Ocena brak

Angielscy pejzażyści - Thomas Gainsborough, William Turner, John Constable i inni

Autor /kacper007 Dodano /11.04.2012

Tacy pejzażyści, jak William Turner oraz John Constable, przez wielu podziwiani są za swoją malarską intuicję i silę wyrazu. Nieliczni tylko wiedzą, że angielscy mistrzowie krajobrazu rzadko czerpali natchnienie ze scenerii rodzimego kraju. Ich zachwyt wzbudzały przede wszystkim rozświetlone krajobrazy słonecznej Italii.

Pod koniec XVIII wieku uznany angielski malarz Thomas Gainsborough wiódł dostatnie życie, utrzymując się z malowania portretów. Do atelier artysty zamówienia napływały bez przerwy. Mógł sobie zatem pozwolić na wybieranie spośród zamówień tych najbardziej atrakcyjnych. Był on bowiem znany ze swego nieprzeciętnego talentu do wiernego oddawania wyglądu modela na płótnie.

Ten styl życia daleki był jednak od marzeń Gainsborougha. Pragnął on zaszyć się na angielskiej prowincji, gdzie spędził młodość, i oddać się malowaniu tamtejszych krajobrazów. „Mam dość portretów", pisał, „jedno, czego chcę, to uciec od zgiełku, zaszyć się na ukochanej wsi, grać na wiolonczeli i malując krajobrazy, spokojnie dożyć kresu mych dni".

Zatopić się w ciszy

Gainsborough nigdy nie spełnił swych marzeń, pomimo że co jakiś czas spod jego pędzla wychodził pejzaż pięknej, spokojnej angielskiej wsi, do której tak tęsknił. Podobnie jak portrety, krajobrazy malowane przez niego charakteryzują się mistrzostwem techniki, a do tego wyrażają typowe dla Anglików umiłowanie życia na wsi, w bliskim kontakcie z przyrodą.

Pejzaże Gainsborougha dalekie są od malarstwa realistycznego. Są to raczej subiektywne wizje artysty - można na nich zobaczyć samotne chaty zatopione wśród lasów, sielankowe sceny ukazujące domowe zwierzęta wygrzewające się w letnim słońcu. To chyba właśnie dzięki takiej wyidealizowanej wizji, pejzaże Gainsborougha tak mocno oddziaływały na widzów.

Jako znany portrecista, Gainsborough mógł sobie pozwolić na kaprys tworzenia dla przyjemności. Jego dokonania były w pewien sposób nowatorskie, gdyż malowanie krajobrazów, nawet przez tak uznanego artystę, uważano ze zajęcie ryzykowne. Aż do połowy wieku XIX nie cieszyły się one poważaniem elit.

Aby utrzymać się ze sprzedaży płócien, każdy artysta zmuszony był taśmowo produkować portrety, bądź malować ogromne obrazy przedstawiające ważne wydarzenia historyczne lub sceny z mitologii klasycznej. Dzieła takie były przeznaczone do salonów w wiejskich rezydencjach angielskiej arystokracji. W Anglii, w przeciwieństwie na przykład do Holandii, sztuką było znalezienie kupca na malowidło przedstawiające po prostu wiejski pejzaż. Angielskich mistrzów krajobrazu traktowano raczej jako dobrych kronikarzy. Możni panowie zlecali im sporządzenie na płótnie rejestru majątku, a na obrazach manifestował się raczej przepych i bogactwo, nie zaś doskonałość natury. Wydawało się, że angielskie społeczeństwo wciąż jeszcze nie dorosło do kontemplowania piękna samego w sobie.

Moda na malarstwo pejzażowe nie przybyła na Wyspy Brytyjskie, jak można by się spodziewać, z Holandii, lecz z Włoch, a pierwszym mistrzem krajobrazu nie był Anglik, lecz Walijczyk - Richard Wilson. Urodzony w roku 1713, od najwcześniejszych lat wychowywany był na dziełach Wergi-liusza, Horacego i innych antycznych poetów. Inspiracją przyszła właśnie z literatury. Oczarowany przyrodą Italii, którą poznał czytając starożytnych poetów, a dopiero po latach osobiście, starał się połączyć na płótnie charakterystyczny pejzaż Wysp Brytyjskich z atmosferą idyllicznego spokoju skąpanych w słońcu Włoch.

