Ocena brak

Alexis de Tocqueville „Wspomnienia”

Autor /sweadsalefs Dodano /17.11.2007

1) „Geneza i charakterystyka tych Wspomnień – ogólna fizjognomia epoki poprzedzającej rewolucje 1848 roku – oznaki zwiastujące tę rewolucję.”

W pierwszym rozdziale Tocqueville postanawia się bliżej przypatrzeć wydarzeniom, których był świadkiem i uczestnikiem. Podkreśla tu, ze dzieło to pisze wyłącznie dla siebie. Pisze „chcę w tych wspomnieniach wypowiedzieć się szczerze i dlatego jest niezbędne, aby pozostały zupełnie sekretne.”
Tocqueville przewiduje, ze w przyszłości kraj podzieli się na dwie wielkie partie. Zwraca szczególną uwagę na prawo własności, które jawi się jako ostatnia pozostałość po zburzonym świecie arystokratycznym. Autor pisze, że „walka polityczna będzie się wkrótce toczyła między tymi co posiadają i tymi co nie posiadają, wielkim polem bitwy stanie się własność, zaś głównie kwestie polityczne będą się rozgrywać wokół mniej lub bardziej głębokich modyfikacji prawa posiadaczy. Wówczas to ujrzymy ponownie wielkie publiczne poruszenie i wielkie stronnictwa.” Tocqueville dostrzega niebezpieczeństwo kolejnych rozruchów. Zaglądając w głąb społeczeństwa widzi klasy pracownicze, które nie godzą się z niesprawiedliwymi rządami. Rodzą się tam poglądy, idee które prowadzą do obalenia społeczeństwa. Tą sytuacje porównuje do wulkanu, który w przyszłości wybuchnie i doprowadzi do kolejnej rewolucji. Dlatego błaga Izby Deputowanych, aby przeciwdziałały tej sytuacji dzisiaj, kiedy jest jeszcze czas na takie działania. Mówi o potrzebie reformy prawa wyborczego, czy reformie parlamentarnej, które mają uchronić kraj przed kolejną rewolucją. Jednak wtedy nikt nie rozumiał przewidywań Tocquevilla – jego poglądy klasa rządząca przyjęła ze śmiechem. Nie było dookoła niego nikogo, nawet wśród jego bliskich przyjaciół, kto by uwierzył w nadchodzące niebezpieczeństwo. Być może nie doszłoby do wybuchu rewolucji, gdyby w kraju znalazły się odważne osoby, którym los ojczyzny nie był obojętny. Patrząc na zachowanie ówczesnej władzy widać, że nie wyciągnęła ona żadnych wniosków z wcześniejszych wydarzeń.


2) „Bankiety –bezpieczeństwo rządu – troski przywódców opozycji – oskarżenie ministrów.”

Bankietami nazywano kampanię propagandową na rzecz reform parlamentarnych w latach 1847 – 1848, prowadziły je wszystkie orientacje opozycyjne. Podczas tych bankietów doszło do porozumienia między Thiers’em i Borrot’em – między dwoma odłamami opozycji: centrolewicy i lewicy. Z czasem bankiety przerosły nadzieje i życzenia tych, którzy je wywoływali. Starali się oni raczej je uspokajać niż powiększać. Według Tocquevilla „ostatni bankiet został postanowiony wbrew nim, dołączyli do niego pod naciskiem, z rozpędu i nade wszystko dla podrażnionej próżności.”
Autor opisuje jak podczas otwarcia sesji Izby w 1848 roku król Ludwik Filip w swej mowie tronowej, określił organizatorów bankietów jako ludzi, którzy kierują się wrogimi i ślepymi namiętnościami. W ten sposób król wystąpił przeciwko ponad 100 członkom Izby. To doprowadziło do burzliwej debaty, która groziła wybuchem wojny domowej. W rezultacie tej zapalczywej dyskusji przyjęto , że „opozycjoniści zbiorą się na ostatnim bankiecie, zaś rząd nie przeszkadzając w Zgromadzeniu, postawi jego organizatorów przed sądami, które wydadzą wyroki.” Ruch rewolucyjny ulega przyspieszeniu. Opozycja konstytucyjna przeszła pod nowe kierownictwo – byli to ludzie młodzi, gorzej sytuowani. 20 lutego pod nazwą programu najbliższego bankietu ukazała się proklemacja, która wzywała ludność do manifestacji politycznej. Wtedy rząd zakazał organizacji bankietu, grożąc użyciem siły. Według Tocquevilla „ program który tak znienacka przemienił bankiet w insurekcje został ułożony, przyjęty i ogłoszony bez udziału i wiedzy parlamentarzystów, którzy jeszcze sądzili że panują nad wywołanym przez siebie ruchem.” Program ten był pospiesznym dziełem nocnego zebrania dziennikarzy i radykałów, a przywódcy opozycji zapoznali się z nim podobnie jak publiczność, czytając go po przebudzeniu. Gdy rząd przerażony ogłoszeniem tego dokumentu zabronił bankietu, Barrot, stanąwszy wobec wojny domowej wycofał się. A następnie oskarżył ministrów o pogwałcenie konstytucji zakazując organizacji bankietu, w ten sposób „dostarczył usprawiedliwienia tym , co mieli chwycić za broń w imię pogwałconej konstytucji.”

