Ocena brak

Ameryka Północna

Autor /Zecer Dodano /31.01.2012

Kanada i Stany Zjednoczone, dwa państwa, które zajmują większą część Ameryki Północnej, należą do największych i najbogatszych krajów świata. Jednak nawet tak potężne i bogate państwa muszą borykać się z wieloma problemami.
Kanada i Stany Zjednoczone, dwa państwa, które zajmują większą część Ameryki Północnej, należą do największych i najbogatszych krajów świata. Jednak nawet tak potężne i bogate państwa muszą borykać się z wieloma problemami.
Jednym z najważniejszych wskaźników wy­znaczających sytuację ekonomiczną państwa jest tzw. produkt krajowy brutto (PKB), czyli wartość wszystkich towarów i usług wytworzonych w danym kraju w ciągu roku. Stany Zjednoczone mają najwyższy PKB na świecie, w 1996 roku wyniósł on 6 bilionów 932 miliardy dolarów, co stanowi około 25% wartości wszystkich towarów i usług na świecie. W przeliczeniu na jednego mieszkańca daje to kwotę 25860 dolarów (1994 rok), również pod tym względem USA zajmują jedno z czołowych miejsc na świecie. Poten­cjał gospodarczy Kanady jest nieco mniejszy. PKB Kanady w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi 19570 dolarów amerykańskich. W znacz­nie mniej zamożnym Meksyku - typowym kraju latynoamerykańskim - PKB na jednego miesz­kańca wynosi zaledwie 4010 USD.

Amerykanów często nazywa się „narodem imigran­tów", jako że w przytłaczającej większości miesz­kańcy tego kraju to potomkowie przybyszów ze wszystkich niemal części świata. Rdzenni miesz­kańcy Ameryki, Indianie, zostali zdziesiątkowani wskutek wojen i chorób przywleczonych do Ame­ryki przez Europejczyków. Większość ludności Ameryki Północnej stanowią obecnie potomkowie przybyszów z Europy i sprowadzonych przez nich z Afryki czarnych niewolników. Prawnuki ówcze­snych niewolników tworzą dziś społeczność tak zwanych Afroamerykanów. Najpóźniej do Stanów Zjednoczonych zaczęli ściągać imigranci z Azji i Ameryki Łacińskiej.
Językiem urzędowym Stanów Zjednoczonych jest angielski. Do niedawna każdy nowo przybyły imigrant stara! się jak najszybciej nauczyć tego języka, ponieważ pozwalało mu to na stosunkowo szybką asymilację w nowym środowisku. Wspólny język nie oznaczał jednak odrzucenia własnych wzorców kulturowych. Przeciwnie, większość imigrantów, przynajmniej w pierwszym i drugim pokoleniu, kultywowała tradycje i religie swoich przodków. Na przykład Polacy stworzyli bardzo silną społeczność w Chicago - można tam swobod­nie porozumieć się po polsku. Dlatego też Stany Zjednoczone stanowią coś w rodzaju pluralistycz­nego zbiorowiska różnych, współistniejących obok siebie grup kulturowych. Niestety ta wyraźna odrębność kulturowa różnych grup ludności czę­sto prowadzi do konfliktów, czasami przybierają­cych postać krwawych zamieszek w zamieszka­nych przez biedotę centrach wielkich miast.
W 1994 roku USA zamieszkane były przez 260967000 ludzi, z czego 75% stanowili biali - nie Latynosi, 12% - Murzyni, 3% - Azjaci i mniej niż 1 % rdzenni Amerykanie, czyli Indianie. Pozostałe 10% ludności Stanów Zjednoczonych stanowili Latynosi, czyli ludność hiszpańskojęzyczna.