Czarodziejskie światło Italii

Obrazy te były oczywiście subiektywną wizją twórcy, nie zaś odzwierciedleniem prawdziwej scenerii żadnego z malowanych krajów. Wilson idealizował pejzaże; przemieszczał drzewa, jeziora, a nawet góry, po to, by stworzyć rodzaj krajobrazu charakterystycznego dla malowideł jednego z mistrzów stylu włoskiego - bardzo modnego w wieku osiemnastym w Anglii, Claude Lorraina (1600-82). Idealna harmonia, przejrzyste, klarowne światło i sielski spokój, to cechy charakterystyczne dla malarstwa tego twórcy, którego zresztą również nie można nazwać pejzażystą w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Gainsborough, piętnaście lat młodszy od Lorraina, wychował się w małej wiosce w hrabstwie Suffolk, gdzie mało kto słyszał o literaturze antycznej. Jego pierwsze pejzaże to dzieła pozostające pod silnym wpływem malarstwa holenderskiego, gdzie przedstawiano krajobraz daleko surowszy, bardziej charakterystyczny dla północnych terenów Europy, czyli również dla Wysp Brytyjskich. Po przeprowadzce do Londynu, Gainsborough nigdy nie przestał tęsknić za atmosferą swych stron rodzinnych i nieraz wyrażał to w swoich dziełach, z czasem coraz bardziej wyidealizowanych, nierzadko wręcz fantastycznych, i podobnie jak u Wilsona, niewiele mających wspólnego z otaczającą go rzeczywistością.

Malarstwo Gainsborougha, choć oryginalne, samo w sobie wiele zawdzięcza teorii sformułowanej przez księdza Williama Gilpina w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku, potem zaś rozwiniętej przez wielu wpływowych pisarzy. Teoria otrzymała nazwę picturesąue (pol. malowniczy, obrazowy) i zalecała przedstawianie w malarstwie „surowości oraz różnorodności" naturalnej scenerii, gdzie dzikie zarośla i chylące się ze starości chaty były najbardziej pożądanym elementem krajobrazu i zostały przeciwstawione modnym uprzednio wypieszczonym ogródkom oraz bogatym domostwom. Artysta powinien był oddać naturalną scenerię, a jednocześnie dążyć do uzyskania określonego efektu - kompozycji składającej się z dzikiej roślinności oraz zatopionych w niej, po części zrujnowanych starych zabudowań.

Teoria picturesque w dużym stopniu przyczyniła się do rozwoju malarstwa pejzażowego w Anglii. Zachęciła bowiem młodych artystów, by szukali natchnienia w naturalnej, nie tkniętej ludzką ręką przyrodzie. Z czasem jednak dla wielu twórców stała się niewygodna. Wybitni artyści dusili się w ramach narzuconych odgórnie zasad i poszli swoją drogą.

Poszukiwanie prawdy

Kilkanaście kilometrów od rodzinnej miejscowości Gainsborougha, w wiosce East Bergholt w hrabstwie Suffolk, w roku 1776 przyszedł na świat John Constable. Obu mężczyzn łączyła miłość do pięknych krajobrazów rodzinnych stron, jednak ich stosunek do malarstwa był odmienny. Constable nie identyfikował się bowiem z teorią romantycznego eskapizmu spod znaku picturesque i zalecanych przez nią nieco „oszukanych" efektów. Constable malował zawsze to, co widział, ponieważ uważał, że prawdziwy geniusz zawarty jest w scenerii naturalnej. Wierzył też, że rysując bądź malując przedmiot czy krajobraz, artysta odkrywa prawdę w nim zawartą i zbliża się do jego istoty; podobnie jak naukowiec badający na przykład skład chemiczny jakiejś substancji czy siły oddziałujące na dany przedmiot.