3) „ Zamieszki 22 lutego- posiedzenie 23 lutego- nowy gabinet – nastroje pana Dufaure i pana de Beaumont.”

Tocqueville opisuje dzień 22 lutego, który nie wygląda jakby miał budzić niepokój. Ludzie wychodzą na ulice, lecz raczej z ciekawości niż z chęci zamieszek. W Izbie powszechnie panuje spokój, ale gdy bliżej się rozmawia z posłami czuć wśród nich strach i panikę.
W dniu 23 lutego Tocqueville dowiaduje się, że poruszenie w Paryżu wzmaga się. W ten dzień Zgromadzenie zawiesiło pracę „nasłuchiwało wieści o incydentach w mieście, czekało dalszych wypadków i liczyło godziny w rozgorączkowanej bezczynności.” O godzinie trzeciej pan Guizot ogłosił, że król powierzył panu Mole utworzenie nowego gabinetu, co opozycja przyjęła z ogromna satysfakcją. „Dowiedzieliśmy się, że przesądziły o nim buntownicze nastroje jednego z batalionów piątej legii i bezpośrednia interwencja u króla wielu wyższych oficerów tego właśnie oddziału Gwardii Narodowej.” Tocqueville zauważa, że ta decyzja króla „wywróciła całą władzę.” Autor negatywnie odnosi się do decyzji króla Ludwika Filipa. Zgromadzenie myślało, że postanowienie króla uspokoi sytuacje w Paryżu, że „powstańcza ruchawka” zakończy się sama z siebie.
Tocqueville znów sam w swoich poglądach, uważa że jest już za późno na jakiekolwiek działania. Twierdził „ bieg nadany politycznej machinie był zbyt gwałtowny, ażeby władza mogła zatrzymać się w rękach stronnictw pośrednich.” Nic nie mogło już powstrzymać przyszłych wydarzeń, z którymi miał zmierzyć się kraj.




4) „ 24 luty – ministerialny plan powstrzymania powstania – gwardia narodowa – generał Bedeau.”
Następnego dnia - 24 lutego Tocqueville wychodząc na ulicę poczuł, iż oddycha atmosferą rewolucyjną. „Jezdnia była pusta, sklepy zamknięte, nie było widać ani powozów ani pieszych, nie było słychać krzyków wędrownych kramarzy..... na wszystkich twarzach rysował się niepokój lub złość.”
Tocqueville dowiedziawszy się, że „rząd kazał masakrować lud”, nie mógł w to uwierzyć, gdyż ten rząd był dla niego jednym z najmniej krwawych jakie znał. Od pana de Corcelles dowiedział się o strzelaninie na bulwarze Capucines, o szybkim rozszerzaniu się insurekcji, o odmowie pana Mole by formować rząd w takich okolicznościach i o wezwaniu panów Thiersa, Barrota i ich przyjaciół obarczonych ostatecznie misją utworzenia gabinetu. Ludzie którzy wówczas mieli powstrzymać rewolucje 1848 roku byli tymi samymi ludźmi, którzy uczestniczyli w rewolucje roku 1830. Na ulicach budowano barykady – Tocqueville przyglądając się wtedy miastu myślał „ nie odnajdywałem nigdzie owego powszechnego wrzenia jakie oglądałem w roku 1830 i które w owym czasie sprawiło, że miasto przyrównywałem do gotującego się kotła. Tym razem rządu nie obalono, pozwolono mu upaść.”
Następnie autor rusza w kierunku Izby. Na placu Ludwika XV spotkał Bedeau’a . Otrzymał on rozkaz nie przystępowania do walki. W trakcie ich rozmowy wzburzony lud przeciska się pomiędzy drzewami Pól Elizejskich, idąc w ich kierunku. Tocqueville z trudem wydostał się z tłumu, który później zdemaskował posterunek w alei Pól Elizejskich i skierował się w stronę Izby.
Autor zwraca w tym rozdziale uwagę, ze nic nie jest już w stanie powstrzymać ducha rewolucji. Wzburzony lud buduje blokady, przygotowując się do walki, a miasto zamiera. W powietrzu czuć zapach rewolucji.

5) „Posiedzenie izby – księżna orleańska – rząd tymczasowy.”