Ludność latynoska.
Liczba Latynosów wzrosła gwałtownie po raz pierwszy po wojnie meksykańskiej 1846-48, kiedy to do Stanów Zjednoczonych przyłączono Kalifornię i Nowy Meksyk. Obecnie najwięcej imi­grantów hiszpańskojęzycznych przybywa z Kuby, Meksyku i Portoryko.
W związku z lawinowym przyrostem liczby lud­ności latynoskiej, hiszpański stał się drugim, po języku angielskim, najczęściej używanym językiem w USA. W wielu regionach kraju, nawet bardzo daleko od granicy z Meksykiem, znaleźć można całe miasteczka czy dzielnice, których mieszkańcy posługują się w życiu codziennym wyłącznie języ­kiem hiszpańskim.
Według Federalnego Biura Ewidencji Ludności przy zachowaniu obecnego tempa przyrostu lud­ności hiszpańskojęzycznej, około 2003 roku Laty­nosów będzie więcej niż Afroamerykanów. Bada­nia statystyczne wykazują, że napływ legalnych imigrantów z Meksyku, po okresie stałego wzrostu będzie teraz stopniowo malał i w roku 2010 po­winien spaść do 500 tys. rocznie. Prognostycy zapowiadają również, że około roku 2050, kiedy ludność USA osiągnie liczbę 380 milionów, Laty­nosów będzie około 80 mln, a Afroamerykanów około 62 mln. Pozycja białych jako bezsprzecznie największej grupy etnicznej zostanie zachwiana. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest ciągły napływ imigrantów i różne tempo przyrostu naturalnego poszczególnych grup etnicznych.
Gwałtowny przyrost ludności w społecznościach słabszych gospodarczo może spowodować szereg problemów socjalnych i gospodarczych na skalę całego kraju. Zamieszki w Los Angeles w 1992 ro­ku są doskonałym przykładem, że ubogie, pełne sfrustrowanych ludzi getta mogą stać się zarze­wiem poważnych konfliktów i zagrozić funkcjo­nowaniu całego społeczeństwa.
Obecnie mniejszości etniczne i biedota nie korzystają z praw obywatelskich - często po pro­stu nie przychodzi im nawet do głowy, by głosować w wyborach. Istnieje możliwość, że w przyszłości pojawią się politycy, którzy chcąc zdobyć głosy tej właśnie grupy potencjalnych wyborców, zobowiążą się do wprowadzenia praw trudnych do zaakcep­towania przez białą klasę średnią.

Kanada.
Kanada, podobnie jak Stany Zjednoczone, również boryka się z problemami etnicznymi. Rdzenni mieszkańcy północnej części tego kraju - Inuici (Eskimosi) i Indianie stanowią obecnie 2% ludno­ści kraju. Większość z nich mieszka w rozrzuco­nych po całym kraju osadach, część przyciągnęły wielkie miasta. W osadach Indian panuje ogrom­ne bezrobocie i bieda, powszechnym zjawiskiem jest alkoholizm. Odsetek samobójstw jest wśród Indian wyższy niż przeciętny.
Większość mieszkańców Kanady stanowią biali potomkowie imigrantów z Europy. Większość bia­łych mieszkańców (ok. 47%) jest pochodzenia brytyjskiego. Około 22% (6500000) to ludność francuskojęzyczna - 5 mln w prowincji Quebec i około 1,5 mln w prowincjach Ontario i Nowy Brunszwik. W Kanadzie żyją też potomkowie imi­grantów z Niemiec, Włoch, Ukrainy i Polski. Licz­na jest też mniejszość azjatycka. Różnice kulturo­we są przyczyną wielu problemów. Największym z nich jest oczywiście kwestia ludności francu­skojęzycznej. Około 17% Kanadyjczyków posłu­guje się wyłącznie językiem francuskim, a 15% jest dwujęzycznych. Wprawdzie oba te języki uzna­ne zostały za urzędowe, jednak wielu frankofonów obawia się, że ich kultura wyraźnie odwołująca się do tradycji francuskiej zostanie zdominowana przez anglojęzyczną większość.
W referendach w sprawie pełnej niepodległości Quebecu, dwukrotnie wygrali przeciwnicy secesji. Mimo pozornej stabilizacji sytuacja państwa jest trudna, ponieważ w środowisku frankofonów idea secesji wciąż jest żywa i, jak obawiają się niektó­rzy eksperci, niepowodzenie w referendum jedy­nie podsyciło nastroje separatystyczne.

