz (III/4).

Zastanawiać może, dlaczego mimo wszystko całe otoczenie tak skwapliwie podporządkowuje się osobie o tak niskim poziomie intelektualnym, czemu wszyscy przypochlebiają się Dulskiej, boją się jej, liczą się z jej zdaniem. Nawet bowiem w przypadku najbliższej rodziny nie ma mowy o jakichkolwiek więzach uczuciowych. Źródłem władzy Dulskiej nad mężem i dziećmi są po prostu pieniądze. Nieco inaczej ma się rzecz z Juliasiewiczową. Jej posłuszeństwo wobec ciotki w pewnym stopniu wynikać może z poczucia kobiecej i rodzinnej solidarności, aczkolwiek i tutaj dopatrywać się można pobudek materialnych: siostrzenica jest wyraźnie zainteresowana uzyskaniem mieszkania w kamienicy należącej do krewnych, może liczy też – w perspektywie – na spadek po bogatej ciotce? Zresztą w gruncie rzeczy obie – i Dulska, i Juliasiewiczowa – należą do tej samej społeczności, funkcjonują w tym samym środowisku, biorą udział w tej samej grze pozorów. Mieszanina sprytu i naiwności, ciemnota, niski poziom intelektualny, brak jakichkolwiek zainteresowań – to cechy dotyczące nie tylko Anieli Dulskiej. Można powiedzieć, że w równym stopniu charakteryzują one całą społeczność sportretowaną przez Zapolską. W jakimś sensie Dulska jest przecież reprezentatywna dla całego środowiska.

Głupota Dulskiej wydawałaby się zapewne jeszcze śmieszniejsza, gdyby nie łączyła się z drugą jej cechą – obłudą. Zakłamanie, dwulicowość, skłonność do oszukiwania w sprawach błahych i poważnych – budzą wręcz obrzydzenie. Kreująca się na stróża moralności bohaterka kłamie na każdym kroku: oszukuje konduktora co do wieku córki, aby oszczędzić na bilecie tramwajowym, wymiguje się przed wynajęciem mieszkania własnej siostrzenicy, toleruje obecność zamożnej kokoty sprowadzającej oficerów do mieszkania (dorożki stają zawsze kilka domów dalej), ale za to bez litości wyrzuca inną, kobietę o nieposzlakowanej opinii, gdy ta podejmuje próbę samobójczą na wiadomość o romansie męża ze służącą.

Ewidentnym przykładem hipokryzji bohaterki jest jej stosunek do romansu Zbyszka z Hanką. Zapolska stopniowo odsłania przed widzem nędzę moralną Dulskiej. Najpierw mamy prawo sądzić, że ta naiwnie nie domyśla się, co się dzieje, lub też – lekceważąc skargi dziewczyny – nie docenia powagi sytuacji. Później przekonujemy się, że Dulska świadomie toleruje zachowanie syna „dla jego dobra”, traktując „domowy” romans Zbyszka jako mniejsze zło. Wreszcie okazuje się, iż cała sytuacja była od początku do końca wyreżyserowana przez troskliwą „mamcię”, która z premedytacją podsunęła Zbyszkowi dziewczynę niczym użyteczny przedmiot. Zacna matrona odegrała zatem rolę patronki domu publicznego, przez cały czas podając siebie i swój dom za wzorzec czystości moralnej. Uprawiany przez Dulską swoisty „dualizm pedagogiczny” przynosi żałosne efekty, zgnilizna moralna jest bowiem zaraźliwa. W domu Dulskich zdemoralizowani są wszyscy: Felicjan podkrada z pieca cygara i popada w łagodny alkoholizm, Zbyszko „lumpuje się” i cynicznie przechwala swoimi romansami, uwiedziona i porzucona Hanka ostatecznie przejmuje metody przeciwnika i przelicza swoje nieszczęście na pieniądze. Nieuchronnie postępuje też degrengolada moralna Hesi i Meli, dla których źródłem wiedzy o życiu i sprawach ludzi dorosłych są albo opowieści kucharki, albo... rozgrywająca się na ich oczach tragedia. Siła Dulskiej, jej władza nad innymi, ma źródło w pogardzie dla ludzi. Lekceważenie męża, kompletne nieliczenie się z potrzebami córek, bezczelność wobec lokatorów i służby – na przykładzie stosunków panujących w domu Dulskich Zapolska kreśli studium władzy. Oto tworzy się zamknięte koło: Dulska pogardza ludźmi, bo oni jej na to pozwalają, a ich strach i uległość umacniają ją w poczuciu siły i w pogardzie. Dulska nie mówi, lecz wrzeszczy, wydaje komendy jak w koszarach. Wszystkich – począwszy od stróża zatrudnionego w kamienicy a skończywszy na własnych dzieciach – traktuje niczym marionetki bezwolnie poddające się jej rozkazom. Przedmiotowe, instrumentalne traktowanie ludzi widoczne jest najwyraźniej w jej stosunku do Hanki, ale na podobnej zasadzie Dulska wykorzystuje do własnych celów Juliasiewiczową, która najpierw zażegnuje rodzinny skandal, a następnie – zostaje odprawiona bez słowa wdzięczności (nie mówiąc o propozycji uzyskania atrakcyjnego mieszkania w kamienicy). Wobec ludzi niższych stanem (Hanka, Tadrachowa) Dulska nie troszczy się nawet o zachowanie pozorów, ale brak szacunku czy wręcz pogardę okazuje nawet osobom równym sobie stanem. W rozmowie z wyrzucaną lokatorką, w kłótni z siostrzenicą, w czasie rozmów z córkami wiecznie poucza, poprawia i komentuje, uzurpując sobie prawo do wyrokowania o wszystkim i o wszystkich. Wyrazem pogardy dla otoczenia jest także prostackie słownictwo, a nawet sposób ubierania się – podarte, brudne ubranie, którego Dulska nie zmienia nawet podczas wizyty Juliasiewiczowej jest także rodzajem demonstracji, ostentacyjnego lekceważenia.