Tocqueville dostaje się do Izby – deputowani kręcą się po korytarzach, bez wiadomości żyją pogłoskami. Przywódcy obu stronnictw są nieobecni, dawni ministrowie uciekli, a nowi się nie pojawili. Przewodniczący Izby pan Sauzet był przeciwko rozpoczęcia posiedzenia, a raczej był niezdolny żeby samemu ustalać dyrektywy. Widząc to Tocqueville udaje się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, aby domagać się pomocy. Przemierzając plac pod Palais – Bourbon dowiedział się od Beaumonta, że król abdykował i uciekł. „ Beaumont wraz z Barrotem speszyli się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ażeby objąć nad nim kierownictwo i próbować utworzyć w ten sposób jakiś ośrodek zarządzania i oporu.” Tocqueville udaje się wraz z przyjaciółmi do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych , gdzie tłum wdarł się już do gabinetu pana Duchatel’a. W tym czasie do sali obrad dotarli księżna Orleańska, Ludwik Filip Albert – hrabia Paryża oraz Ludwik Karol Orleański – książe de Nemours. Wokół książąt tłoczyli się przybyli wraz z nimi gwardziści narodowi, posłowie i niewielka liczba ludzi z ludu. Tocqueville widząc taką sytuacje w Izbie zajął swoje miejsce, gdyż uważał że w kryzysowych sytuacjach należy nie tylko uczestniczyć w Zgromadzeniu, którego się jest członkiem, lecz zajmować miejsce na którym było się zazwyczaj widocznym.
„ Rozpoczęto coś na kształt obrad bezładnych i hałaśliwych.” Pan Dupin zabrawszy głos zaproponował, aby księżną Orleańską obwołać regentką, na co „ z ław poselskich odezwały się oklaski, z trybun krzyki, a pomruki z korytarza.” Podczas obrad Tocqueville zauważył, że wokół Izby zbiera się coraz więcej osób należących do klas niższych, a z których wielu miało broń. Przeciwdziałać tej niebezpiecznej sytuacji mógł jedynie pan Lamartine, który dzięki swym ostatnim przemówieniom zyskał przychylność ludu. Jedna odmówił on zabrania głosu mówiąc – „nie zabiorę głosu dopóki tam pozostaną ta kobieta i to dziecko” – powiedział.
„Tymczasem w amfiteatrze tłum gęstniał do tego stopnia, że troje książąt ryzykowało w każdej chwili uduszenie lub zadeptanie.” Poproszono księżną Orleańską by opuściła salę, jednak ona stanowczo odmówiła. W tym czasie do sali dociera Barrot, który potwierdza, że korona monarchii spoczywa na głowie kobiety i dziecka. Te słowa Zgromadzenie przyjmuje oklaskami, a lud milknie.
Przywódcy ruchu wkraczają na mównicę, mimo prób posiedzenia nie można już zawiesić. Podczas przemówienia Lamartine’a drzwi pod naporem rozpadają się na kawałki. Tocqueville widział jak „ zbrojny motłoch zajmuje z hałasem całą trybunę, a po chwili również i następne.” Przyjaciele wyprowadzają księżną Orleańską i jej syna poza salę. Tymczasem autor w trakcie burzliwego widowiska pozostaje w swej ławie – mówi: „ wydawało mi się, że na nowo starano się odegrać Rewolucje Francuską raczej niż dopełnić jej dzieło.” Mimo, iż dookoła ludzie byli uzbrojeni, nie czuło się niebezpieczeństwa. Uważa on, że nikt nie był tam w zagrożeniu, a krwawa nienawiść miała dotrzeć tam dopiero później. Lud próbował rozniecić dawne namiętności, ale bez skutku. Tocqueville taką sytuacje porównuje do teatru, gdzie aktorzy nie potrafią jeszcze naśladować entuzjazmu czy szaleństwa, które w przeszłości towarzyszyło ich ojcom. Zwraca również uwagę na księżną Orleańską, współczuje jej gdyż musi ona ponieść cały ciężar błędów, których ona nie popełniła.
W tym czasie prawie wszyscy posłowie się już rozeszli, ich miejsce zajął lud. Lamaritine zaczął czytać listę, zawierającą nazwiska wielu osób, które miały wejść w skład rządu tymczasowego. Idąc za głosem ludu Lamaritine krzyknął „na ratusz” pociągając za sobą połowę tłumu. Autor nie zdecydował się iść razem z tłumem, postanowił udać się w stronę domu.
Tocqueville w tym rozdziale próbuje ukazać ogromny zamęt polityczny jaki panuje wówczas we Francji. Brak tam przywódcy, który w zdecydowany sposób pokierowałby losem kraju. Widzimy tutaj wzburzony lud, który oczekuje zupełnie innych decyzji politycznych niż Zgromadzenie oraz postać księżnej Orleańskiej , która zostaje rzucona w wir domowej niezgody.