Gospodarka.
Aby utrzymać pozycję lidera w świecie, rządy Kanady i USA podpisały w 1988 roku układ o wol­nym handlu, w którym oba kraje zobowiązały się do zniesienia wszelkich ograniczeń w wymianie towarowej do roku 1999.
We wczesnych latach 90. Meksyk przystąpił do układu, który przekształcił się w Północnoame­rykański Układ Wolnego Handlu (NAFTA). Poro­zumienie to podpisano w 1992 roku, tworząc tym samym największą na świecie strefę wolnego handlu. Trzy państwa - strony układu - zajmują powierzchnię 21,3 mln km2, czyli dziewięć razy większą niż Unia Europejska. Układ wzmocnił gospodarkę krajów północnoamerykańskich, a ko­rzyścią z niego wynikającą jest zmniejszenie mig­racji z Meksyku do USA. Zmianie uległa też struktura zatrudnienia imigrantów. Tradycyjnie amerykańscy farmerzy ściągali z Meksyku tanią siłę roboczą do pracy na farmach, obecnie aż 80% imigrantów z Meksyku pracuje poza rolnictwem.

Meksyk.
Zdaniem ekspertów, jak dotychczas na Układzie najwięcej skorzystał Meksyk, jednak pesymiści przestrzegają, że niskie koszty produkcji, tania ziemia w tym kraju mogą spowodować przeniesienie produkcji z USA do Meksyku, co może doprowa­dzić z kolei do zwiększenia bezrobocia i spadku realnej płacy w najbardziej znaczącym kraju Ukła­du - Stanach Zjednoczonych. Pojawiają się też przestrogi, że NAFTA może doprowadzić do obni­żenia amerykańskich standardów dotyczących ochrony środowiska, ponieważ przemysł Meksyku jest znacznie mniej zaawansowany technologicznie, w związku z czym obowiązujące tam dopuszczal­ne normy zanieczyszczeń są znacznie niższe.
Aby zapobiec tym zagrożeniom, Stany Zjedno­czone domagają się od Meksyku wprowadzenia wzrostu płac proporcjonalnego do wzrostu pro­dukcji. Meksyk zgodził się również na stworzenie swoistej bariery bezpieczeństwa polegającej na ograniczeniu budowy w tym kraju amerykańskich obiektów przemysłowych stanowiących zagrożenie dla środowiska.
Powstanie NAFTA świadczy o tym, że Stany Zjednoczone poważnie zastanawiają się nad spo­sobami utrzymania pozycji supermocarstwa. Czy można tego dokonać w pojedynkę, czy też, podob­nie jak to się dzieje w Europie, łatwiej będzie utrzy­mać we współpracy z innymi państwami długo­trwałą koniunkturę?