Twórcy pozostający wierni swym oryginalnym, acz mało popularnym, zasadom skazani byli na życie w ubóstwie. Taki los przypadł też w udziale młodemu Williamowi Constable, który długie godziny spędzał w plenerze, starając się uchwycić stale zmieniające się, w zależności od oświetlenia, ukochane krajobrazy. Zafascynowany był niebem i uważał je za podstawowy motyw malarstwa pejzażowego. W swych kompozycjach starał się odtworzyć skomplikowane układy chmur na niebie oraz ich dynamikę. Na niektórych obrazach Constable^ niebo dominuje nad wszystkimi innymi elementami malowidła.

Artysta marzył o tym, by cały obraz od początku do końca malować w plenerze. W ówczesnych czasach jednak, jako że nie wynaleziono jeszcze farb w tubach, było to niemożliwe z powodów czysto technicznych, szczególnie w przypadku płócien o dużych rozmiarach. Ponieważ Constable starał się jednak malować w plenerze, wszystkie jego niewielkie prace sprzed 1817 roku przegrywały w konkurencji z gigantycznymi płótnami wystawianymi w Akademii Królewskiej.

W końcu artysta dał za wygraną i stworzył w swym atelier serię dużych obrazów przedstawiających krajobrazy znad rzeki Stour. Aby nie pominąć ani jednego detalu, w pracy posiłkował się niezliczoną ilością szkiców wykonanych na miejscu. Dopiero te malowidła przyniosły mu prawdziwy rozgłos, a do najsłynniejszych z serii zalicza się dzieło wystawione w Akademii w roku 1821 zatytułowane Wóz z sianem. W roku 1824 płótno zostało zaprezentowane w Salonie Paryskim, gdzie spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem wielu wybitnych artystów. Wśród wielbicieli talentu Constable'a znalazł się sam Eugene Delacroix, który wkrótce miał odwiedzić artystę w jego własnej pracowni.

Constable do końca życia pozostał wierny swojemu artystycznemu credo, choć po śmierci żony w roku 1828 w jego prace wkradł się smutek, a krajobrazy stały się ponure i bardziej dramatyczne. Przykładem takiego właśnie malowidła jest Zamek w Hadleigh, swym charakterem przypominający dzieła innego wielkiego pejzażysty epoki - Williama Turnera.

Na granicy abstrakcji

W porównaniu z Constablem, Turner był twórcą daleko bardziej elastycznym i ma nawet na swym koncie niejeden obraz o tematyce zaczerpniętej z kultury antycznej, na przykład Upadek Kartaginy. Ponadto wiele z jego obrazów zostało namalowanych w manierze wspomnianego wcześniej Claude Lorraina, nic więc dziwnego, iż Turner nie musiał długo czekać na uznanie współczesnych, podczas gdy Constable cierpiał biedę. Szczęście dopisywało Turnerowi od najmłodszych lat. Uznany za genialne dziecko, w 1789 roku, w wieku czternastu lat, został przyjęty do Akademii Królewskiej, a dwa lata później wystawiał tam swoje prace, o dekadę wyprzedzając swego ambitnego rówieśnika - Constable'a.

Wbrew pozorom jednak, Turner nie uciekał się jedynie do imitacji, lecz wypracował swój własny styl malarski. Fascynowała go gra świateł i wydobycie z krajobrazu jego specyficznej atmosfery. Niektórzy krytycy uważali nawet, że obrazy jego są bezprzedmiotowe, nie przedstawiające nic konkretnego. Eseista William Hazlitt nie potrafił się w nich doszukać żadnej wartości, uważał ponadto, że wszystkie są takie same. Określano je mianem „brawurowych" i „ekstrawaganckich", co jednak nie zaszkodziło rosnącej popularności Turnera.

Takie określenie dzieł Turnera, doskonale pasowało do osobowości samego artysty. Z zapałem tworzył w plenerze, co w jego wypadku było znacznie utrudnione, lubował się bowiem w pejzażach ukazujących naturę w sytuacjach ekstremalnych, takich jak gwałtowne burze i wichury.