Część druga
1) „ Mój sąd o przyczynach 24 lutego i moje myśli o ty, co z tego dnia wynikło”

Upadła monarchia lipcowa – raczej na widok niż pod ciosami zwycięzców. Przyczyn tego stanu rzeczy Tocqueville każe szukać w złych rządach Ludwika Filipa. Zwraca również uwagę na przyczyny ogólne, bez których rewolucja nie mogłaby zaistnieć. Są to m.in. rewolucja przemysłowa, ekonomiczne i polityczne teorie, pogarda w jaką popadła klasa rządząca, centralizacja, czy niestałość wszystkich instytucji, idei, obyczajów i ludzi w niestałym społeczeństwie. Autor twierdzi również, że do rewolucji przyczyniły się niezręczne posunięcia opozycji dynastycznej, które wznieciły rozruchy chcąc przygotować reformę oraz nagłe zniknięcia dawnych ministrów, wahania generałów, ale przede wszystkim „starcza nieudolność króla Ludwika Filipa.” Tocqueville przyznaje, że król ten całe swoje życie spędził pośród rewolucji i nie brakowało mu ani doświadczenia ani odwagi. Jednak rewolucja lutowa bardzo go zaskoczyła - była ona nieprzewidywalna dla wszystkich. Autor pisze: „nie przygotowała go do niej żadna przestroga z zewnątrz, ponieważ od wielu lat jego umysł zamknął się w tego rodzaju pysznej samotności, w jakiej zazwyczaj zaczyna przebywać rozum władców, którym przez długi czas sprzyjała fortuna i którzy biorąc szczęście za geniusz, nie chcą już nikogo słuchać, bo sądzą że niczego już nie mogą się dowiedzieć.”
Tocqueville zarzuca królowi Ludwikowi Filipowi wiele błędów m.in. fałszowanie praw, korumpowanie ludu, odchodzenie od ducha konstytucji, łagodne roztapianie namiętności rewolucyjnych. Zastanawia się on również nad przyczynami, które doprowadziły do zajść 24 lutego. Widzi, że z tej rewolucji nie może wyniknąć nic co by go mogło zadawalać. Mówi : „przewidywałem, że jakikolwiek miałby być los naszych dzieci, to my jesteśmy już skazani na nędzny żywot pomiędzy następującymi przemiennie falami rozpasania i ucisku.” Tocqueville nie widzi finału tych kolejno następujących po sobie rewolucji. Nie potrafi wskazać, kiedy zakończy się ta podróż. Pyta się „czy rzeczywiście istnieje ów stały ląd, którego tak długo poszukujemy, czy naszym przeznaczeniem nie jest raczej nieskończone żeglowanie po pełnym morzu?”

2) „Paryż nazajutrz po 24 lutego i w dni następne – socjalistyczny charakter nowej rewolucji.”

Tocqueville opisuje Paryż po 24 lutego. Ulice były puste, spokojne, tylko od czasu do czasu można było napotkać zwycięzców z dnia poprzedniego. Na wyludnionych ulicach najwięcej było żołnierzy bez broni, którzy przemierzali miasto powracając do swoich domów. Tocqueviile całe popołudnie spędził chodząc po Paryżu. Uderzyły go wtedy dwie rzeczy: ludowy charakter rewolucji jaka się dokonała oraz brak objawów nienawiści czy żywych namiętności jakie mógłby okazać prosty lud. Opisując sytuacje jaka się w ostatnich dniach wydarzyła autor mówi „rewolucję lipcową zrobił lud, lecz klasa średnia która ją wywołała i przeprowadziła zebrała też prawie wszystkie jej owoce. Natomiast rewolucja lutowa zdawała się być zrobiona całkowicie poza burżuazją i przeciwko niej.” W tym wielkim wstrząsie to lud objął całą władzę, była to sytuacja dla Francji całkiem nowa, mimo iż w innych rejonach taka rewolucja miała już miejsce.
Tocqueville przemierzając Paryż nie zauważył żadnego przedstawiciela porządku publicznego, żołnierzy czy policjanta, zamknięto nawet Gwardie Narodową. Wyłącznie lud nosił broń, pilnował państwowych budynków, czuwał , rozkazywał i karał. Jakie ogromne musi być przerażenie innych klas, gdyż „ten kto włada Paryżem, panuje nad Francją.” Sam Tocqueville się nie bał, wiedział że paryski lud kieruje się raczej szlachetnymi porywami. Poza tym pisze, że mieszkańcy tyle już lat spędzili w powstaniach, wiec wytworzyła się między nimi szczególna moralność na użytek zamieszek, był to tzw. szczególny kodeks na czas rozruchów, który mówił „ tolerowane jest zabójstwo, dopuszczalne są demonstracje, ale surowo wzbroniona grabież.”
Ważną kwestia stało się również wcześniejsze połączenie opozycji dynastycznej i republikańskiej, które te same posunięcia wykonywały w odmiennych intencjach. A gdy zniknęła monarchia pole bitwy stało się puste. Lud nie dostrzegał na nim żadnych wyraźnych wrogów, zabrakło dawnych przyczyn gniewu. Kler nigdy do końca nie pogodził się z nowa dynastią i bez żalu przyjął jej upadek. Autor zwraca również uwagę, że po 25 lutego pojawiła się bardzo wiele propozycji przeciwnych systemów. „ Wszystkie te teorie były różniły się między sobą, czysto były sprzeczne, czasem wrogie, lecz mierząc poniżej rządu, w samo społeczeństwo, które stanowi jego podstawę wszystkie przyjęły wspólne imię socjalizmu.” Tocqueville zwraca uwagę, że socjalizm pozostanie najistotniejszą cechą i najgroźniejszym wspomnieniem rewolucji lutowej. Nie dostrzegano, że lud chciał sobie pomóc zmieniając instytucje polityczne, lecz po każdej walce jego los nie polepszał się wcale. Było wiec nieuniknione, ze pewnego dnia dojdzie do wniosku, że to co go krepuje to niezmienne prawa urządzenia samego społeczeństwa. Autor pisze, że naturalny niepokój w umysłach ludu, nieuniknione poruszenie jego pragnień, zostały splecione w pewnego rodzaju tkaninę, na którą nowatorzy nakreślili groteskowe wzory.