Ochrona środowiska.
Kolejnym poważnym problemem, z którym musi się uporać Ameryka Północna jest ochrona śro­dowiska. Zasoby naturalne Ameryki w ciągu ostat­nich 300 lat były bezlitośnie eksploatowane, a środowisko zanieczyszczane przez dynamicznie rozwijający się przemysł. Wielkie równiny zosta­ły zamienione w pola uprawne, a porastającą je pierwotnie dziką roślinność usunięto, co spowodo­wało potężną erozję gleby. Dopiero w latach 30. wprowadzono program kontroli erozji, jednak do dziś w USA na każdym hektarze ziemi uprawnej erozji ulega średnio aż 12 ton gleby rocznie. Poważ­ne następstwa miała też masowa wycinka lasów, która doprowadziła do dramatycznego spadku populacji wielu gatunków zwierząt i roślin we wszystkich krajach kontynentu. Na szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z krótkowzrocz­ności takiej polityki, widoczne jest to zwłaszcza w dziedzinie zastosowania herbicydów i pestycydów. Ostatnio daje się więc zaobserwować powol­ny odwrót od stosowania szkodliwych środków ochrony roślin.
Innym problemem są kwaśne deszcze powsta­jące nad zurbanizowaną południową częścią kon­tynentu i spychane przez wiatr daleko na północ. Na przykład w Kanadzie wskutek kwaśnego deszczu umarły już miliony drzew, a w 14 tysiącach jezior nie ma już życia biologicznego.
Wielkie Jeziora leżące na granicy USA i Kanady są zanieczyszczane nie tylko przez kwaśne desz­cze. Do ich wód spływają również toksyczne odpa­dy przemysłowe i komunalne. Mimo pochłaniają­cych ogromne sumy, zakrojonych na wielką skalę przedsięwzięć, których celem jest oczyszczenie Wielkich Jezior, proces ten przebiega bardzo powo­li. Mieszkańcy Ameryki ponoszą teraz konse­kwencje gwałtownego i niekontrolowanego roz­woju gospodarczego w ciągu ostatnich stu lat.
W wielu regionach krajobraz został bezpowrot­nie zmieniony przez potężne kopalnie odkrywko­we. Wielkie zmiany w krajobrazie są też wynikiem powstawania potężnych elektrowni wodnych, tak chwalonych za dostarczanie „czystej ekologicz­nie" energii. Na przykład w Kanadzie budowa tam i utworzenie przy nich wielkich zbiorników wod­nych sprawiły, że wielu mieszkających tam Indian musiało opuścić te tereny i zmienić swój tradycyj­ny sposób życia.
Jak na ironię nawet sukces gospodarczy i dobro­byt może być źródłem problemów. Na przykład zurbanizowane, zamożne społeczeństwo produku­je nieprawdopodobne ilości śmieci. Przeciętny Amerykanin wytwarza 1,6 kg odpadków dziennie. W społeczeństwach konsumpcyjnych, zwłaszcza w wielkich aglomeracjach, problem składowania śmieci jest jednym z najpoważniejszych zadań samorządów. Dlatego tak wielką wagę przywiązu­je się do edukacji ekologicznej i recyclingu, zwłasz­cza w dziedzinie opakowań.
W ciągu ostatnich 40 lat, dzięki działaniom takich grup jak Przyjaciele Ziemi czy Greenpeace, świadomość ekologiczna społeczeństwa znacznie wzrosła. Pod naciskiem opinii publicznej rządy USA i Kanady wydają miliardy dolarów rocznie na ochronę środowiska i wprowadzają uregulowa­nia prawne, które mają zapobiegać emitowaniu zanieczyszczeń przemysłowych.
Ekonomiści zauważyli nawet pewną prawidło­wość w rozwoju społeczeństw. Gwałtowny rozwój gospodarczy i cywilizacyjny zawsze okupiony jest stratami w środowisku naturalnym. Kiedy jednak dane społeczeństwo osiąga określony poziom (tzn. kiedy obywatele są na tyle bogaci, by mieć czas na podziwianie przyrody), część zysków przeznacza się na ochronę i rekonstrukcję naturalnego środo­wiska. Czyste środowisko sprzyja nie tylko rozwo­jowi flory i fauny, dobrze wpływa również na stan zdrowia społeczeństwa. Im zdrowsze społeczeń­stwo, tym wydajniej pracuje i tym mniejsze są wydatki na ochronę zdrowia i opiekę społeczną.

Niebezpieczeństwem restrykcyjnej polityki boga­tych państw wobec przemysłowych „trucicieli" jest zjawisko „eksportu" zanieczyszczeń. Polega on na tym, że wielkie przedsiębiorstwa przenoszą zakła­dy emitujące największe ilości zanieczyszczeń do krajów biednych, których na razie nie stać na poli­tykę proekologiczną. Niestety, proceder ten będzie prawdopodobnie trwał tak długo, dopóki będzie istniała wielka przepaść między bogatymi krajami rozwiniętymi, a biednymi rozwijającymi się.

Podobne prace

Do góry