Najdotkliwszym przejawem lekceważenia ludzi przez Dulską jest jej chamstwo. Bohaterka Zapolskiej jest nie tylko krzykliwa i kłótliwa, ale wręcz nie liczy się z uczuciami innych. „Mówienie prawdy w oczy” samo w sobie nie jest rzeczą naganną, ale Dulska stosuje tę zasadę tylko w odniesieniu do innych. Sama „pierze brudy we własnym domu” i gotowa jest zaprzeczać oczywistym faktom, byle tylko uniknąć ujawnienia ciemnych sprawek swoich i swojej rodziny. Za to nie waha się mówić innym rzeczy okrutnych i bolesnych. W rozmowie z lokatorką-samobójczynią Dulska nieomal szydzi z jej uczuć: Zażyła pani zapałek... taka trywialna trucizna... Ludzie się śmieli. I jeszcze jak się to skończyło. Cała komedia – gdyby pani była umarła – no... (I/9).

Kolejna – nie mniej ważna – cecha zacnej lwowskiej matrony to skąpstwo. Przejawia się ono w wielu sytuacjach i przybiera formy wręcz chorobliwe, graniczące z obsesją. Przeziębionej, chorowitej Meli matka poleca rozgrzewający okład z plastra używanego już wcześniej przez ojca i każe jej się myć w zimnej wodzie. Wścieka się na stróża, że zostawił nową (!) miotłę na deszczu. Felicjanowi wylicza każdy grosz kieszonkowego, a nawet i cygara. Po domu chodzi w bieliźnie lub w znoszonych ubraniach. Napomina służącą, żeby jak najoszczędniej paliła w piecu. Z tych samych powodów zabrania zapalać lampy w salonie, w którym wiecznie panuje półmrok. Przy kupowaniu biletów tramwajowych dla córek próbuje oszukać konduktora na kilka groszy. Pod byle pretekstem podwyższa komorne lokatorom i odmawia wynajęcia mieszkania siostrzenicy, obawiając się, że będzie płacić nieregularnie, lub – że zażąda zniżki, powołując się na uczucia rodzinne. Celowo – nie bacząc na stan zdrowia Meli – odwleka naprawę pieca w salonie, bo wyziębione mieszkanie oznacza oszczędność na opale, a koszty remontu zamierza przerzucić na przyszłych lokatorów. Czyta jedynie pożyczone, zdezaktualizowane gazety, aby nie wydawać pieniędzy na prasę. Nie bywa, nie chodzi do teatru ani do kawiarni i nie przyjmuje gości (chyba w interesach), gdyż uczestnictwo w życiu kulturalnym pociąga za sobą konieczność wydatków: Ciężkie czasy – nie ma na przyjęcia (I/5). Skrupulatnie pilnuje terminów wypłaty pensji w biurze męża i syna. Ciągle kontroluje wydatki na dom, nieustannie szpiegując dzieci, męża i służbę. Przy każdej okazji strofuje córki z powodu nadmiernego niszczenia ubrań i obuwia: Hesia znów podarła kalosze. (I/5). Nawet w momencie, gdy ważą się losy Zbyszka i całej rodziny, kiedy to Juliasiewiczowa negocjuje z praczką sposób załagodzenia pretensji Hanki, Dulska próbuje drastycznie obniżyć „odszkodowanie” dla uwiedzionej służącej i targuje się o każdy grosz, zaś szczęśliwe dla siebie załagodzenie konfliktu – interpretuje jaką dotkliwą krzywdę: Jezus, Maria! Co za dzień!... no!... ledwo żyję... przecież to straszne, co ja przejść musiałam. Tysiąc koron!... [...] ,... ja muszę teraz odbić to, co mi wydarli (III/14).