3) „ Niepewność byłych deputowanych co do stanowiska jakie należy zająć - moje refleksje o tym co mam począć i moje postanowienia.”

Po kilku dnia autor nawiązuje kontakt ze zwyciężonymi – deputowanymi, handlowcami, przemysłowcami. Stwierdza, ze mimo iż rewolucja lutowa była najkrótsza i najmniej krwawą z rewolucji, to umysł i serce zwyciężonych wypełnia świadomość i poczucie swej wszechwładzy jak żadna inna. Dostrzega on powszechny wysiłek przystosowania się klas do nowych wydarzeń. „ Wielcy posiadacze chętnie przypominali, że zawsze byli nieprzyjaciółmi klasy mieszczańskiej i sprzyjali klasom ludu” za to „mieszczanie przypominali sobie z dumą, że ich ojcowie byli robotnikami.” Nikt nie wspomina już o królu Ludwiku Filipie. Cisza pojawiła się koło jego nazwiska. Zapomnieli o nim nawet jego wrogowie, gdyż nie budził już wśród nich lęku.
Po rozważaniach o dniach po 24 lutego, autor postanawia się skupić na okresie, który bezpośrednio poprzedził wybory powszechne. Dawni przedstawiciele władzy musieli zadecydować, czy kandydować i bać się, że nie zostaną wybrani czy trzymać się na uboczu od władzy. Sam Tocqueville musiał zadecydować co dalej ma czynić. Był on raczej niechętny dawnemu parlamentowi, nie dostrzegał tam bezinteresownej troski o dobro ludzi. Posądzano go o zręczne manewrowanie, o głębokość poglądów czy wyrafinowane ambicje, których sam w sobie nie dostrzegał. Uchodził za surowego, skłonnego do uraz i zgryźliwego. To powodowało jego wątpliwości we własne siły. Jednak ten świat parlamentarny, w którym autor przeżył opisywaną niedolę został przez rewolucje zburzony. „Połączyła ona i wymieszała dawne partie we wspólnej ruinie, strąciła ich przywódców, zniszczyła ich tradycję i dyscyplinę.” Pojawiła się nowa droga, na którą trzeba było wejść. Mimo, iż wydawała się niebezpieczna Tocqueville się jej nie bał. Wiedział, ze rewolucja dała szansę stworzenia czegoś nowego w społeczeństwie. Dawne układy, które przyczyniały się do jego wątpliwości we własne siły, już nie istniały. Autor widział szansę rozwoju, dlatego zadecydował o dalszej działalności politycznej.

4) „ Moja kandydatura w parlamencie La Manche – wygląd prowincji - wybory powszechne.”

