Ocena brak

Amerykańska wojna o niepodległość

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

W trzeciej ćwierci XVIII w. Europa była rozbita i zwaśniona, i nie miała żadnej wspólnej idei politycznej lub religijnej, a jednocześnie wyobraźnię ludzką ogromnie rozbudzały książki, mapy i żegluga oceaniczna i Europa była zdolna panować na wszystkich wybrzeżach świata, co prawda w sposób bezładny i niespokojny.

Były to bezplanowe i nieskoordynowane porywy przedsiębiorczości, oparte o chwilową i niemal przypadkową wyższość Europejczyków nad resztą ludzkości. Dzięki tej wyższości nowy i jeszcze prawie pusty kontynent amerykański zaludnił się przybyszami głównie z zachodniej Europy, południowa zaś Afryka, Australia i Nowa Zelandia otwierały przed Europejczykami takie same perspektywy. Naczelnym motywem podróży Kolumba lub Vasco do Gama był odwieczny motyw wszelkich wypraw żeglarskich — handel. Na wschodzie, gdzie kwitły liczne i produktywne społeczeństwa, handel pozostał główną sprężyną ekspansji Europejczyków, którzy zakładali faktorie w nadziei, że wrócą do domu, aby tam wydawać zdobyte pieniądze.

W Ameryce natomiast ludność, stojąca na znacznie niższym poziomie, nie sprzyjała rozwinięciu się stosunków handlowych i trzeba było innego motywu kolonizacji; takim zaś było poszukiwanie złota i srebra. Zwłaszcza kopalnie hiszpańskiej Ameryki dawały obfitość srebra. Europejczycy wyruszali nie tylko jako uzbrojeni kupcy, lecz jako górnicy, poszukiwacze płodów ziemi i plantatorzy. Na północy szukano futer. Kopalnie i plantacje wymagały osiedli, i ci, którzy je tworzyli, zamieszki wali już na stałe. Poza tym zakładali tu własne domy purytanie angielscy, którzy w początkach XVII w. uciekli od prześladowań religijnych, ludzie, których w XVIII w. Oglethorpe 42 wysiedlił do Georgii z więzień dla dłużników; pod koniec zaś XVIII w. Holendrzy zaczęli wysyłać sieroty na Przylądek Dobrej Nadziei. W XIX w., zwłaszcza z wprowadzeniem parowców, napływ Europę jeżyków do pustych krajów Ameryki i Australii był tak wielki, ze przez parę dziesiątków lat sprawiał wrażenie wędrówki ludów.

W ten sposób powstały nowe społeczeństwa europejskie, a kultura europejska zawładnęła obszarami znacznie większymi od tych, na których sama się rozwinęła. Te nowe społeczeństwa, niosące ze sobą do nowych krajów gotową cywilizację, wyrastały bez planu i niepostrzeżenie; europejska państwowość nie przewidywała ich i nie wiedziała, jak je należy traktować. Politycy i ministrowie europejscy patrzyli na nie jako na osady ekspedycyjne, na  źródła dochodów, „posiadłości”, „kolonie”, mimo że ludność je zamieszkująca od dawna miała jasne poczucie swej odrębności społecznej. Traktowano je jako bezbronne kolonie, zależne we wszystkim od metropolii, mimo  że ich ludność lak daleko weszła w głąb lądu,  że nie groziły jej od morza ekspedycje karne. Trzeba bowiem pamiętać,  że aż do w. XIX  łącznikiem z państwami zamorskimi był oceaniczny  żaglowiec.

Na lądzie stałym najszybszym  środkiem komunikacji był zawsze jeszcze koń, który ograniczał jednolitość i zwartość systemów politycznych. Pod koniec w. XVIII dwie trzecie północnej części Ameryki Północnej należały do korony brytyjskiej. Francja opuściła Amerykę. Z wyjątkiem portugalskiej Brazylii, paru małych wysp i niewielkich obszarów, pozostających w rękach francuskich, brytyjskich, duńskich i holenderskich — Floryda, Luizjana, Kalifornia i całe południe Ameryki należały do Hiszpanów. W Brytyjskich koloniach na południe od Maine i jeziora Ontario najwcześniej okazało się, że żaglowiec nie jest dostatecznym  środkiem, aby utrzymać te zamorskie społeczeństwa w jednolitym systemie politycznym.

Te kolonie brytyjskie były nader różnorodne pod względem charakteru i pochodzenia. Były to osady zarówno angielskie, jak francuskie, szwedzkie i holenderskie; w Marylandzie mieszkali brytyjscy katolicy, a w Nowej Anglii brytyjscy ultraprotestanci; farmerzy z Nowej Anglii sami uprawiali swe pola i potępiali niewolnictwo, brytyjscy zaś plantatorzy w Wirginii i na południu sprowadzali cale tłumy niewolników murzyńskich. W podobnych ustrojach nie mogło być zatem mowy o jakiejś wspólnej jedności. Aby się dostać z jednej kolonii do drugiej, trzeba było odbywać drogę morską wzdłuż wybrzeży, niemniej dokuczliwą niż przeprawa transatlantycka. Jedność, której sprzeciwiały się warunki i pochodzenie tych brytyjskich Amerykanów, wymusił na nich rząd londyński, ulegając swemu samolubstwu i głupocie.