W wieku sześćdziesięciu siedmiu lat, w czasie sztormu, wszedł na maszt statku, by poczuć na własnej skórze wszechmoc żywiołu. To, co czuł, starał się ukazać na słynnym obrazie Burza śnieżna, przedstawiającym statek w epicentrum sztormu -małą łupinkę w wirującej masie piany, mgieł i kropel wody. Patrząc na obraz, aż trudno uwierzyć, iż ten sam artysta rozmiłowany był również w sielankowych, spokojnych krajobrazach wiejskich.

Takie dzieła, jak niedokończony Wschód słońca nad zamkiem w Norham, zdradzają wpływ Lorraina, jednocześnie ukazują nowatorskie postrzeganie gry świateł, powoli zapowiadające nadejście ery takich twórców, jak Monet. Do najwybitniejszych dzieł Turnera należały pejzaże przedstawiające Wenecję namalowane w latach czterdziestych XIX wieku, na podstawie akwareli wykonanych podczas kilku wizyt artysty w tym mieście. Wiele z tych akwarel zostało uznanych za dzieła sztuki same w sobie, natomiast Turner uważany jest do dziś za mistrza malarstwa akwarelo wego. Rozpływająca się na papierze farba dawali efekt przejrzystości i zacierających się w świetk konturów, szczególnie na tych obrazach, gdzie artysta zastosował technikę nakładania farby m mokry podkład.

Z czasem akwarela stała się niezwykle popularna wśród pejzażystów, przede wszystkim ze względu na łatwość, z jaką można było stworzyć sobie warsztat pracy w plenerze. Pokolenie angielskich pejzażystów, na czele z Turnerem, Constab-lem, a także Thomasem Girtinem, Johnem Sell Cotmanem, Davidem Coxem i Peterem De Wintem, wniosło nieoceniony wkład w rozwój tego typu malarstwa - przyroda i krajobrazy nie były już tylko z fotograficzną dokładnością przenoszone na płótno lub papier. W dziewiętnastym wieku ich ukazywanie stało się potężnym środkiem indywidualnego wyrazu artystycznego.

Nostalgia czasów wiktoriańskich

Za panowania królowej Wiktorii gwałtownie rozwinęły się przemysł i rolnictwo, co pociągnęło za sobą zmiany zarówno w życiu społecznym, jak i w krajobrazie. Początkowo niektórzy pejzażyści zareagowali na wzrastająca ingerencję człowieka w przyrodę z entuzjazmem, co widoczne jest na przykład na obrazie Turnera Szybkość, para, deszcz z 1844 roku - apoteozie ludzkiego panowania nad siłami natury. Wkrótce jednak przyszedł czas na nostalgię i powrót do sielankowej stylistyki obrazów Thomasa Gainsborougha.

Zapanowała moda na ucieczkę od cywilizacji. Artystyczna grupa malarzy prerafaelitów, do których zaliczali się miedzy innymi William Holman-Hunt, John Everett Millais oraz Ford Madox Brown, za najszlachetniejszą formę malarskiego wyrazu uznawali przedstawianie tylko tego, co naturalne. Niestety, ich obrazy, na przykład kiczowate wizerunki wymuskanych pastereczek poganiających czyste, dobrze odżywione stado świń, w najmniejszym stopniu nie nawiązywały do twórczości mistrzów pejzażu z początku wieku.

Nostalgiczny stosunek do sielankowego krajobrazu długo jeszcze zauważalny był w angielskim malarstwie. Jednak silne oddziaływanie europejskich trendów w sztuce, takich jak postimpresjonizm czy surrealizm, skłoniło artystów angielskich do traktowania pejzażu wyłącznie jako narzędzia do wyrażania ich wewnętrznych wizji artystycznych. Pod wpływem nowatorskich tendencji pozostawali John Nash, Ben Nicholson i Graham Sutherland. Z drugiej strony, do dnia dzisiejszego powstają w Anglii obrazy bliskie stylistyce pejzażystów z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku - współcześni twórcy, na przykład Stanley Spencer, szczególnie chętnie nawiązują do pejzaży Johna Constable'a, który obecnie uważany jest za najwybitniejszego przedstawiciela tamtego pokolenia twórców.

Podobne prace

Do góry