Tocqueville opisuje jaka trwoga ogarnęła z czasem całą prowincje. We wsi nastąpiło cos na kształt zbliżenia właścicieli, nie było widać rywalizacji kastowych i majątkowych. Brak było zawiści i pychy dzielącą chłopów i bogaczy czy szlachtę i mieszczan. Autor dziwi się tej sytuacji, twierdzi ze jeszcze nigdy takiego zjawiska nie widział.
Chcąc skupić się na swojej kandydaturze zatrzymuje się w miasteczku Valognes. Zależało mu bardzo na tym, żeby zostać wybranym przez lud, jednak trudna sytuacja powodowała, ze godził się z możliwością niepowodzenia. Tymczasem większość kandydatów powróciła już do starych obyczajów z 1792 roku – ludzi tytułowali „obywatelami” i zwracali się do nich z „braterskimi” pozdrowieniami. Tocqueville ograniczył się jedynie do opublikowania okólnika, który rozwieszony został w całym parlamencie. Pismem tym zjednoczył sobie wiele osób i stał się najpopularniejszym człowiekiem w departamencie la Manche. W okręgu Valognes odbyło się wstępne zebranie wyborcze, na które autor przybył wraz z innymi kandydatami. Wypadł na nim lepiej niż pozostali, gdyż dobrze znał fakty polityczne i z łatwością posługiwał się językiem, jaki mu narzucono.
Zbliżał się moment wyborów powszechnych, jednak sytuacja społeczno – polityczna nie była spokojna, bano się że Paryż wpadnie w ręce uzbrojonych socjalistów. Obawiano się, że nie zostawią oni swobody wyborcom lub że co najmniej wywrą nacisk na Zgromadzenie Narodowe. Oficerowie musieli przyrzekać, że pójdą przeciwko Zgromadzeniu, jeżeli popadnie ono w konflikt z ludem.
Tocqueville ukazuje aktualne nastroje panujące we Francji, z jednej strony przygotowania do wyborów, mowy kandydatów, składanie obietnic wobec ludu, z drugie niebezpieczeństwo płynące ze strony socjalistów, którzy stanowili zagrożenie dla planowanych wyborów.

5) „Pierwsze posiedzenie konstytuanty – wygląd tego zgromadzenia.”

Przebywając na prowincji autor zauważył również, iż panowało tam powszechne przekonanie, że posłowie w Paryżu wystawieni są na niebezpieczeństwo. Ludzie mówili „ Jeżeli Zgromadzenie narodowe zostanie zaatakowane, przybędziemy was bronić.”
Tymczasem w stolicy Tocqueville dostrzega tysiące uzbrojonych robotników, zmilitaryzowanych, bez zajęcia, „z głowami pełnymi pustych teorii i chimerycznych nadziei.” Społeczeństwo podzielone jest na dwie części: na tych, którzy nic nie mieli, gdzie panuje żądza posiadania oraz tych, którzy mieli jeszcze jakiś majątek, żyjących w strachu. Jak zauważa autor żadnych więzów, żadnej sympatii między tymi dwiema klasami już nie było. Istniało tylko przekonanie o nieuniknionej i bliskiej walce. Codziennie domagano się kapitału lub dochodów posiadających. Z czasem mieszczaństwo swój strach zamieniło w odwagę – tak sytuacja społeczna wskazywała, że walka jest nieunikniona.
Tymczasem Tocqueville wciągnięty w życie publiczne, postępuje zgodnie z sumieniem, rozumem i upodobaniami. Przede wszystkim chce bronić wolności i ludzkiej godności. Ocalić starodawne prawa społeczeństwa przeciwko nowatorom przy pomocy nowej siły. Jak mówi sam autor „nigdy cel nie wydawał mi się szczytniejszy i lepiej widoczny.”

6) „ Moje stosunki z Lamartinem – wahania tegoż.”

W tym czasie Lamartine jawił się jako zbawca tych, których skrzywdziła rewolucja. Wielu uznawało go za idealnego przywódcę i oczekiwano, że stanie na ich czele, aby skrócić działania socjalistów i demagogów. Tocqueville nie przepadał za Lamartine, zarzucał m, że nie myśli o dobru publicznym, oraz to że jest nieszczery w swych działaniach. Kiedy pojawił się na sesji Zgromadzenia po wydarzeniach 24 lutego starał się unikać Tocquevilla. Tłumaczył się tym, „że jego obecna pozycja wymaga, aby tak się zachowywać wobec dawnych deputowanych, że ma zapewnione miejsce pośród przyszłych przywódców republiki, lecz aby bezpośrednio porozmawiać, należy odczekać, aż zostaną przezwyciężone pierwsze i przejściowe trudności.”
Tymczasem debaty w parlamencie przyczyniły się do licznych potyczek stronnictw. Zgromadzenie to podatne było na krasomówcze sztuczki – racji swojego postępowania szukało w wystąpieniach mówców. W tym okresie Lamartine najbardziej obawiał się oddać kierownictwo nad Zgromadzeniem w ręce dawnych przywódców parlamentarnych. Robiąc wszystko aby do takiej sytuacji nie doszło Lamartine poprzez wystąpienia obudził nieufność, która wkrótce wzrosła i ze szczytów popularności jaką osiągnął spadł szybciej niż na nie się wspiął.
Tocqueville zarzucał mu również, że schodzi z wyznaczonej drogi i prowadzi naród w stronę przepaści. Nie mógł się pogodzić z tą sytuacją, gdyż droga była tak widoczna, że nie można było jej zgubić. Autor ostrzega „ należy szybko wykorzystać siłę moralną jaką posiadało Zgromadzenie wyniesione rękami ludu. Po to by śmiało uchwycić ster rządów i wzmocnić je wielkim wysiłkiem.” Tocqueville nie wyobraża sobie, że można by zniszczyć to co ludowi udało się do tej pory wywalczyć. Lamartine traktuje jako zagrożenie, które może zejść z drogi jaką wytoczył lud.