Nałożono na nich podatki, a nie dano im głosu w sprawie użytkowania tych pieniędzy; handel ich poświęcono interesom brytyjskim; rząd brytyjski utrzymał nader zyskowny handel niewolnikami, pomimo sprzeciwu Wirginii, która — chociaż chętnie używała niewolników — obawiała się, że ją w końcu zaleje inwazja czarnego barbarzyństwa. Anglia zmierzała wówczas do umocnienia monarchii, i upór Jerzego III (1760—1820) znacznie przyczynił się do wzniecenia walki między metropolią a koloniami. Konflikt przyspieszyło wydanie ustawy otaczającej szczególną opieką Wschodnio-Indyjską Kompanię na nie korzyść amerykańskiej marynarki. Garść ludzi przebranych za Indian zatopiła w Bostonie (1773) trzy  ładunki herbaty, wwożonej na nowych warunkach. Wojna rozgorzała dopiero w roku 1775, kiedy rząd brytyjski chciał aresztować w Lexington, koło Bostonu, dwóch amerykańskich działaczy. Pierwsze strzały padły w Lexington, ze strony brytyjskiej; pierwsze starcie nastąpiło pod Concord.

Tak rozpoczęła się amerykańska wojna o niepodległość; ale z górą rok cały koloniści nie chcieli zerwać węzłów łączących ich z krajem macierzystym. Dopiero w połowie 1776 r. kongres powstańczych stanów wydał „Deklaracje Niepodległości”.Jerzy Washington, który, podobnie jak wielu wybitnych ówczesnych kolonistów, zdobył doświadczenie wojenne w walkach z Francuzami, objął naczelne dowództwo. W r. 1777 angielski generał Burgoyne, który chciał dotrzeć do Nowego Yorku od strony Kanady, poniósł klęskę pod Freernans Farm i musiał się poddać pod Saratogą.

W tym samym roku Francja i Hiszpania wydały wojnę Wielkiej Brytanii, poważnie utrudniając jej komunikację morską. Druga armia angielska pod generałem Cornwallis została odcięta na półwyspie Yorktown w Wirginii i musiała się poddać (r. 1781). W r. 1783 zawarto pokój w Paryżu, mocą którego trzynaście kolonii od Maine do Georgii utworzyły unię niezależnych suwerennych stanów. W taki sposób powstały Stany Zjednoczone Ameryki. Kanada dochowała wierności fladze brytyjskiej. Przez cztery lata stany te posiadały jedynie bardzo słaby rząd centralny, stosownie do niektórych artykułów Federacji, i zdawało się, że muszą rozpaść się na poszczególne niezawisłe państewka.

Natychmiastowemu rozłamowi zapobiegło wrogie stanowisko Anglii i zaborcze kroki Francuzów, co nowe stany pouczyło o niebezpieczeństwie separacji. Ułożono i ratyfikowano w r. 1788 konstytucję, która ustanawiała sprawniejszy rząd federalny z prezydentem na czele, posiadającym szeroką władzę, a słabe jeszcze poczucie jedności narodowej wzmocniła druga wojna z Anglią w r. 1812. Mimo to obszar zajmowany przez Stany był tak wielki, a interesy ich w owym czasie tak rozbieżne, że — wziąwszy choćby pod uwagę ówczesne środki komunikacji — rozpadnięcie się unii na poszczególne państewka europejskich rozmiarów było jedynie kwestią czasu. Udział w obradach waszyngtońskich pociągał za sobą długą, przykrą i niebezpieczną podróż senatorów i uczestników kongresu z bardziej oddalonych okręgów; jednocześnie zaś rozszerzanie się wspólnych ideałów wychowawczych, wspólnej literatury i innych  środków wzajemnego porozumienia napotykało na nieprzezwyciężone przeszkody mechaniczne.

Istniały już jednak na  świecie siły zdolne zahamować ten proces rozdrabniania się społeczeństw. Najpierw pojawiły się parowce rzeczne, potem koleje żelazne, telegraf, i one nie tylko uchroniły Stany Zjednoczone od rozdrobnienia, ale zlały w jedną całość ich ludność rozproszoną po nieobjętych obszarach i uczyniły z niej pierwszy wielki naród nowoczesny. W dwadzieścia dwa lata później hiszpańskie kolonie w Ameryce poszły tą samą drogą i zerwały związek z Europą. Ponieważ zaś były bardziej rozproszone i oddzielone od siebie wielkimi  łańcuchami gór, pustyniami, lasami i portugalską Brazylią, nie zdołały wytworzyć unii. Stały się zbiorem republik, nader wojowniczo względem siebie usposobionych — zwłaszcza z początku — i skłonnych do rewolucji.

Brazylia poszła inną drogą ku nieuniknionej separacji. W r. 1807 armia napoleońska zajęła Portugalią, której dom panujący uciekł do Brazylii. Od tego czasu aż do chwili oderwania się Portugalia zdawała się być raczej kolonią Brazylii niż odwrotnie. W r. 1822 Brazylia ogłosiła się od rębnym cesarstwem pod berłem Pedra I, syna króla portugalskiego. Lecz nowy świat nigdy nie był  życzliwy dla monarchii. W 1889 cesarz brazylijski spokojnie odpłynął sobie do Europy, a Stany Zjednoczone Brazylii powiększyły zastęp amerykańskich republik.

Podobne prace

Do góry