Pomimo tak silnej pozycji w rodzinie Dulska w istocie jest osobą tchórzliwą. Bezwzględna i twarda jest tylko wtedy, gdy ma do czynienia z kimś wyraźnie słabszym od siebie – jak Mela, Felicjan czy lokatorka-samobójczyni – wtedy bowiem jest pewna swojej przewagi. Nie potrafi jednak przeciwstawić się ani Zbyszkowi, ani zbuntowanej Hance. W obliczu prawdziwego zagrożenia reaguje bezsilną złością najpierw udaje ataki histerii, a później zdaje się całkowicie na Juliasiewiczową.

Dulska nie zna pojęcia tolerancji, wierzy we własne racje, obce jej są jakiekolwiek wątpliwości. W przekonaniu, że postępuje słusznie, narzuca innym swoją wolę, osiągając często skutki przeciwne do zamierzonych. Chwilami skłonni bylibyśmy jej współczuć – gdyby nie patologiczne, niemal zbrodnicze efekty jej działania. Tragedia uwiedzionej dziewczyny jest tylko najbardziej spektakularnym przykładem, ale przecież i bez tego atmosfera domu Dulskich może szokować. Każdy z członków rodziny mógłby zostać sklasyfikowany jako przykład medycznej i psychiatrycznej jednostki chorobowej – oto skutki troskliwości matczynej i małżeńskiej.

Dulska uzasadnia swoje postępowanie troską o przyzwoitość i czystość moralną najbliższych. Lubi przy tym stale przywoływać Boga, jej bigoteria stanowi jednak tylko wygodny parawan, kryjący wszystkie występki.

Dulska lubi plotki, bez żenady powtarza Juliasiewiczowej informacje o swoich lokatorach. Jest przy tym sensatką o wyraźnych skłonnościach do przesady. Dopatruje się nieuczciwych intencji i „niemoralności” nawet w tak banalnych zachowaniach, jak dbałość o wygląd, czytanie prasy czy zwyczajne, najprostsze przejawy cieszenia się życiem, chęć zabawy. Według niej życie nie może być przyjemne czy piękne – a okazywana radość to przejaw głupoty albo... zepsucia.

Jest także egocentryczką – zawsze skupiona na sobie, w każdej sytuacji myśli tylko o własnych korzyściach. Ma jednocześnie poczucie, że wszystkim służy, każdemu jest niezbędna i poświęca się dla innych: Ja o wszystkim myśleć muszę. Niedługo przez was to zejdę do grobu (I/2).

W gruncie rzeczy naczelną zasadą życiową Dulskiej jest oportunizm, dbałość o przystosowanie się i przestrzeganie ustalonych norm. Tego samego wymaga od otoczenia. W pewnym sensie jest więc Dulska zniewolona przez konwenans, posługuje się nim, ale też i nosi go niczym ciężki gorset.

W kreśleniu wizerunku psychologicznego swojej bohaterki Zapolska posłużyła się satyrą, wyposażyła Dulską w rysy wręcz karykaturalne, nie cofając się przed groteską. Wyjaskrawienie niektórych cech charakteru postaci do granicy prawdopodobieństwa, przerysowania stanowią oczywiście świadomy zabieg Zapolskiej, wynikający z naturalistycznej koncepcji sztuki. Ostrość spojrzenia była także efektem buntu pisarki przeciw współczesnej obyczajowości, wywołanym przeżyciami osobistymi.

Groteskowe, komiczne cechy postaci zostały spotęgowane przez autorkę dzięki celowemu wykorzystaniu didaskaliów. Dokładny opis wyglądu Dulskiej, jej stroju, otoczenia – umeblowania, sprzętów domowych, bibelotów – jest pełen jadowitej złośliwości, a przy tym precyzji. Dulska to zaniedbany flejtuch bez odrobiny gustu. Najlepszym przykładem farsowego potraktowania bohaterki jest kapitalna scena przymierzania kapelusza do brudnej bielizny podczas wizyty Juliasiewiczowej: Idzie do przedpokoju – wraca z tokiem fiołków i białych piór, kładzie go na głowę, co przy kaftanie barchanowym i halce wywołuje dziwny efekt (I/14).

Można się więc zastanawiać, czy wstrętna; a zarazem śmieszna Dulska to harpagon w spódnicy, tyran i potwór, czy – ofiara własnych ograniczeń, ukształtowana przez środowisko. Czy zatem należy jej się bać, czy może – współczuć?

Jawne akcenty publicystyczne zawarte w dramacie każą nam czytać Moralność... jako oskarżenie; ważne jest jednak, iż skierowane jest ono nie tyle przeciwko konkretnej postaci czy nawet postawie, ale raczej – przeciw środowisku, społeczeństwu, które takie postawy kształtuje i akceptuje. Dlatego właśnie sztuka Zapolskiej budziła tyleż zachwytu, co sprzeciwu, a osoba głównej bohaterki wywoływała wiele sprzecznych emocji i prowokowała do kontrowersyjnych ocen.

 

Podobne prace

Do góry