7) „15 maja 1848”

Tocqueville opisuje również obecną sytuacje panującą w społeczeństwie. Każdego dna na ulicach i placach gromadziły się tłumy, które zachowywały się bezładnie gdyż nie wyłoniono spośród nich kierownictwa. Patrząc na społeczeństwo, można było domyślać się, że coś ważnego w najbliższych dniach się wydarzy. Wiadomo było jedynie, że chodzi o ludowe poruszenie w sprawie Polski.
15 maja gdy Zgromadzenie rozpoczęło posiedzenie, 20 tysięcy ludu otaczało już salę. Powtórzyła się sytuacja z dnia 24 lutego, kiedy to lud wdarł się na obrady Zgromadzenia. Tłum bardzo szybko wypełnił pustkę pośrodku Zgromadzenia. Cała sytuacja wyglądała dość chaotycznie, gdyż pośród ludu nie było przywódcy, który by koordynował ich działania. W ogólnej wrzawie usłyszeć można było ostre pogróżki . W czasie tego zamętu Zgromadzenie pozostało bierne i nieruchome na swych ławach, nie stawiało oporu ale i nie ustępowało. Na trybunie pojawił się Blanqui ( działacz socjalistyczny w okresie monarchi lipcowej) żądał on pomsty za masakrę w Rouen, „przypomina nędzę w jakiej w jakiej pozostał lud i skarży się na krzywdy, jakie już zdążyło wyrządzić ludowi Zgromadzenie.” Po tym wystąpieniu tłum przestaje nad sobą panować, wtedy na środek wychodzi Barbes, który proponuje by Zgromadzenie wysłało armię na pomoc Polsce. Tocqueville uważa, że gdyby Zgromadzenie przystało na wniosek Barbesa „straciłoby honor i pozbawiło się szans obrony, a odrzucając go wystawiłoby się na ryzyko rozszarpania przez tłum.”
Tymczasem w tłumie wzmaga się agresja, gdyż usłyszał bębny bijące na apel. Krzyczy on „ Zdrada! Do broni! Na ratusz!” Hubert jeden z szefów klubistów wołał „ w imię ludu oszukanego przez swych przedstawicieli ogłaszam, że Zgromadzenie Narodowe jest rozwiązane.” Barbes wraz z klubistami udaje się pod Ratusz, a większość posłów opuszcza salę, umawiając się na spotkania w innych miejscach. Tocqueviile kierowany ciekawością, postanawia pozostać na swoim miejscu. Widzi jak w chaosie tłum zadecydował o utworzeniu rządu tymczasowego. Dla niego „była to parodia 24 lutego, podobnie jak 24 lutego było parodią innych scen rewolucyjnych.” Tocqueville zwraca szczególną uwagę jaki brak organizacji towarzyszył tamtemu dniu. Na trybunie prowadzono kilka rozmów jednocześnie, w tym czasie inni próbowali tworzyć rząd tymczasowy, a jeszcze inni krzyczeli, że nie takiej sytuacji w rządzie się spodziewali. Takie sytuacje miały miejsce w Izbie, do czasu aż Gwardii Narodowej udało się przywrócić porządek w sali. Zgromadzenie, mimo iż nie komplementarne, wznowiło obrady. Aresztowano członków nowego rządu tymczasowego oraz Barbesa i Courtaisa. Tego dna posłowie pracowali do późnych godzin wieczornych, by chociaż na chwile przywrócić porządek w mieście.

8) „ Święto zgody i przygotowania do dni czerwcowych.”

Mimo braku środków finansowych, zdecydowano się urządzić 24 maja na Placu Marsowym obchody święta Zgody. Tocqueville wraz ze Zgromadzeniem udał się na Pole Marsowe. Jak pisze „tego dnia lud zdawał się dość chętnie uczestniczyć w fikcji swego szczęścia, zapominając na chwile o swych cierpieniach i nienawiściach, był ożywiony ale nie buntowniczy.”
Autor zwraca uwagę, jak ostatnie dni były wypełnione ciągłymi napięciami, „każdego dnia nowe niepokoje wywoływały do walki Gwardię Narodową.” Nikt nie chciał doprowadzić do kolejnego konfliktu, chociaż Zgromadzenie Narodowe już od dawna o niczym innym nie mówiło, jak o zbliżającym się niebezpieczeństwie wojny domowej. Wszystkie stronnictwa starały się opóźnić nadchodzący kryzys. Posłowie zachowywali milczenie w obawie, by swym głosem nie spowodować wzmocnienia niezadowolenia ludu.
W tym okresie po raz pierwszy wspominano o Ludwiku Napoleonie, który zyskiwał sobie ogromne poparcie w społeczeństwie. Został on wybrany jednocześnie w Paryżu i kilku innych departamentach - dostał głosy od republikanów, legitymistów i demagogów. Tocqueville przyzna je, że nie pomyślał wówczas, że ten człowiek dokładnie za rok zostanie wybrany na ministra.
Autor widzi jak kraj jest w przededniu straszliwej walki. Sytuacja społeczna jest bardzo trudna, Zgromadzenie stara się nie poruszać palących tematów, ale w takiej sytuacji trudno je pominąć. Wszyscy są bardzo ostrożni, czuć strach przed niebezpieczeństwem wyjścia ludu na ulice.

9) „Dni czerwcowe”

W swych wspomnieniach Tocqueville dochodzi do wydarzeń powstania czerwcowego, którego celem było wywrócenie porządku społecznego. „ Było swego rodzaju bitwom klasową, rodzajem wojny domowej.” Autor podkreśla, że to powstanie nie było dziełem pewnej liczby konspiratorów, lecz zrywem całej społeczności.
23 czerwca udając się do Izby, widzi jak na ulicach zaczęto wznosić barykady. Sytuacja zewnętrzna uniemożliwia Zgromadzeniu spokojną pracę, podczas sesji zajmuje się on głównie sprawami związanymi z zagrożeniem wojny domowej. Następnego dnia już od samego rana słychać armaty i bicie bębnów na apel. Jak mówi Tocqueville „ dzień wielkie bitwy nadszedł naprawdę.” Nastrój wojny domowej przepełniał cały Paryż i musiało się nim oddychać gdziekolwiek by się człowiek nie schronił. W tym czasie Zgromadzenie wyglądało jak warownia, armaty stały wymierzone we wszystkie ulice prowadzące do Izby.
Tocqueville zwraca uwagę, że podczas powstania nie wyłoniono żadnego przywódcy, objęło ono wszystkie klasy ludowe natomiast nie wyszło poza ich obręb. „ Jedyni ludzie, którzy mogli stanąć na czele powstańców, pozwolili się jak głupi ująć przedwcześnie 15 maja i odgłosy walki słyszeli przez mury baszty z Vincennes.”
Tymczasem niebezpieczeństwo w Paryżu narastało do tego stopnia, że autor każe swojej żonie opuścić miasto i udać się w stronę Saint - Germain. Natomiast on sam udaje się wraz z przyjaciółmi w stronę wojsk Gwardii Narodowej, by przekazać im dekrety, które wcześniej ustanowiło Zgromadzenie. Jeszcze nigdy nie widział ich tak zdecydowanych i przekonanych o słuszności tego co robią, wspomina „ ich odwaga płynęła z konieczności i desperacji, wynikała z okoliczności, które nie powrócą.”
Wracając do Izby Tocqueville zauważył jak wszystkimi drogami, których nie kontrolowali powstańcy przybywali z pomocą ludzie z całej Francji. Ludzie ci należeli do różnych klas społecznych, byli tam wieśniacy, mieszczanie, a nawet szlachta. Było to zjawisko niespotykane dotychczas w poprzednich rewolucjach. Patrząc na to co się dzieje w Paryżu, był on przekonany, ze zwycięstwo jest blisko.

10) „ Ciąg dalszych dni czerwcowych .”

Następnego dna Tocqueville zdecydował się przyjrzeć bliżej miejscom, gdzie trwają starcia, gdyż nie mógł zrozumieć, dlaczego walki przeciągają się tak długo. Przemierzając ulice Paryża dotarł do Chateau d’Eau gdzie wojskami dowodził Lamarciere. Autor widząc poświęcenie z jakim on walczy, prosił go o rozwagę i rozmyślność w czasie starć. Wkrótce dołączył do nich pan Thieres, który wychwalał Lamarciere, mówiąc że jest bohaterem.
Następnie Tocqueville udaje się w stronę Zgromadzenia, tam poszczególni posłowie proponują kompromisy z powstańcami, jednak większość nie chce się na takie działania zgodzić.
Autor martwi się długością tego powstania. Udaje się je dopiero stłumić w czwartym dniu od rozpoczęcia walk. Dopiero tego ranka ochotnicy z departamentu La Manche dotarli do Paryż, byli wśród nich adwokaci, lekarze a nawet chłopi. Tocqueville wspomina „ od szaraków gospodarczych w głębi swych prowincji po elegantów i próżniaków, potomków wielkich domów, wszyscy przypomnieli sobie w owym momencie, że należeli niegdyś do kasty wojowników i panów, wszędzie dali hasło do wyruszenia i przykład hartu, taka jest wielka żywotność owych starych rodów arystokratycznych.”
Opisując dni czerwcowe zwraca szczególną uwagę, że nie ugasiły one we Francji rewolucyjnego ognia, ale wyzwoliły naród spod opresji paryskich robotników i przywróciły mu władzę nad samym sobą.

Podobne prace

Do góry